Nasze relacje są dobre, ale w wielu sprawach liczymy na lepsze rozwiązania – mówi DGP wiceszef MSZ Konrad Szymański.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel oczekuje, że piątkowa wizyta premiera Mateusza Morawieckiego otworzy nowy rozdział w stosunkach polsko-niemieckich. Co może być osią tego otwarcia?
Zmiany personalne to zawsze nowy rozdział. Jednak stosunki polsko-niemieckie są na tyle dobre, że nie potrzebują dramatycznych zwrotów i całkiem nowych otwarć. Mamy dobry fundament w doskonałych relacjach gospodarczych. To stabilizuje nasze relacje polityczne nawet wtedy, gdy w indywidualnych sprawach występują różnice zdań. Warszawa i Berlin są zainteresowane utrzymaniem jedności Unii Europejskiej, rozwojem wspólnego rynku, obroną pozycji handlowej UE, uporządkowaniem brexitu i ambitną polityką bezpieczeństwa. To wszystko pokazuje, w jak wielu sprawach potrzebujemy partnerskiej współpracy. Dobre kontakty osobiste kanclerz Merkel i premiera Morawieckiego będą to ułatwiały.
Umowa koalicyjna nowego niemieckiego rządu wskazuje na szczególne znaczenie polsko-niemieckiego partnerstwa. Mimo to wydaje się, że w ostatnim czasie oba kraje dzieli dużo: kwestia Nord Stream 2, reparacje wojenne, odmienna wizja poszczególnych polityk europejskich, np. klimatycznej czy energetycznej. Czy polski rząd liczy na przełom w którejkolwiek z tych kwestii?
Reklama
Mocne odnotowanie znaczenia partnerstwa polsko-niemieckiego w Europie to zaskakująco trafne sformułowania niemieckiej umowy koalicyjnej. Faktycznie, dobre porozumienie Berlina i Warszawy jest konieczne do pokonania problemów UE. Musimy to teraz przetłumaczyć na konkrety. W wielu sprawach potrzebujemy lepszego wyważenia naszych interesów w Unii. Polityka wspólnego rynku, klimatyczna czy energetyczna są tu dobrymi przykładami. Są sprawy, które idą w lepszym kierunku; notyfikacja rynku mocy czy restrukturyzacja górnictwa to sukcesy. Ale w wielu dziedzinach liczymy na lepsze rozwiązania. Sprawa Nord Stream 2 jest barwnym przykładem, jak łatwo ograniczyć myślenie europejskie, nawet gdy – tak jak w przypadku Niemiec – mamy pełne usta Europy.
Myśląc o wizycie polskiego premiera w Niemczech, nie sposób nie wspomnieć o ostatnich kontrowersjach wokół nowelizacji ustawy o IPN, która była mocno krytykowana przez niemiecką prasę. Zaniepokojenie ustawą wyraziła także Centralna Rada Żydów w Niemczech. Sama kanclerz podkreślała natomiast niemiecką odpowiedzialność za Holokaust. Czy ten temat pojawi się w rozmowie?
Nie wykluczam, że sprawa może zostać poruszona. Premier Morawiecki jest bardzo zainteresowany, by tłumaczyć polskie racje w tej sprawie.
W kwestiach dotyczących przyszłości Unii Europejskiej oba rządy mówią różnym językiem. Niemcy chcą głębszej integracji, Polska mówi o wspólnocie suwerennych państw. Czy mimo wszystko Warszawa i Berlin mogą mieć wspólne cele, jeżeli chodzi o przyszłość UE?
Poszanowanie suwerenności państw nie wyklucza głębszej integracji, raczej wyznacza jej zasady. Chcemy wzmocnienia kontroli procesu integracji, by odpowiadał on oczekiwaniom państw i narodów. Myślę, że Warszawa i Berlin jednak w podobnym stopniu rozumieją, że rozwiązaniem kryzysu Unii nie jest jej dzielenie. Elastyczność UE, jaką dziś znamy, jest pożyteczna. Polska sprzeciwia się jedynie trwałym podziałom UE, które prowadzą do osłabienia Europy na scenie globalnej. I tu nasze myślenie się spotyka. Jestem pewien, że Berlin zdaje sobie sprawę, że UE potrzebuje równowagi opartej na poszanowaniu oczekiwań i interesów Północy, Południa i Europy Środkowej.
Czy Unia Europejska przetrwa w obecnym kształcie z Niemcami i Polską idącymi w rozbieżnych kierunkach?
Taką bardziej generalną rozbieżność intencji wciąż łatwiej byłoby wskazać w innych stolicach UE niż w Berlinie. Oprócz różnic mamy też wiele spraw wspólnych. Starałem się na to wskazać wcześniej. Unia Europejska przetrwa, ale to za mało. Chcemy, aby UE odnosiła sukcesy. Aby była wygodnym miejscem dla swych państw członkowskich. Do tego musimy uznać i wyważyć interesy tych państw. Także temu służy ta wizyta.