Przestępcy w sutannach nie mogą być traktowani na specjalnych prawach - mówił w niedzielę w Poznaniu jeden z liderów Partii Razem Adrian Zandberg. Jak wskazał, polskie partie muszą skończyć "prowadzić politykę na kolanach przed biskupami".

„Jesteśmy przekonani, że wszyscy powinni być traktowani równo, że nie może być tak, że przestępcy w sutannach są traktowani na specjalnych prawach. Nie może być tak, że pozwala się Kościołowi na zatajanie informacji o pedofilach. Informacji, które posiada, bo wiadomo, że te informacje są, wiadomo że tajne kartoteki istnieją i wiadomo, że Kościół po prostu nie dzieli się tymi informacjami z prokuraturą, policją. To jest nieludzkie wobec ofiar przemocy, a tymi ofiarami przypomnijmy – są dzieci” – mówił w niedzielę w Poznaniu Adrian Zandberg, który był jednym z uczestników marszu przeciwko pedofilii w Kościele.

Jak dodał, trzeba skończyć „z nierównym traktowaniem, z równymi i równiejszymi, z traktowaniem w sposób uprzywilejowany przestępców tylko dlatego, że są w sutannach”.

Reklama

„Tę sprawę trzeba jednoznacznie wyjaśnić i myślę, że nastroje społeczne w tej sprawie są jasne. Ludzie mają dosyć nierównego traktowania, mają dosyć przywilejów. Problem polega na tym, że polska scena polityczna to partie, które konsekwentnie od wielu, wielu lat wszystkie prowadzą politykę na kolanach przed biskupami” – powiedział Zandberg. Podkreślił, że należy oddzielić raz na zawsze państwo od Kościoła i wprowadzić „realną równość wszystkich, niezależnie od tego, czy są katolikami, czy są prawosławni, czy są buddystami, czy niewierzący”.

Zdaniem Zandberga, najwyższy czas, aby przeciąć także „tę pępowinę finansową, przez którą miliardy złotych wyciekają z budżetu państwa i budżetów samorządowych na konta kościelne. To jest zmiana, której Polska bardzo potrzebuje i to są pieniądze, których Polska bardzo potrzebuje na to, żeby zaspokajać realne potrzeby społeczne” - mówił.

Reklama

W niedzielę w Poznaniu grupa kilkudziesięciu osób przeszła ulicami Poznania w marszu przeciwko pedofilii w Kościele. Uczestnicy na drzwiach świątyń, także poznańskiej katedry, wywiesili listę księży pedofilów.

Organizatorzy marszu wskazywali, że „państwo polskie musi w końcu zacząć chronić dzieci przed przemocą seksualną ze strony bezkarnych sprawców w sutannach”.

„Żądamy pociągnięcia do odpowiedzialności nie tylko samych sprawców, ale też ich przełożonych - biskupów, którzy latami kryją sprawców, oraz Kościoła katolickiego jako instytucji, która od dekad toleruje przestępcze działania swoich pracowników i konsekwentnie odmawia ujawniania danych księży-przestępców organom ścigania” – mówili.

Danuta, jedna z uczestniczek marszu, powiedziała PAP, że „często, kiedy dyskutuję, słyszę od ludzi, że przecież są dobrzy księża, że nie wszyscy księża gwałcą. Ale ja się pytam: co ci dobrzy księża zrobili, żeby tych gwałtów nie było?”.

W trakcie zgromadzenia przeczytano także świadectwo Kasi – ofiary księdza Romana B., który w trakcie posługi w jednej z miejscowości w woj. zachodniopomorskim molestował seksualnie 13-letnią wówczas dziewczynkę. Kapłan miał ją podstępnie wywieźć od rodziców, przez kilkanaście miesięcy więzić i gwałcić. W jego komputerze śledczy mieli znaleźć także treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Mężczyznę aresztowano w 2008 r.

Poszkodowana kobieta, obecnie dwudziestokilkuletnia, poza sprawą karną wytoczyła proces także Towarzystwu Chrystusowemu dla Polonii Zagranicznej, do którego należał ksiądz Roman B. Sąd Okręgowy w Poznaniu, w styczniu tego roku, zasądził na rzecz kobiety 1 milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty od zgromadzenia. We wtorek poznański sąd apelacyjny utrzymał w mocy orzeczenie sądu I instancji w odniesieniu do renty i kwoty zadośćuczynienia na rzecz kobiety. Orzeczenie sądu jest prawomocne.