Według Karzaja wezwanie Obamy "to dobra wiadomość, gdyż takie właśnie było stanowisko afgańskiego rządu". Ostrzegł jednak, że niektórzy talibscy bojownicy nie kwalifikują się do pojednania; są wśród nich ci, którzy podjęli współpracę z Al-Kaidą.
Jednak - jak podkreślił - powinno dojść do negocjacji "z tymi, którzy obawiają się powrotu do swojego kraju, albo tymi, co czują, iż nie mają innego wyboru, niż z różnych powodów trzymać się talibów". "Ci są mile widziani" - dodał prezydent.
Prezydent Karzaj powiedział to w czasie spotkania z Afgankami z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet.
Wcześniej Obama przyznał w wywiadzie dla "The New York Timesa", że Stany Zjednoczone nie odnoszą zwycięstwa w Afganistanie. Zauważył jednak, że sytuacja w tym kraju w ciągu ostatnich lat pogorszyła się.
"Talibowie są śmielsi niż przedtem. W południowych rejonach kraju atakują w sposób, którego wcześniej nie spotykaliśmy" - powiedział.
Dodał, że sytuacja w Afganistanie jest bardziej skomplikowana niż wyzwania, przed którymi siły USA stały w Iraku. Tam udało się nakłonić sunnickich rebeliantów do współpracy, przynajmniej w niektórych przypadkach.
W Afganistanie władza centralna jest jeszcze słabsza a kraj zamieszkują plemiona broniące zaciekle swojej niezależności, co powoduje, że Stany Zjednoczone są w bardzo trudnej sytuacji - powiedział prezydent.