Osłabienie kościoła katolickiego nie zatrzyma w żaden sposób skrajnej prawicy, bo to nie z niego czerpie ona inspirację. Część ugrupowań radykalnych co najwyżej instrumentalnie powołuje się na katolicyzm.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Kościół katolicki w polskich środowiskach progresywnych uchodzi za wroga numer jeden, a jego pokonanie czy przynajmniej zagrożenie jego silnej pozycji uważane jest tam za warunek sine qua non wzrostu popularności ugrupowań postępowych. Dokument Tomasza Sekielskiego, który ujawnił koszmarne przypadki systemowego krycia księży molestujących dzieci, jeszcze te nastroje wśród postępowców pogłębił.
Według środowisk progresywnych to właśnie wyjątkowa pozycja Kościoła sprawia, że Polacy są konserwatywni, chętnie głosują na prawicę, a ugrupowania postępowo-liberalne oraz lewicowe dostają nad Wisłą nieustanne tęgie lanie. Polscy antyklerykałowie są przekonani, że społeczeństwo skręciło w prawo, ponieważ co niedzielę z ambon księża nawołują do postaw konserwatywnych, a nacjonalizm jest u nas integralnie związany z katolicyzmem. Wszakże Polak katolik to ideał współczesnej endecji, a zwolennicy całkowitego zakazu aborcji często czerpią argumentację z pism i dokumentów kościelnych.
Żyjąc w Polsce, łatwo dać się uwieść przekonaniu, że to przez indoktrynację Kościoła katolickiego świat skręca w prawo, otwierając szeroko drzwi do polityki partiom populistycznym. Owszem, nad Wisłą partie alt-prawicowe zwykle otwarcie manifestują swój katolicyzm, jednak jest to tylko element autokreacji, a nie fundament programowy. Za skręt w prawo zachodnich społeczeństw nie odpowiada Kościół katolicki, bo radykalizują się też obywatele krajów laickich. Co więcej, w wielu sprawach Kościół katolicki może być sojusznikiem tych, którym marzy się świat bardziej egalitarny i mniej ksenofobiczny.

Laicka alt-prawica

Bez wątpienia w ostatnich latach nastąpił wzrost popularności ugrupowań skrajnie prawicowych oraz nastrojów nacjonalistycznych na świecie. Jednak ten trend zbiegł się z szybką laicyzacją, a nie z eksplozją religijności, więc trudno wiązać ten proces z wiarą jako taką. Badanie Pew Research Center (PRC) z ubiegłego roku wykazało, że w niemal wszystkich krajach wysoko i średnio rozwiniętych następuje osłabienie znaczenia religii, przejawiające się dużo niższą religijnością osób w wieku 18–39 w stosunku do rodaków powyżej 40. roku życia. Identyfikowanie się z konkretną grupą religijną spadło wśród młodych we wszystkich krajach Zachodu, a także w większości państw Ameryki Łacińskiej oraz w Rosji. Młodzi na Zachodzie rzadziej uczestniczą w cotygodniowych obrzędach religijnych – nie licząc krajów nordyckich oraz Czech, tam jednak praktykowanie religii jest na bardzo niskim poziomie także wśród starszych pokoleń. Poza Francją i Włochami, na całym Zachodzie osoby poniżej 40. roku życia rzadziej też się modlą. Generalnie spadek religijności zauważalny jest na całym świecie, a jedynymi państwami, w których młodsi obywatele są bardziej wierzący niż starsi, są pojedyncze kraje Afryki Subsaharyjskiej.
Skrajna prawica z powodzeniem działa w najbardziej laickich krajach Europy. Według PRC najwięcej obywateli, którzy nie identyfikują się z żadnym wyznaniem, jest w Czechach, Estonii, na Łotwie, w Holandii i we Francji. W tej ostatniej eurowybory wygrało Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, które łączy głęboki eurosceptycyzm i nacjonalizm z laicyzmem. W Czechach 9 proc. głosów uzyskała otwarcie szowinistyczna Wolność i Bezpośrednia Demokracja. W Estonii 13 proc. głosów uzyskała Estońska Konserwatywna Partia Ludowa, która najpewniej będzie współpracować w PE z ugrupowaniem Le Pen. Jednego europosła będzie miała też holenderska Partia Wolności Geerta Wildersa.
Najnowszy Eurobarometr (kwiecień 2019), w którym badane są postawy Europejczyków wobec UE, pokazuje też, że najbardziej eurosceptyczne są najmniej religijne narody w Europie. „Wątpliwości” w stosunku do UE najczęściej wyrażali Czesi, Grecy, Holendrzy i Francuzi. Za to najrzadziej mieszkańcy katolickich Irlandii, Malty, Rumunii i Litwy. Natomiast „nadzieję” w stosunku do UE najczęściej deklarowali Rumuni, Włosi i Chorwaci, a najrzadziej m.in. Czesi i Holendrzy.

