Likwidacja Biura Lustracyjnego IPN i publikacja w internecie zawartości teczek osób publicznych - to według nieoficjalnych doniesień założenia projektu nowej ustawy lustracyjnej PO. Lewica deklaruje poparcie dla pomysłu. PiS jest za umieszczeniem zawartości teczek w internecie.

Pomysł krytykuje były rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński, a chwali mec. Marek Małecki, który występował jako obrońca w licznych procesach lustracyjnych.

O nowym pomyśle Platformy Obywatelskiej napisała w czwartek "Gazeta Wyborcza". Według dziennika, Platforma nie przewiduje powołania nowej instytucji w miejsce Biura Lustracyjnego IPN. Cała zawartość teczek osób publicznych (oprócz tzw. danych wrażliwych) miałaby być publikowana w internecie.

"Nie ma jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć" - powiedział PAP szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Potwierdził, że trwają prace nad otwarciem archiwów. Zaznaczył też, że Platforma chce przygotować ustawę, która "nie będzie nigdy nikogo krzywdziła". Dodał, że projekt powstanie w ciągu kilku miesięcy.

Wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak powiedział PAP, że nic nie wie o pomyśle zlikwidowania Biura Lustracyjnego IPN. O sprawie nie chciał się wypowiadać Sebastian Karpiniuk (PO), który nadzoruje prace zespołu ekspertów nad projektem.

Według Ryszarda Kalisza (Lewica), jego klub może poprzeć projekt. "Jeżeli ta propozycja nie zostanie zepsuta przez strach przed PiS- em, my takie zmiany pewnie poprzemy" - powiedział. Szef Lewicy, Wojciech Olejniczak powiedział, że jego klub czeka na projekt, bo dzisiaj nie ma szczegółów.

Zdaniem sekretarza generalnego PiS Jarosława Zielińskiego, rozwiązanie polegające na publikacji zawartości teczek w internecie jest popierane przez jego partię, ale trudno mu będzie poprzeć pomysł likwidacji Biura Lustracyjnego". "Powinny być jakieś konsekwencje faktu, że ktoś był kiedyś tajnym współpracownikiem służb PRL" - wyjaśnił.

Były rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński opowiada się za dotychczasowym modelem lustracji, czyli sprawdzaniem przez pion lustracyjny IPN oświadczeń lustracyjnych i badaniem ich przez sądy w procedurze karnej. Plany PO uznał za "poroniony pomysł", bo likwidacja biura lustracyjnego IPN oznacza, że nie będzie już ani oświadczeń lustracyjnych osób publicznych, ani procesów lustracyjnych. "A ilu ludzi kwestionuje dziś przecież przed sądami wiarygodność akt służb specjalnych PRL na swój temat" - dodał.

Innego zdania jest mec. Marek Małecki. "Być może odbieram chleb samemu sobie, ale uważam, że sądom karnym bardzo ciężko jest oceniać sprawy dotyczące historii. Sąd nie jest od takiej oceny, co powoduje, że niektóre osoby zostały oczyszczone, choć były TW, a ktoś, kto nim nie był, został uznany za +kłamcę lustracyjnego" - powiedział.

Obecnie lustracji podlegają m.in. prezydent RP, parlamentarzyści, premier i członkowie rządu, osoby pełniące najważniejsze funkcje w państwie, samorządowcy, pracownicy IPN, sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy prawni, notariusze, komornicy, dyrektorzy szkół, szefowie spółek państwowych oraz mediów publicznych. Osoby pełniące te funkcje - jeśli urodziły się przed 1972 r. - muszą składać oświadczenia o ewentualnych związkach z tajnymi służbami PRL.

Do IPN wpłynęło niemal 140 tys. oświadczeń lustracyjnych według nowego wzoru. Dotychczas pion lustracyjny IPN wystąpił do sądów o stwierdzenie "kłamstwa lustracyjnego" wobec 20 osób publicznych - m.in. kilku parlamentarzystów, eurodeputowanego, kilku samorządowców, dyrektora szkoły. Wobec ok. 2300 osób nie znaleziono podstaw do występowania do sądu. Sprawdzenia trwają. Prezes IPN Janusz Kurtyka oceniał wcześniej, że weryfikacja oświadczeń przez IPN może trwać ok. 9 lat, chyba że archiwa Instytutu zostaną zdigitalizowane.