Spotkanie Czarneckiego z Chrzanowskim, czyli gdzie afery nie ma, a gdzie jest [OPINIA]

Leszek Czarnecki i Roman Giertych
Leszek Czarnecki i Roman GiertychPAP / Andrzej Grygiel
21 listopada 2018

Już od ponad tygodnia czytamy dziesiątki tekstów o aferze w Komisji Nadzoru Finansowego. Media codziennie muszą znaleźć nowy kontent, trudno się więc dziwić, że szukają go jednocześnie w bardzo wielu kierunkach. Sprawia to jednak, że jako afera przedstawiane są często sprawy, które w rzeczywistości są czymś normalnym. Co gorsza, podchwytują to politycy. W efekcie zagrożeni mogą czuć się klienci. Warto to wszystko uporządkować.

A więc: gdzie afery nie ma?

Na pewno w spotkaniach właścicieli banków z nadzorem. To zupełnie normalna praktyka. Trudno sobie wyobrazić, by nadzór mógł skutecznie prowadzić swoje działania np. nie wiedząc, jakie są zamiary głównych udziałowców w stosunku do swoich banków. Wiele decyzji właścicielskich musi być z nadzorem uzgadnianych – począwszy od zamiaru założenia banku, jego biznesplanu, osób, które mają być w nim zatrudnione, zmiany statutu, aż po sprzedaż. Spotkania odbywają się częściej, jeśli np. bank jest w trudnej sytuacji i nadzór np. uzgadnia z właścicielem plany jego dokapitalizowania. Nie ma nic dziwnego w tym, że akcjonariusz czy zarząd banku idzie do KNF. Jeśli coś może dziwić, to zorganizowanie tam spotkania bez świadków.

Afery nie ma też w „planie Zdzisława”. Plan przymusowej restrukturyzacji to instrument z legalnego arsenału BFG, którego – jak wynika z zapisu rozmowy – Chrzanowski użył, by przestraszyć Czarneckiego i zwiększyć szanse na doprowadzenie do zatrudnienia wskazanej osoby. Dziwić może, że rekin naszej finansjery najwyraźniej o przymusowej restrukturyzacji nie miał pojęcia, o czym świadczą jego słowa: „To przecież nielegalne”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.