Brytyjski niezależny pełnomocnik ds. obiegu informacji i dostępu do niej Richaad Thomas powiedział piątkowemu "Timesowi", że pełzająca inwigilacja zarówno w życiu publicznym, jak i w sektorze prywatnym posunęła się "za szybko i za daleko" grożąc podkopaniem demokracji w Wielkiej Brytanii.

Thomas przestrzegł przed konsekwencjami przyjęcia ustawowych propozycji ws. wymiany informacji między agendami rządu, a sektorem prywatnym, jak również planami stworzenia superbazy gromadzącej zapisy e-maili, SMS-ów, odwiedzanych stron internetowych i rozmów telefonicznych.

"W minionych 10-15 latach zakres inwigilacji zarówno w miejscach publicznych, jak i w prywatnych został rozszerzony bez należytej troski o związane z tym ryzyko i konsekwencje" - wskazał Thomas.

Działacze ochrony praw człowieka ostrzegają, iż rozważany obecnie w Izbie Gmin projekt ustawy (Coroners and Justice Bill) dopuszcza przekazywanie prywatnych danych medycznych i podatkowych firmom takim, jak towarzystwa ubezpieczeniowe i medyczne placówki badawcze.

Plany budowy nowej bazy danej, która przechowywałaby informacje obecnie znajdujące się w dyspozycji dostawców internetu i operatorów telefonii stacjonarnej i komórkowej, w ocenie Thomasa "idą zbyt daleko".

Thomas uważa za niewystarczające zapewnienia minister spraw wewnętrznych Jacqui Smith, iż służby specjalne nie będą miały wglądu w treść rozmów i komunikacji, lecz jedynie wiedzę o tym, kto i kiedy odwiedzał takie, a nie inne internetowe strony i z kim, kiedy oraz jak często komunikował się elektronicznie lub telefonicznie.

Wskazuje, iż zachodzi zasadnicza różnica między monitorowaniem konkretnie zidentyfikowanych podejrzanych, a prewencyjnym monitorowaniem wszystkich.

Thomas ma też krytyczną opinię na temat bazy ContactPoint, która ma zawierać dane o wszystkich niepełnoletnich w W. Brytanii. Uważa też, iż publiczna debata na temat największej w świecie bazy DNA, nie była wystarczająca.