Od Brazylii po Indie

Patrząc na Polskę można wyciągnąć wniosek, że akurat w naszym kraju poglądy skrajnie prawicowe idą w parze z przywiązaniem do wiary. Abstrahując jednak od narracji liderów ugrupowań radykalnych, twarde dane nie wskazują, by to religijność była czynnikiem napędzającym im poparcie. Według badania przeprowadzonego przez IPSOS, Konfederacja zdecydowanie największe poparcie miała w grupie 18–29 lat (18,5 proc.), a drugie najwyższe wśród osób w wieku 30–39 lat. Na koalicję polskich partii skrajnej prawicy głosowali więc głównie ludzie poniżej 40. roku życia. Bardzo podobnie wyglądało poparcie dla antysystemowego Kukiz’15. Tymczasem według przytoczonego wyżej badania PRC młodzi Polacy laicyzują się najszybciej na świecie. Mieszkańcy Polski w wieku 18–39 lat zdecydowanie rzadziej uczestniczą w obrzędach religijnych (spadek o 29 pkt proc. wobec osób powyżej czterdziestki), co jest największym regresem na świecie (w drugiej Kolumbii spadek wyniósł 19 pkt proc.). Osoby deklarujące, że religia jest dla nich ważna, wśród młodych Polaków stanowią grupę mniejszą o 23 pkt proc. w stosunku do starszych – tu również Polska była pierwsza na świecie.
Oczywiście w niektórych miejscach świata nastroje skrajnie prawicowe wychodzą ze środowisk mocno religijnych. Tylko że akurat niekoniecznie są nimi katolicy. Jair Bolsonaro, nowy prezydent Brazylii, który otwarcie głosi poglądy rasistowskie, autorytarne i homofobiczne, wygrał przede wszystkim dzięki poparciu rosnących w siłę brazylijskich Zielonoświątkowców. Według PRC poparcie dla prezydentury Donalda Trumpa jest najwyższe wśród protestantów i wynosi 50 proc. Z jego prezydentury zadowolonych jest już jednak tylko 36 proc. katolików. Nic w tym zresztą dziwnego, członkowie różnych radykalnych grup w USA, których jest mnóstwo (od fascynatów broni, przez zwolenników supremacji białych, po kreacjonistów), najczęściej są członkami Kościołów protestanckich. Nieprzypadkowo fundamentalizm chrześcijański najsilniejszy na świecie jest właśnie w USA, gdzie tysiące wiernych mają kościoły w innych częściach globu zupełnie marginalne lub nawet nieznane. Akurat wśród wyznań chrześcijańskich Kościół katolicki jest jednym z bardziej umiarkowanych.
Warto też pamiętać, że radykalizacja nastrojów społecznych nie jest wcale specyfiką krajów chrześcijańskich i muzułmańskich. Pochód szowinizmu ma obecnie miejsce chociażby w hinduskich Indiach, w których rządzi obecnie nacjonalistyczna Indyjska Partia Ludowa. Jej lider i obecny premier Indii Narendra Modi w latach 2001–2014 był premierem indyjskiego stanu Gudżarat. W 2002 r. miała tam miejsce masakra muzułmanów (mogło ich zginąć nawet 2 tys.), a winą za to ludobójstwo wielu miejscowych komentatorów obciąża właśnie Modiego, gdyż stanowe służby porządkowe zachowywały się zadziwiająco biernie.

