Będziemy weryfikować działanie systemu w zakresie walki z pedofilią. Zadamy państwowym instytucjom trudne pytania – obiecuje Błażej Kmieciak.
Mija rok od wejścia w życie ustawy powołującej państwową komisję, której zadaniem jest walka z pedofilią. Na razie nie słychać o jej działaniach.
Minął rok, ale proszę pamiętać, że jako członkowie komisji ślubowanie złożyliśmy dwa miesiące temu, a dopiero na początku września weszło w życie rządowe rozporządzenie, bez którego nie mogliśmy zacząć tworzyć urzędu. Przyjęliśmy statut, regulaminy, znaleźliśmy siedzibę – myślę, że do połowy października uruchomimy urząd.
Komisja na rozruch do końca roku ma mieć 5 mln zł. Ma też niemałe uprawnienia. Jak zamierza z tego korzystać?
Reklama
Powołanie organu, który jedynie dokonywałby analiz i produkował raporty, byłoby ciekawe z perspektywy naukowej, ale kompletnie nieefektywne dla ofiar. Będziemy m.in. pełnić funkcję kontrolną i weryfikować działanie systemu w zakresie walki z pedofilią i pomocy pokrzywdzonym. Będziemy zadawać państwowym instytucjom trudne pytania.

Reklama
Po co komisja, skoro mamy policję, prokuraturę i sąd?
Żeby wesprzeć pokrzywdzonych, być z nimi, bo ofiary pedofilii często zostają same ze swoim problemem. Kadencja urzędu trwa siedem lat. Chciałbym, żeby do osób, które przeżyły i nadal przeżywają traumę, dotarła informacja: możecie liczyć na naszą kompleksową pomoc prawną.
Na razie rozmawiamy czysto teoretycznie…
Cenię sobie uszczypliwości komentatorów, którzy ponaglają nas do pracy, ale najwyraźniej zapomnieli, że ten urząd budujemy od zera. Zera totalnego. Nasza siedziba będzie blisko centrum Warszawy, ale nie otrzymaliśmy jej w prezencie. Konieczne było poszukiwanie i wręcz walka o to miejsce. Kończymy już tworzenie strony internetowej, budujemy system informatyczny, którego zadaniem jest administrowanie wrażliwymi danymi. Mogę opowiadać długo, ile trwało zakładanie zwykłego konta bankowego w NBP. Sam organizowałem NIP, REGON, firmową pieczątkę. Trzeba podpisywać wiele umów z dostawcami prądu, wody, usługami ochrony. Komisja nie przejęła po kimś gabinetów z sekretarkami i gotową strukturą organizacyjno-administracyjną. Jeszcze trzy tygodnie temu nie mieliśmy nic poza aktem ślubowania w ręku. Żeby było jasne: taka praca nie jest ujmą. Ale dziś mogę śmiało powiedzieć, że nie ma w Polsce rozwiązań systemowych dotyczących tworzenia nowego urzędu. Krytycy, zarzucając mi opieszałość, pytają: czemu nie działacie? Ustawa – zachęcam do lektury w całości – powołała tylko komisję. Swoich przedstawicieli wyznaczyli: Sejm – Barbarę Chrobak, Hannę Elżanowską i Andrzeja Nowarskiego; Senat – Agnieszkę Rękas; prezydent – Justynę Kotowską; premier – Elżbietę Malicką i rzecznik praw dziecka – mnie. Przez kolejne tygodnie wypracowywaliśmy procedury tak, by nikt nam potem nie zarzucił działania poza prawem.
Ile osób będzie zatrudniać urząd?
Po ostatnich zmianach budżetowych urząd poza członkami komisji ma zatrudnić ok. 30 pracowników merytorycznych i administracyjnych. To będą ludzie doświadczeni w sprawach procesowych dotyczących osób małoletnich oraz specjaliści mający przygotowanie w zakresie wsparcia osób w traumie. To jest dla nas ważne – gdy przyjdą do urzędu rodzice z dzieckiem, które zostało skrzywdzone przez wujka, opiekuna na kolonii czy księdza, nie mogą trafić na sypiącego paragrafami bezdusznego urzędnika. Kilka lat doświadczenia psychologicznego to minimum do podobnego typu pracy.
Gdzie pan szuka tych ekspertów?
W stowarzyszeniach, organizacjach pozarządowych, patrzę także na naukowców będących praktykami.
W Ordo Iuris?
Pracowałem w Ordo Iuris, zajmując się m.in. prawami dziecka, i nie będę tego czasu usuwał ze swojego CV, by być dla niektórych środowisk bardziej wiarygodny. Ukończyłem też Szkołę Praw Człowieka organizowaną przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, współpracowałem z czasopismem „Niebieska Linia”. Jestem otwarty na każde środowisko, które rzetelnie zajmuje się wsparciem dzieci i którego wiedza merytoryczna dotycząca ochrony małoletniego przed przemocą seksualną jest niezaprzeczalna.
