"Szczęściem w nieszczęściu Opolszczyzny jest to, że nie ma ona takiego udziału eksportu jak średnia krajowa, czy woj. dolnośląskie, które w 48 proc. produkcji sprzedanej zależy od eksportu" - wyjaśnił Sebesta. Udział eksportu w ogólnej produkcji na Opolszczyźnie stanowi 21 proc.
"Dodatkowo zaledwie 12 przedsiębiorstw na Opolszczyźnie zatrudnia powyżej tysiąca osób, pozostałe 96 tys. firm to zakłady małe i średnie - a więc bardziej elastyczne" - dodał.
Zdaniem marszałka, na razie nie można mówić o kryzysie, ale raczej o spowolnieniu gospodarczym. W jego opinii, wzrost gospodarczy może wynieść jeden, czy dwa procent, ale na pewno nie będzie taki jak w założeniach budżetowych, czyli 3,7 proc. Dodał, że spadek wzrostu na pewno doprowadzi do zwolnień w niektórych branżach.
Według danych urzędu, spowolnienie na razie nie wpływa na największe zakłady na Opolszczyźnie. Zakłady Azotowe Kędzierzyn SA produkują mniej, ale taka sytuacja jest typowa dla początku roku. "To nie jest jakieś drastyczne załamanie. Rentowność z pewnością się pogorszy, będą gorsze wyniki, ale to nie znaczy, że będą one ujemne" - ocenił marszałek.
Na Opolszczyźnie od grudnia 2008 roku wzrosło bezrobocie. W październiku wynosiło 8,7 proc., pod koniec grudnia - do 10 proc. Tylko w grudniu przybyło 2 tys. 700 bezrobotnych. Według danych opolskiego urzędu pracy, zauważalny jest powrót pracowników, którzy utracili pracę na Zachodzie. W grudniu i styczniu takich powrotów zanotowano 230.
Zdaniem Sebesty, najszybciej skutki spowolnienia odczuje branża motoryzacyjna i meblarska.
Wśród sposobów na złagodzenie skutków spowolnienia gospodarki zespół, w którego skład wchodzą władze samorządowe, przedsiębiorcy i naukowcy, wymienił łagodniejszą politykę finansową samorządów. Marszałek ma zaapelować pod koniec stycznia do wójtów i burmistrzów, by nie podnosili opłat i podatków. (PAP)