Potocki: Wiele trzeba zmienić, by nie zmieniło się nic

 Tytułowa fraza, przypisywana księciu Giuseppemu di Lampedusie, do sytuacji w postrewolucyjnym Egipcie pasuje jak ulał. Gdy na początku 2011 r. mieszkańcy kraju nad Nilem wyszli na ulice w proteście przeciwko skorumpowanemu prezydentowi Husniemu Mubarakowi, który rządził, opierając się na wojsku, marzył im się sprawiedliwy kraj i demokratyczne rządy.

Po siedmiu latach żyją w kraju, którego lider Abd al-Fattah as-Sisi, były dowódca sił zbrojnych Egiptu, wyeliminował z wyścigu prezydenckiego najpoważniejszych konkurentów, by nie mieć problemu z reelekcją. Różnica polega głównie na tym, że As-Sisi chroni swoją rodzinę przed rozgłosem, podczas gdy Mubarak uczynił swego syna Dżamala ważnym politykiem rządzącej wówczas Partii Narodowo-Demokratycznej.

Pozostało 48% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.