Postęp po katolicku

Środowiska progresywne w Polsce uznały Kościół katolicki za wroga, tymczasem mogłyby w nim znaleźć bardzo silnego sojusznika w niektórych ważnych dla nich sprawach. Obecnie najgorętszym tematem dla środowisk lewicowych i postępowych jest degradacja środowiska naturalnego oraz ocieplenie klimatu. Kościół katolicki jest jednym z najgłośniej nawołujących do podjęcia działań w tej sprawie. Encyklika Franciszka „Laudato si’” w całości została poświęcona ekologii. Papież postuluje w niej m.in. odchodzenie od paliw kopalnych i stopniowe zastępowanie ich energią niskoemisyjną. Krytykuje antropocentryzm i instrumentalne traktowanie środowiska naturalnego, które prowadzi do jego degradacji. Zwraca również uwagę, że obecny model ekonomiczno-społeczny jest niesprawiedliwy dla krajów ubogich, które najbardziej cierpią na zanieczyszczeniu środowiska oraz ociepleniu klimatu, choć w najmniejszym stopniu korzystają z owoców wzrostu. Franciszek nawołuje więc do globalnej solidarności oraz sprawiedliwej polityki klimatycznej, której koszty wezmą na siebie w pierwszej kolejności państwa najbogatsze.
Także w sprawie uchodźców Watykan głosi poglądy bliższe lewicy, a nie prawicy. W 2017 r. Dykasteria ds. Integralnego Rozwoju Człowieka opublikowała dokument, w którym w 20 punktach sformułowała zalecenia dotyczące polityki migracyjnej. Postuluje m.in. stworzenie bezpiecznych i legalnych procedur azylowych, z których mogliby korzystać imigranci z krajów dotkniętych wojnami czy katastrofami innego rodzaju. Dykasteria krytykuje zbiorowe wydalanie imigrantów i nawołuje, by zapewnienie im bezpieczeństwa było równie ważne, co bezpieczeństwo wewnętrzne krajów przyjmujących. Wskazuje także konieczność zapewnienia edukacji dla nieletnich uchodźców.
Ekologia oraz uchodźcy to niejedyne tematy, w których progresywiści mogliby znaleźć w Kościele sojusznika. Innym jest chociażby zmniejszanie nierówności i solidarność ekonomiczna, o której pisał już Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate”, a przed nim np. papież Paweł VI w „Populorum progressio”. Wśród krytyków polskiego Episkopatu często pojawia się teza, że Kościół w Polsce obrał zupełnie inną linię niż Watykan i ideowo jest bardzo daleki od obecnego pontyfikatu. Tylko że to nie do końca prawda, wielu polskich hierarchów głośno popiera Franciszka i głosi podobne tezy – chociażby prymas Wojciech Polak czy arcybiskup Grzegorz Ryś.

Wróg źle obrany

Specyfiką polskich środowisk progresywnych jest ostry antyklerykalizm. Nie tylko krytykują Kościół, gdy jest za co, ale uznały go za jednego z największych swoich wrogów, uderzając w niego przy każdej, nawet błahej okazji i wyśmiewając religijność jako taką, czego przykładem parodiowanie procesji Bożego Ciała podczas Marszu Równości w Gdańsku. To nietrafiona polityka nie tylko dlatego, że antyklerykalizm odstręcza od nich wyborców utożsamiających się z katolicyzmem, których wciąż jest w Polsce większość, co skazuje je na marginalizację. Przede wszystkim błędnie obrały sobie one wroga.
Popularność poglądów skrajnie prawicowych i marginalizacja lewicy w Polsce nie jest wynikiem działań Kościoła katolickiego. Część ugrupowań radykalnych co najwyżej się na katolicyzm instrumentalnie powołuje. Nieprzypadkowo Kościół w ostatnich latach jest poddawany ostrej krytyce także przez alt-prawicę, której idee tak naprawdę nie idą w parze z filozofią katolicką. Osłabienie Kościoła nie zatrzyma w żaden sposób skrajnej prawicy, bo to nie z niego czerpie ona inspirację. Odradzanie się nacjonalizmów wynika z wybuchu nastrojów ksenofobicznych wśród obywateli nieufnych wobec postępującej globalizacji. Ksenofobia, szowinizm czy rasizm siłą rzeczy nie są zgodne z uniwersalnymi ideami Kościoła katolickiego, czyli inaczej powszechnego, który ma wiernych na całym świecie. Gdyby postępowcy ostatecznie dopięli swego i osłabili pozycję Kościoła w Polsce, okazałoby się wnet, że stracili potencjalnego sojusznika, a przeciw nim stoi ktoś zdecydowanie bardziej nieprzyjemny.