Mamy za to nowego premiera i spodziewamy się wymiany niektórych ministrów. Jedno i drugie oznacza pewne – okaże się jeszcze, niekoniecznie szybko, czy i jak znaczące – wewnętrzne przegrupowanie w obozie rządzącym. Ale bez wyrzekania się przezeń jakichkolwiek ważnych celów politycznych i chyba bez istotnej zmiany priorytetów. Innymi słowy, choć wszelkim tego typu roszadom towarzyszą wielkie emocje polityków, współdzielone także przez opinię publiczną i podsycane przez media, to projekt polityczny PiS pozostaje nienaruszony. Role wśród członków załogi statku się zmieniają (zobaczymy jeszcze, jak bardzo), zwłaszcza wśród oficerów – przy czym nowy jest pierwszy oficer, a nie kapitan – ale załoga jest ta sama, kierunek rejsu także. Może sposób nawigacji będzie trochę inny.
To wszystko nie oznacza też jednak, że zmiana jest całkiem błaha. Nie podejmuję się analizy, czy i jak rekonstrukcja Rady Ministrów wpłynie – zwłaszcza w dłuższym okresie – na układ sił w sprawującej władzę koalicji i pozycję poszczególnych frakcji czy polityków. Zresztą to jest zapewne sprawa otwarta. Będzie to raczej zmienna w czasie funkcja wielu czynników, w tym oczywiście woli prezesa Kaczyńskiego. Jednak jak w każdej zmianie, tak i w tej, którą obserwujemy, należy z nadzieją dopatrywać się szansy.