Przy okazji zakończonego właśnie w Petersburgu corocznego Forum Inwestycyjnego poinformowano, że firma X5 Retail Group kontrolująca największą sieć rosyjskich supermarketów Perekrestok ma zamiar wypuścić nową kartę dla swoich klientów. W odróżnieniu od tradycyjnych kart lojalnościowych i debetowych, ta ma umożliwić klientom zakup żywności na raty.
Zdaniem komentujących całą sprawę ekspertów jest to odpowiedź rosyjskich handlowców na spadający popyt, będący rezultatem zmniejszania się już szósty rok z rzędu dochodów do dyspozycji rosyjskich rodzin. Jak wynika z ostatnio opublikowanych analiz holdingu Romir, który od wielu już lat przeprowadza w Rosji podobne badania, 83 proc. Rosjan deklaruje, że musi na co dzień czegoś sobie odmawiać, przy czym 24 proc. deklaruje konieczność oszczędności na jedzeniu (w ub.r. wskaźnik ten wyniósł 17 proc.).
Na tym samym forum odbyła się również dyskusja przedstawicieli rządu i Banku Centralnego na temat perspektyw rosyjskiej gospodarki. Relacjonująca ogólny nastrój zgromadzonych w Petersburgu przedstawicieli władz i największych rosyjskich przedsiębiorców dziennikarka „Kommiersanta” określiła ją mianem „niezbyt różowego”. Powodów ku temu jest co najmniej kilka. Przede wszystkim trudno za optymistyczne uznać dane na temat rosyjskiego wzrostu gospodarczego. Według wstępnych informacji rosyjskiego odpowiednika GUS wzrost w I kwartale, licząc rok do roku, PKB wyniósł wątłe 0,5 proc., co oznacza znaczący spadek tego wskaźnika. Bo IV kwartał ubiegłego roku zamknął się na poziomie 2,7 proc. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że wynik ubiegłego roku jest efektem „zmiany metodologii liczenia” – jak eufemistycznie określają całą operację media zbliżone do rządu, to i tak rezultaty I kwartału są gorsze od konsensusu ekonomistów. Ci byli zdania, że wzrost PKB w ujęciu rocznym, po I kwartale, wyniesie 0,8 proc. W efekcie zarówno władze, jak i niezależni ekonomiści, ale również organizacje międzynarodowe – zaczęły rewidować swe wcześniejsze zapatrywania na temat perspektyw rosyjskiej gospodarki. Bank Światowy obniżył prognozę tegorocznego wzrostu z poziomu 1,5 proc. do 1,2 proc., a Aleksiej Kudrin, szef odpowiednika naszego NIK, były minister finansów i krytyk polityki ekonomicznej rządu – pod koniec maja powiedział publicznie, że wzrost nie będzie w tym roku wyższy niż jeden procent. Perspektywy kolejnych miesięcy nie są wiele lepsze. Indeks aktywności przedsiębiorstw sektora przetwórczego PMI spadł w maju do 49,8, poziomu najniższego od sierpnia 2018 r. Przedsiębiorstwa raportują, że kolejny, drugi z rzędu miesiąc są zmuszone ograniczać zatrudnienie. Co gorsze, w wyniku kryzysu z rurociągiem Przyjaźń – jak poinformował w ubiegłym tygodniu Reuters – Rosja zmuszona została do ograniczenia wydobycia ropy naftowej o 200 tys. baryłek dziennie (do 10,9 mln), co jest najniższym poziomem od lata 2016 r. Oznacza to spadek w maju, w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego, wydobycia o 1,8 proc. Jeśli taka sytuacja utrzyma się w czerwcu, to II kwartał zakończy się spadkiem w tym sektorze, kluczowym dla rosyjskiego eksportu, o 2,3 proc. Podobnie niekorzystne informacje płyną również z Gazpromu, który informuje, że w związku z ciepłą zimą od początku roku sprzedał Europie o 7,3 proc. mniej gazu niż rok wcześniej. A to oznacza, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym, drugim już z rzędu kwartałem, w którym zmniejsza się, w porównaniu z okresem poprzednim, tempo wzrostu rosyjskiego PKB, czyli innymi słowy – z recesją.
Reklama
W tej sytuacji nasila się presja na władze Banku Centralnego, aby obniżyć stopy procentowe, czemu przeciwna jest kierująca instytucją Elwira Nabiullina. Argumenty przeciwników „poluzowania” polityki makroekonomicznej są dość oczywiste. Mimo zmniejszenia się dochodów ludności inflacja jest nadal dość wysoka. Występująca na petersburskim Forum Gospodarczym prezes Banku Centralnego poinformowała, że nadal zagrożony jest tegoroczny cel inflacyjny, który wynosi 4 proc. Z punktu widzenia konsumentów wzrost cen artykułów pierwszej potrzeby w I kwartale był znacznie bardziej dolegliwy – w ujęciu rocznym, według informacji, które napłynęły z Gosstatu, rosyjskiego odpowiednika GUS, wynosi on 6,4 proc. Nie ma co się w związku z tym dziwić, że nastroje Rosjan są fatalne. Według ostatnich przeprowadzonych w maju badań opinii publicznej 90 proc. ankietowanych uważa, że rosyjska gospodarka „ma problemy”, a większość (51 proc.) jest wręcz zdania, że „znajduje się w kryzysie”.
