Spotkanie nie przyniosło rezultatów, lecz Liwni zgodziła się na kontynuowanie rozmów.
Jak wyjaśniła po niedzielnych negocjacjach Liwni, porozumienie między Likudem a Kadimą utrudniają zasadnicze różnice programowe. Podczas gdy druga z tych partii uważa, że warunkiem pokoju na Bliskim Wschodzie jest utworzenie państwa palestyńskiego, pierwsza zdecydowanie się temu sprzeciwia.
Netanjahu przekonywał jednak, że między nim a Liwni istnieje również wiele punktów zgody, a nieporozumienia da się zażegnać.
Kadima wygrała wybory parlamentarne z 10 lutego zdobywając 28 mandatów. Likud zdobył tylko o jeden mniej, ale może liczyć na poparcie skrajnej prawicy i partii religijnych, co da mu większość 65 mandatów w 120-osobowym Knesecie.
Uważa się, że taka koalicja rządowa mogłaby oznaczać zamrożenie rozmów pokojowych z Palestyńczykami, co z kolei groziłoby pogorszeniem relacji Tel Awiwu z Waszyngtonem.
W niedzielę, jeszcze przed spotkaniem z Liwni, Netanjahu usiłował rozwiać te obawy. Zadeklarował, że zamierza pracować na rzecz "pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu" dla Izraela i jego sąsiadów. "Mam nadzieję, że będę to robił w rządzie jedności narodowej" - dodał.
Zapewnił też, że realizując te cele gotowy jest współpracować z administracją prezydenta USA Baracka Obamy.