Węgierski parlament jutro rozpoczyna debatę nad zmianą konstytucji i ordynacji wyborczej. To już dziesiąta nowelizacja napisanej przez Fidesz ustawy zasadniczej od czasu jej wejścia w życie w 2012 rok.
Projekt złożono tydzień temu, niedługo po tym, jak parlament wydłużył o 90 dni obowiązywanie ograniczającego prawa polityczne stanu zagrożenia. Tym razem odbyło się to na mocy ponadpartyjnego porozumienia. W tym stanie parlament jest niemal całkowicie wykluczony z procesu tworzenia prawa dotyczącego walki z pandemią. Politycy Fideszu postanowili przekształcić go w miejsce debaty ideologicznej. Wiosną, w czasie pierwszej fali pandemii, parlament wypowiedział konwencję stambulską o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, a także zakazał zmiany płci urodzenia. Nad Balatonem wciąż istnieje możliwość urzędowej korekty płci, jednak osobie transseksualnej będzie towarzyszyć w dokumentach jej płeć urodzenia, co jest krytykowane przez środowiska LGBT jako dyskryminujące.
To jeden z zapisów, który teraz ma zostać przeniesiony do konstytucji. Głównym celem przedłożonej przez minister sprawiedliwości Judit Vargę nowelizacji ma być ochrona rodziny przed „nowymi ideologiami”, które nie zostały jednak doprecyzowane. Po zmianach małżeństwo zostanie konstytucyjnie zdefiniowane jako związek kobiety i mężczyzny. Na Węgrzech nigdy nie zalegalizowano małżeństw jednopłciowych, a definicja małżeństwa wynikała z praktyki prawnej, na co zwracał uwagę Sąd Konstytucyjny w swoich orzeczeniach. W konstytucji pojawi się też zapis, że małżeństwo jest podstawą rodziny.
W kraju istnieje jednak instytucja rejestrowanego związku partnerskiego, który daje parom jednopłciowym uprawnienia w wielu elementach przypominające małżeńskie. Nie obejmuje to wspólnej adopcji dzieci, choć prawo dopuszcza adopcję przez osobę w stanie wolnym i przysposobienie dziecka przez jej partnera. W ten sposób na Węgrzech od lat funkcjonowały rodziny homoseksualne. Po zmianie konstytucja zakaże adopcji osobom samotnym. Te zmiany są argumentowane przez rząd koniecznością ochrony tradycyjnego modelu rodziny, a także umożliwienia wychowania dziecka w kulturze chrześcijańskiej, co także znajduje się w projekcie.
Reklama
Nowelizacja przyniesie także istotne zmiany w sferze stanów nadzwyczajnych. Zamiast dotychczasowych sześciu pojawią się trzy: stan wojny, wyjątkowy i zagrożenia. Jak podano w uzasadnieniu, celem jest doprecyzowanie ram regulujących poszczególne reżimy prawne. Co najważniejsze z perspektywy ustrojowej, dotychczasowe uprawnienia prezydenta związane ze stanem nadzwyczajnym przejdą na rząd. Tym samym Viktor Orbán otrzyma kolejne prerogatywy osobiste, także w zakresie władzy ustawodawczej.
Równolegle do parlamentu wniesiono zmianę ordynacji wyborczej, którą ukryto w tzw. ustawie sałatkowej, czyli takiej, która przewiduje zmianę wielu innych aktów prawnych. Nowelizacja ordynacji mocno uderzy w opozycję i jeszcze bardziej utrudni jej ewentualne zwycięstwo wyborcze. Podzieleni na kilka partii przeciwnicy Orbána de facto stracą możliwość wystawiania wspólnych kandydatów. Zgodnie z praktyką w jednomandatowej części wyborów parlamentarnych w każdym ze 106 okręgów startował ten kandydat, który miał największe szanse na zwycięstwo z Fideszem. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, aby dana partia mogła wystawić listę w części proporcjonalnej, będzie musiała zaproponować co najmniej 50 kandydatów w okręgach jednomandatowych. W bloku opozycyjnym jest co najmniej pięć ugrupowań, więc nie ma możliwości, aby współpraca w JOW została utrzymana. Jeśli partie nie będą chciały stracić prawa do wystawiania kandydatów w części proporcjonalnej, w części większościowej będą konkurować ze sobą, zamiast z obozem władzy.
Rzecz wydaje się istotna, jeśli wziąć pod uwagę ostatni sondaż Závecz Research, zgodnie z którym na koalicję Fideszu z chadekami chciałoby oddać głos 36 proc. wyborców, zaś na wspólny blok koalicji opozycyjnej – 40 proc. Nad Balatonem przy okazji pandemii COVID-19 po raz kolejny dojdzie do głębokich przemian ustrojowych i ideologicznych w czasie, gdy międzynarodowa opinia publiczna skupia się raczej na groźbie zawetowania przez Budapeszt wieloletniego budżetu Unii Europejskiej ze względu na propozycję powiązania wypłat środków unijnych z przestrzeganiem reguł państwa prawa.