Osiem zarzutów przedstawiła w środę prokuratura prezydentowi Sopotu, Jackowi K. Prezydent, którego wezwano w charakterze podejrzanego, został zatrzymany, prokuratura wystąpiła o jego aresztowanie.

Jak powiedział dziennikarzom szef gdańskiego biura Prokuratury Krajowej Zbigniew Niemczyk, siedem zarzutów ma charakter korupcyjny, ósmy dotyczy działań przeciwko wymiarowi sprawiedliwości.

Niemczyk nie chciał zdradzić czego konkretnie dotyczą zarzuty. "O szczegółach nie mogę mówić z tej prostej przyczyny, że w przestępstwach korupcyjnych jedna osoba przyjmuje korzyści majątkowe, inna je wręcza, więc w najbliższym czasie planowane są dalsze czynności i dalsze zarzuty wobec innych osób" - powiedział.

Jak poinformował prokurator, prezydent Sopotu nie przyznał się do zarzutów. "Przedstawił wyjaśnienia, rozbieżne z ustaleniami śledczych" - wyjaśnił Niemczyk, dodając że K. grozi do 10 lat więzienia.

Prezydent Sopotu został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA

Po wyjściu z prokuratury prezydent Sopotu został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA. W środę wieczorem rozpocznie się posiedzenie sądu w sprawie jego aresztowania. Jak poinformował rzecznik prasowy gdańskiego sądu Rafał Terlecki, rozpoczęcie posiedzenie nie oznacza, że już w środę zapadnie decyzja.

Nie wiadomo jeszcze, czy pełnomocnik prawny prezydenta Sopotu wystąpi z wnioskiem o poręczenie majątkowe lub inny niż areszt środek zapobiegawczy. "Może to zrobić na posiedzeniu sądu" - dodał Terlecki.

Na konferencji prasowej zorganizowanej tuż po zatrzymaniu prezydenta K., sopockie PiS zaapelowało o to, by podał się on do dymisji. Szefowa PiS w Sopocie Aleksandra Jankowska powiedziała dziennikarzom, że to samo powinni zrobić inni "ludzie prezydenta, ludzie związani z prezydentem, w tym ci, którzy podpisywali listy w jego obronie".

Sopockie PiS zapowiedziało też, że złoży w sopockiej Radzie Miasta wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania K. ze stanowiska.



Zarzuty mogą dotyczyć dwóch spraw prowadzonych przez gdańskie biuro Prokuratury Krajowej

Zarzuty, jakie przedstawiono dziś Jackowi K., mogą dotyczyć dwóch spraw prowadzonych przez gdańskie biuro Prokuratury Krajowej. Pierwsza z nich zawiązana jest z zawiadomieniem, jakie na początku lipca ub.r. złożył w prokuraturze trójmiejski biznesmen Sławomir Julke.

Julke, który chciał przebudować strych kamienicy w Sopocie, stwierdził, że w marcu tego roku prezydent Sopotu zażądał od niego dwóch mieszkań, które miałyby powstać na tymże strychu. Zdaniem biznesmena prezydent chciał dostać lokale jako zapłatę za pomoc w uzyskaniu od swoich urzędników koniecznych pozwoleń na przebudowę. Julke dostarczył prokuraturze nagranie rozmowy z K., która miała dowodzić winy prezydenta.

W związku z tą sprawą pod koniec września ub.r. prokuratura postawiła zarzut sfałszowania dokumentu Danucie Z. - konserwatorowi zabytków w sopockim magistracie. Zdaniem śledczych kobieta - już po tym, jak sprawa trafiła do prokuratury - miała dokonać fałszerstwa, które mogło pomóc prezydentowi obalić zarzuty biznesmena.

Na konferencji prasowej zwołanej po zatrzymaniu prezydenta Sławomir Julke powiedział dziennikarzom, że jest zaskoczony liczbą zarzutów, jakie przedstawiono K. "Z tego wynika, że oprócz mnie przez wiele lat oszukiwani i wykorzystywani byli mieszkańcy Sopotu" - powiedział Julke.

Jak dodał, postawienie zarzutów prezydentowi, "utwierdza go w przekonaniu, że mimo wielkich kosztów i krzywd moralnych, jakie poniosła jego rodzina, należy bezwzględnie demaskować zakłamanych polityków napychających własne kieszenie".

Prokuratura zajęła się powiązaniami sopockiego magistratu z jednym z miejscowych dilerów samochodowych

W ramach postępowania wszczętego po doniesieniu Julkego, prokuratura zajęła się także powiązaniami sopockiego magistratu z jednym z miejscowych dilerów samochodowych. Pod koniec listopada ub.r. prokuratura postawiła zarzuty sekretarzowi miasta oraz kierowcy prezydenta Sopotu. Mężczyźni mieli brać udział w ustawieniu przetargu na samochód dla prezydenta.

Drugie postępowanie związane z sopockim Urzędem Miasta gdańskie biuro Prokuratury Krajowej wszczęło po kontroli, jaką na przełomie 2007 i 2008 r. w magistracie przeprowadziło CBA. W raporcie pokontrolnym funkcjonariusze CBA wskazali na kilkanaście nieprawidłowości do jakich miało dojść w przystąpieniu przez miasto Sopot do spółki "Centrum Haffnera" oraz realizacji prowadzonej przez spółkę inwestycji o tej samej nazwie.

Funkcjonariusze CBA wskazali w raporcie m.in. na: pominięcie przez Urząd Miasta w Sopocie ustawy o zamówieniach publicznych; poniesienie przez samorząd kosztów infrastruktury wodno- kanalizacyjnej i deszczowej, której przebudowę mógł wziąć na siebie inwestor, czy brak zgody odpowiednich urzędów na wycinkę drzew i rozbiórkę zabytkowych obiektów na terenie inwestycji.