Na ile temat wykorzystywania seksualnego dzieci jest zaniedbany w Polsce?
To temat, który ludzi przeraża. Z jednej strony chcemy natychmiastowego rozwiązania, z drugiej – jak opowiadam, czym się teraz zajmuję, to czasem słyszę: nie mów, to straszne. Jako społeczeństwo często nie jesteśmy gotowi, by zmierzyć się z problemem. On boli. Wszystkich. Poza przestępcami…
A czy kiedykolwiek można być gotowym?
Myślę, że tak. W ostatnich latach już zaszła zmiana. Między innymi ze względu na modyfikację przepisów prawa karnego, które nakazuje nam powiadamianie organów ścigania o czynach mogących nosić znamiona pedofilii. Znika więc dylemat: powiedzieć czy nie. Teraz jest obowiązek, za którego nieprzestrzeganie grożą sankcje: do trzech lat pozbawienia wolności. Komisja została na mocy ustawy dołączona do organów ścigania, do których zgłoszenie tego typu sprawy jest realizacją obowiązku z art. 240 kodeksu karnego. Obok policji i prokuratury. Ale ważna jest też zmiana polityki karania, żeby nie było już więcej haniebnie łagodnych wyroków na zwyrodnialców, jak ostatni – zaledwie 15 lat za zgwałcenie i zamordowanie dziecka.
Spytam wprost: czy pana zdaniem temat pedofilii w Kościele był dotąd zamiatany pod dywan?
Analizując sprawy sprzed lat, widać, że dochodziło do przypadków, które słusznie wzbudzają protest i złość. Zadaniem komisji jest rzeczowe zbadanie wszystkich spraw, w których zgłoszą się do nas pokrzywdzeni. Wszystkich. Bo gdyby komisja badała tylko kwestię pedofilii w Kościele, jak chciała to część sceny politycznej, wówczas nie mogłaby zająć się przemocą seksualną, której sprawcami byli bliscy ofiary, osoby ze świata sztuki, celebryci, terapeuci. Dla mnie nie ma znaczenia, jaki strój nosi sprawca. Choć wiem, dlaczego ból zadany przez duchownego jest szczególnie dotkliwy. To człowiek, któremu często powierzamy tajemnice sumienia. Dlatego ważne, że komisja ma status państwowy, niezależny od Kościoła czy samorządów zawodowych. Pomoc ofierze i dążenie do ukarania sprawcy musi z naszej strony opierać się na jasnych procedurach.
Co ze sprawami, które uległy przedawnieniu?
Jeśli prokurator umorzy sprawę ze względu na upływ czasu, to może ona być przekazana do nas. Wtedy możemy przeanalizować materiały ponownie, powołać biegłych, ekspertów. Ustawodawca dał komisji możliwość wpisania konkretnej osoby na listę sprawców przestępstw o charakterze seksualnym.
Rejestr, który prowadzi MS, gromadzi skazanych za przestępstwa pedofilskie. Lista komisji dotyczy osób, które nie usłyszały jeszcze prawomocnego wyroku?
Wśród prawników trwa na ten temat dyskusja. Ale pamiętajmy, że osoba, którą komisja chce wpisać na listę, ma prawo odwołać się do sądu cywilnego od tej decyzji. My ją pouczamy o takiej możliwości. Sąd analizuje, czy nasza decyzja nie narusza dóbr osobistych, co jest zgodne z konstytucyjną zasadą kontroli zwierzchniej sądu. Mówimy często o sprawach, które wydarzyły się np. 20 lat temu, a pokrzywdzony dalej doświadcza traumy. Prokuratura jest bezradna, nawet jak dziś uda się zgromadzić niezbite dowody winy. Wpis na listę jest sposobem wymierzenia sprawiedliwości w obecnym stanie prawnym.
Od czego zacznie pracę komisja?
Najistotniejsze na początek jest to, by jak najwięcej osób dowiedziało się o naszym istnieniu. Proszę mnie zwolnić od komentowania głośnych w ostatnich miesiącach spraw. Nie dlatego, że ktoś mi zabrania mówić. Chodzi o to, że te sprawy do nas zapewne trafią, a wówczas nie może być cienia wątpliwości co do bezstronności komisji. Gdy byłem publicystą, łatwo mi się stawiało diagnozy. Jako szef urzędu muszę być powściągliwy, mając przede wszystkim na względzie dobro pokrzywdzonych, a nie ciekawość dziennikarzy.
Nie boi się pan, że ustawę powołującą komisję tworzono na potrzeby polityczne?
A lepiej, żeby jej nie było? Powody jej powstania są nieistotne. Mam w głowie płacz jednej z bohaterek filmu braci Sekielskich. W mocnych i przemawiających chyba do każdego słowach mówiła o swoim doświadczeniu. Nie dziwię się, że te emocje udzieliły się także politykom. Pierwszym ustawowym efektem naszej pracy ma być szczegółowy raport w lipcu 2021 r. Krok po kroku tworzę niezależny urząd. Czas zacząć pomagać, nie politykować.