Rekonstrukcja rządu trwa już tak długo (a jeszcze się przecież nie kończy), że sprawia wrażenie wyjątkowo głębokiej zmiany, porównywalnej może nawet z tą, jaka towarzyszy wyborom. Tak jednak nie jest. Układ sił w parlamencie jest taki, jaki był. Ośrodek kluczowych decyzji politycznych pozostaje na Nowogrodzkiej dopóty, dopóki Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się wejść do rządu. Program sprawujących władzę żadnym wartym uwagi modyfikacjom nie podlega, a ustawy dotyczące KRS i Sądu Najwyższego są tego przykładem.
Mamy za to nowego premiera i spodziewamy się wymiany niektórych ministrów. Jedno i drugie oznacza pewne – okaże się jeszcze, niekoniecznie szybko, czy i jak znaczące – wewnętrzne przegrupowanie w obozie rządzącym. Ale bez wyrzekania się przezeń jakichkolwiek ważnych celów politycznych i chyba bez istotnej zmiany priorytetów. Innymi słowy, choć wszelkim tego typu roszadom towarzyszą wielkie emocje polityków, współdzielone także przez opinię publiczną i podsycane przez media, to projekt polityczny PiS pozostaje nienaruszony. Role wśród członków załogi statku się zmieniają (zobaczymy jeszcze, jak bardzo), zwłaszcza wśród oficerów – przy czym nowy jest pierwszy oficer, a nie kapitan – ale załoga jest ta sama, kierunek rejsu także. Może sposób nawigacji będzie trochę inny.
To wszystko nie oznacza też jednak, że zmiana jest całkiem błaha. Nie podejmuję się analizy, czy i jak rekonstrukcja Rady Ministrów wpłynie – zwłaszcza w dłuższym okresie – na układ sił w sprawującej władzę koalicji i pozycję poszczególnych frakcji czy polityków. Zresztą to jest zapewne sprawa otwarta. Będzie to raczej zmienna w czasie funkcja wielu czynników, w tym oczywiście woli prezesa Kaczyńskiego. Jednak jak w każdej zmianie, tak i w tej, którą obserwujemy, należy z nadzieją dopatrywać się szansy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.