Pokłócony wewnętrznie w różnych kwestiach obóz Zjednoczonej Prawicy w tej akurat sprawie ma jednolite zdanie. Spośród kilku jego polityków, z którymi rozmawiałem, wszyscy podkreślali, że weto Polski wobec rozporządzenia łączącego napływ środków budżetowych z kwestiami tzw. praworządności jest nieuchronne. Mówią to ludzie związani z Solidarną Polską, ale i z premierem Mateuszem Morawieckim oraz z centrum dowodzenia Jarosława Kaczyńskiego.
Pada formułka: „Oszukano nas”. Z tekstu napisanego na potrzeby lipcowego szczytu Unii Europejskiej można było wnioskować, że środki mają być wstrzymywane, gdy jest groźba ich nieprawidłowego wykorzystania (np. korupcji). Teraz Komisja Europejska przygotowała z udziałem Parlamentu Europejskiego tekst, który kładzie nacisk także na niezależność sądownictwa, co zdaniem polityków obozu rządowego jest sprzeczne z unijnymi traktatami. – Nie możemy tego uznać, bo stworzymy bat na samych siebie – pada deklaracja człowieka bliskiego Morawieckiemu. Premier sam już się w tej sprawie wypowiedział. Podobnie Jarosław Kaczyński.
Tylko jeden z moich rozmówców wyraził nadzieję, że możliwy jest jeszcze jakiś kompromis, choćby na grudniowym szczycie Unii. Co się stało, że podsuwa się nam dzisiaj rozporządzenie trudniejsze do przełknięcia niż zapowiedzi? – Jeśli w kluczowym momencie, w lipcu, wymachiwaliśmy wypowiedzeniem konwencji stambulskiej czy repolonizacją mediów, a robiła to Solidarna Polska, skutek nie mógł być inny – tłumaczy polityk PiS. Dodaje, że jego środowisko wierzy w siłę oporu, bo sądzi, że wszystko jest jedynie przedmiotem nieograniczonych targów.