Wojna podjazdowa między resortem obrony a Pałacem Prezydenckim weszła w nową fazę. Od drobnych afrontów, takich jak spóźnianie się na oficjalne imprezy czy upublicznianie korespondencji między Krakowskim Przedmieściem a Klonową, doszliśmy do gry informacjami o szkoleniach wysokiej rangi oficerów w akademiach ZSRR i Federacji Rosyjskiej. Obie strony konfliktu podsyłają dziennikarzom kolejne życiorysy.
O ile epizodu w Wojskowych Służbach Wewnętrznych nie da się obronić, szkolenia na akademii pancernej w Moskwie owszem. W cywilnych służbach specjalnych mieliśmy po upadku PRL do czynienia z mniej lub bardziej udaną weryfikacją. Do wywiadu przeszła większość szpiegów z epizodem w dawnym ustroju, ale w tym wypadku argumentem za takim ruchem było stanowisko USA i fakt, że szpiedzy mieli własną szkołę oficerską na Mazurach i nie musieli latać na kursy do Moskwy. Wojskowe służby oparły się procesom weryfikacyjnym. Stąd przeszłość w WSW może budzić poważne wątpliwości. Co innego kurs w radzieckiej akademii w CV, a potem praca w wojsku III RP. Jeśli ktoś jest w służbie przez trzy dekady, przez te lata był niemal stale kontrolowany na różne sposoby dziesiątki razy. Zwalnianie go dziś z powodu kursu w Moskwie jest niepoważne.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.