Ustawa dezubekizacyjna pozbawiła go znacznej części emerytury, choć właśnie takich jak on miała chronić. Na dziś sąd wyznaczył termin rozprawy, na której rozpatrzy sprawę Krzysztofa Kęskiego – esbeka, który współpracował z Kościołem.
Ustawa dezubekizacyjna z 2016 r. zakłada, że jeśli funkcjonariusz służb bezpieczeństwa udowodni, że przed 1990 r., bez wiedzy przełożonych, podjął współpracę i wspierał osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Polski, zostanie spod jej przepisów wyjęty. Krzysztof Kęski od 1984 r. dostarczał duchownym cennych informacji. Już raz udowodnił ten fakt przed sądem. Za słabo.
Podwójnie zwerbowany
– W ogólniaku przeszedłem szkolenie spadochronowe, po szkole w ramach obowiązkowej służby miałem trafić do wojsk powietrzno-desantowych. Nie widziały mi się kamasze. Wtedy Tadeusz Klimanowski, mój nauczyciel historii, zasugerował, żebym odbył zastępczą służbę w organach milicji obywatelskiej w Szczecinie. Poszedłem, zaliczyłem kurs chorążych i dostałem skierowanie do biura B (obserwacji) Komendy Wojewódzkiej MO w Zielonej Górze. Szybko uznałem, że to nie jest praca dla mnie, chciałem się zwolnić, pójść na studia – wspomina Kęski. I znów dawny nauczyciel zaczął go namawiać: nie spiesz się, jeszcze możesz coś dobrego zrobić dla Polski. Zaproponował, żeby złożył raport o przeniesienie do wydziału IV Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie Wielkopolskim. Tego, którego zadaniem była kontrola operacyjna duchowieństwa. – Wstrząsnęło mną, ale coś mi mówiło, by nie protestować.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.