Tytułowa fraza, przypisywana księciu Giuseppemu di Lampedusie, do sytuacji w postrewolucyjnym Egipcie pasuje jak ulał. Gdy na początku 2011 r. mieszkańcy kraju nad Nilem wyszli na ulice w proteście przeciwko skorumpowanemu prezydentowi Husniemu Mubarakowi, który rządził, opierając się na wojsku, marzył im się sprawiedliwy kraj i demokratyczne rządy.
Po siedmiu latach żyją w kraju, którego lider Abd al-Fattah as-Sisi, były dowódca sił zbrojnych Egiptu, wyeliminował z wyścigu prezydenckiego najpoważniejszych konkurentów, by nie mieć problemu z reelekcją. Różnica polega głównie na tym, że As-Sisi chroni swoją rodzinę przed rozgłosem, podczas gdy Mubarak uczynił swego syna Dżamala ważnym politykiem rządzącej wówczas Partii Narodowo-Demokratycznej.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)