Przedstawiciele Banku Centralnego tłumią wezwania tych rosyjskich ekonomistów, którzy opowiadają się za odejściem od polityki stabilizacji makroekonomicznej. Polega ona z grubsza na tym, że podatkowe dochody, jakie rząd czerpie z eksportu węglowodorów przy cenie sprzedaży przekraczającej 40 dol. za baryłkę, trafiają na specjalny fundusz stabilizacyjny, a nie na rynek. Zwolennicy poluzowania, czyli odejścia od tej polityki, a także przesunięcia w górę ceny baryłki ropy, po przekroczeniu której budżet przeznacza środki na fundusze rezerwowe – są zdania, że dałoby to pobudzenie popytu wewnętrznego, lepszą koniunkturę i w rezultacie ożywienie gospodarcze. Wypowiadający się w Petersburgu wiceminister finansów Władimir Kołyczew powiedział jednak, że zdaniem resortu w funduszu trzeba zgromadzić środki odpowiadające 10–12 proc. rosyjskiego PKB i dopiero wówczas kraj będzie bezpieczny w obliczu szoków zewnętrznych. Przede wszystkim trwałego spadku cen ropy naftowej na światowych rynkach do poziomu poniżej 40 dol. za baryłkę. W czerwcu Fundusz Dobrobytu Narodowego, w którym gromadzone są rosyjskie rezerwy, dysponował kwotą równą niemal 59 mld dol., co stanowi niecałe 7 proc. rosyjskiego PKB. A zatem trudno w najbliższym czasie spodziewać się zmian w polityce makroekonomicznej rosyjskiego rządu. Na marginesie warto zauważyć, że ubiegłoroczny zysk funduszu z inwestycji wyniósł 309 mln dol., co trudno uznać za oszałamiającą kwotę.

Reklama
Rosyjskie władze źródeł ożywienia gospodarczego upatrują w mających się rozpocząć w tym roku programach rozbudowy infrastruktury. Zdaniem ekspertów problem polega jednak na tym, że dokonany ostatnio na Kremlu przegląd ich zaawansowania wskazuje, że większość z nich jest opóźniona. Osobnym zagadnieniem jest efektywność publicznych inwestycji. Ale nawet jeśliby uznać, że nie służą one tylko prestiżowi władzy (tak jak np. olimpiada w Soczi), to i tak nie ożywią one w tym roku rosyjskiej gospodarki.
A lata następne są w podobnym stopniu niepewne. Co prawda rządowe prognozy podtrzymują deklaracje, że w 2023 r. wzrost gospodarczy wyniesie powyżej 3 proc., ale niezależni analitycy, zarówno rosyjscy, jak i pracujący na rzecz organizacji międzynarodowych, są zdania, że bezpieczniej założyć jest w najlepszym wypadku stagnację, czyli wzrost wahający się od 1 do 2 proc. Oczywiście o ile nie nastąpią kataklizmy. A takich rysuje się przynajmniej kilka. Jeszcze w ubiegłym roku analitycy rosyjskiej firmy ratingowej AKRA szacowali wpływ obniżenia tempa wzrostu gospodarki światowej na rosyjski PKB. Ich zdaniem żyjąca głównie z eksportu surowców Rosja odczuje je najbardziej i znajdzie się w recesji.
O innych zagrożeniach mówiono w czasie petersburskiego Forum. Otóż zdaniem występującego w jednej z dyskusji ministra Orieszkina, kierującego resortem rozwoju gospodarczego, realnym zagrożeniem staje się nadmierna akcja kredytowa rosyjskiego sektora bankowego. W szczególności chodzi o ok. 15 proc. populacji, w przypadku których poziom zobowiązań kredytowych przekroczył już 45 proc. dochodów, jakie uzyskują. A to oznacza, że zaciągają oni nowe kredyty przede wszystkim po to, aby spłacić stare zobowiązania. Kontynuacja takiego trendu spowoduje jego zdaniem w 2021 r. kryzys rosyjskiego sektora bankowego i w efekcie kryzys gospodarczy.
Inne zagrożenia widzi Aleksiej Kudrin. Jego zdaniem zlokalizowane są one przede wszystkim w prawno-instytucjonalnym otoczeniu rosyjskiej gospodarki. Jeżeli nie zacznie się realna walka z korupcją, jeżeli nie zreformuje się sądów, a przedstawiciele resortów siłowych nie zakończą walki z rosyjskimi przedsiębiorcami, to nie uda się jego zdaniem odwrócić niebezpiecznego trendu, który zarysował się wyraźnie w ubiegłym roku. Polega on na tym, że w Rosji zlikwidowano przeszło dwa razy więcej firm, niż w tym czasie założono, a udział państwa w gospodarce stale rośnie.
Najlepszym przykładem jest w jego opinii to, co zdarzyło się z prezesem funduszu inwestycyjnego Baring Capital, Michaelem Calveyem, który aresztowany został na początku roku pod bardzo wątpliwymi zarzutami. Zdaniem Kudrina tego rodzaju posunięcie rosyjskich siłowików było niczym „szok dla rosyjskiej gospodarki”. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że odpływ zagranicznego kapitału z Rosji od początku roku wyniósł 40 mld dol.
Niezależnie od ocen w przypadku Calveya niezmiernie ciekawe wydaje się pewne wydarzenie. Kilka dni przed Forum rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że rosyjskie władze chętnie widziałyby jego uczestnictwo w petersburskim Forum. Wypuszczony z więzienia amerykański inwestor przebywa w areszcie domowym. Rzecznik Putina apelował do przedstawicieli resortów siłowych, aby zgodziły się na jego wyjazd do północnej, drugiej „stolicy” Rosji. Jak jednak informują reporterzy rosyjskiej prasy, mimo że był on tam oczekiwany do ostatniej chwili – nie pojawił się.