"Świat się kończy..." - dodał. Podkreślił jednak, że jest bardzo szczęśliwy, razem "z młodymi reżyserami, którzy zaczynają swoje życie filmowe".
Nagrodę im. Alfreda Bauera, poświęconą pamięci założyciela Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, polski reżyser otrzymał za film "Tatarak".
Zdaniem Wajdy "nowym horyzontem" w sztuce filmowej jest połączenie filmu fabularnego z filmem dokumentalnym. "Spodziewam się, że to będzie przyszłość kina. Wiele oczekuję od tej kombinacji. To by ożywiło film fikcyjny, dało mu drugi wymiar. Spodziewam się, że to jest kino przyszłości" - powiedział reżyser na konferencji prasowej.
Wspominał też, że gdy zaczynał jako młody reżyser wierzył, iż kino może odegrać rolę społeczną i polityczną. "Myślę, że kino wraca do tego" - ocenił.
W jego ocenie "prawdziwe filmy robi się ze strachu - że świat nie idzie w tę stronę, w którą powinien, ludzie nie są tacy, jak byśmy się spodziewali, że istnieje wojna, przemoc, a ludziom dzieje się krzywda". "Nie możemy się z tym pogodzić. To jest rola filmu. Nikt nas nie może zastąpić, bo kino wciąż jest najbardziej popularną sztuką. Jeśli chcemy, żeby coś się zmieniło, musimy odwoływać się do wszystkich środków" - dodał.
Wajda powiedział, że zadzwonił z informacją o nagrodzie do Krystyny Jandy, która w "Tataraku" gra główną rolę, ale nie przyjechała do Berlina na premierę filmu.
"Bardzo się ucieszyła. Jest szczęśliwa, że film został zauważony. Dla polskiego reżysera jest to o tyle ważne, że być może tym sposobem mój film znajdzie się na ekranach jeszcze tej wiosny" - powiedział Wajda.
Wcześniej podczas uroczystości wręczenia nagród 59. Berlinale Wajda powiedział, że wyróżnienie dedykuje Jandzie, która włożyła w film nie tylko swój talent, ale także część życia.
Drugą przyznaną na Berlinale nagrodę im. Alfreda Bauera otrzymał argentyński reżyser Adrian Biniez za film "Gigante". (PAP)
awi/ gsi/