Wybory w Nadrenii Północnej-Westfalii były testem przed nadchodzącym superrokiem wyborczym. W 2021 r. nasi sąsiedzi będą wybierać deputowanych do sześciu parlamentów landowych i Bundestagu.
Reklama
Wyniki niedzielnego głosowania, w którym mieszkańcy najludniejszego niemieckiego kraju związkowego wybierali burmistrzów, rady okręgowe, miejskie i gminne, nie odzwierciedlają w skali 1:1 nastrojów panujących w całych Niemczech. Ilustrują jednak określone tendencje. Zwłaszcza, że Nadrenia Północna-Westfalia jest uznawana przez politologów za land najbardziej reprezentatywny, a rezultaty tamtejszych wyborów najczęściej pokrywają się z tymi na poziomie federalnym.
Jeśli ta reguła nie zawiedzie w nadchodzącym roku, rządzący w RFN chadecy mają powody do optymizmu. Ich zwycięstwo jest bowiem wyraźne. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) z landowym premierem Arminem Laschetem zdobyła 34,2 proc. głosów, o 3,2 pkt proc. gorzej od poprzednich wyborów w 2014 r. Mimo to landowy przywódca chadeków był wyraźnie zadowolony po ogłoszeniu wyników i mówił o „dobrej niedzieli”. Choć socjaldemokratom z SPD udało się utrzymać drugie miejsce z wynikiem 24,3 proc., to nie mogą oni traktować tego jako satysfakcjonującego osiągnięcia. To najgorszy rezultat tej partii w wyborach samorządowych w Nadrenii. W ciągu sześciu lat SPD straciła aż 7,1 pkt proc. – Rozczarowujący wynik – skwitowała współprzewodnicząca ugrupowania Saskia Esken.

Reklama
Z kolei Zielonym przybyło 8,3 pkt proc. Znaleźli się oni na trzecim miejscu z 20 proc. głosów. Prawie dwukrotnie lepszy wynik niż w 2014 r. zanotowała prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) – 5 proc. Współrządzących w Nadrenii liberałów z FDP poparło 5,6 proc. mieszkańców, a Lewicę – 3,8 proc. Laschet uważa, że jego zwycięstwo to efekt działań podjętych w czasie kryzysu związanego z pandemią koronawirusa. Rząd w Düsseldorfie należał do najbardziej ostrożnych i najgłośniej krytykujących daleko idące zamrożenie gospodarki i życia społecznego. Najwcześniej też domagał się wyjścia z hibernacji.
Laschet należy do liberalnego skrzydła CDU, które w nadchodzących latach chce kontynuacji polityki kanclerz Angeli Merkel. Niedzielne zwycięstwo wzmacnia pozycję premiera przed grudniowym zjazdem CDU, na którym partia wybierze nowego przewodniczącego. Laschet będzie się reklamować jako sprawny polityk, który potrafi wygrywać wybory – argument zyskujący na znaczeniu wśród działaczy coraz bardziej technokratycznego i bezideowego ugrupowania. W tym momencie ma on szczególną moc przekonywania, gdyż w 2021 r. Niemcy wybiorą sześć landtagów i Bundestag.
Najpoważniejszy konkurent Lascheta w wyścigu o fotel szefa chadeków, były szef frakcji CDU/CSU w Bundestagu, reprezentatnt partyjnych konserwatystów i zapiekły wróg Angeli Merkel – Friedrich Merz, opowiada się z kolei za odnową partii. Jego zdaniem za sprawą obecnej kanclerz chadecy ulegli socjaldemokratyzacji. Przez lata strategia szefowej rządu polegała na przejmowaniu popularnych w społeczeństwie postulatów SPD i realizowaniu ich jako własnych. To właśnie kolejne rządy, na których czele stała Merkel, wprowadziły płacę minimalną, zawodową armię, podwójne obywatelstwo i rozpoczęły transformację energetyczną (Energiewende).
Paradoksalnie, mimo realizacji kolejnych punktów programu, SPD przegrywa kolejne wybory. Nadrenia Północna-Westfalia to tylko jedna z wielu katastrof wyborczych, których ciąg trwa od kilku lat. I kolejny dowód, że partia nie poradziła sobie z najważniejszymi problemami: brakiem wyraźnego przywództwa, wewnętrznymi walkami i systematyczną erozją twardego elektoratu. Proces ten rozpoczął się jeszcze za rządów kanclerza Gerharda Schrödera, który zrealizował bolesną reformę rynku pracy i systemu opieki socjalnej Agenda 2010. Zaowocowała ona co prawda poprawą sytuacji gospodarczej, jednak została uznana przez wyborców za zdradę lewicowych ideałów.
Socjaldemokratom nie udało się już odbudować wiarygodności i zaufania, zwłaszcza że od 2007 r. mają silną konkurencję w postaci Lewicy, która zabiega o głosy grup skarżących się na społeczne wykluczenie. Zieloni tymczasem korzystają z tego, że kwestie związane z ochroną środowiska i klimatem cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem Niemców. Z nieoficjalnych rozmów z działaczami partyjnymi wysokiej rangi wynika, że są oni pewni, iż ich ugrupowanie będzie współtworzyć kolejny rząd na poziomie federalnym. Poparcia nie traci AfD, choć nie ma w obecnej sytuacji możliwości mobilizowania wyborców dzięki flagowym postulatom, do których należy ograniczenie imigracji i walka z islamizacją. Potwierdza to opinię niektórych ekspertów – chociażby drezdeńskiego politologa Wernera Patzelta – że nie jest ona tylko partią protestu, ale ma trwały elektorat.