Kiedy islamiści znaleźli się pod opieką Berlina, a Brytyjczycy starali się pozyskać Arabów za cenę rzucenia im Żydów na pożarcie, tym ostatnim pozostało tylko wsparcie Polaków.
Reklama
Kairski korespondent nazistowskiego „Völkischer Beobachter” Paul Schmitz w napisanej w 1937 r. książce „All-Islam. Weltmacht von Morgen?” (Wszelki Islam. Moc świata jutra?) postawił tezę, że islam jest naturalną ideologią jednoczącą Arabów wobec Zachodu. „Jego tradycyjna nietolerancja zapewni mu zwycięstwo nad obcymi” – twierdził. Podkreślając, że wprawdzie religijni fanatycy są ruchem antyzachodnim, lecz za swojego głównego wroga uznają demokracje, a nie – budzące ich sympatię – dyktatury.

Reklama
Kiedy we wrześniu 1938 r. ważyły się w Monachium losy Czechosłowacji, Hitler zaapelował do Niemców sudeckich: „Niech waszym ideałem będą arabscy Palestyńczycy. Z niezwykłą odwagą walczyli zarówno z Imperium Brytyjskim, jak i ze światowym żydostwem. Nie mieli protektora ani pomocnika. Wam daję środki i broń, a całe Niemcy stoją za wami”.
Obyło się wtedy bez powstania, bo Londyn i Paryż zgodziły się na przyłączenie Sudetów do III Rzeszy. Również w Palestynie Brytyjczycy rozmyślali o tym, jak dawnych sojuszników tak oddać w ręce Arabów, by ci w końcu pomyśleli o przyjaźni ze Zjednoczonym Królestwem.
Pułapki demografii
Wprawdzie złożona w 1917 r. deklaracja lorda Balfoura okazała się obietnicą pisaną palcem na wodzie i państwo Izrael nie powstało, lecz organizacje syjonistyczne coraz skuteczniej ściągały emigrantów do Palestyny. Jeszcze w 1931 r. mieszkało tam tylko 175 tys. Żydów (16,87 proc. ogółu mieszkańców) i ponad 800 tys. Arabów. Po czym, w wyniku piątej aliji (fali imigrantów) przybyło tam ok. 250 tys. nowych osadników żydowskich, głównie z Niemiec i Polski. Tak szybkie zmiany demograficzne wzmagały napięcie między społecznościami. W połowie lat 30. w starciach i zamachach wstrząsających Palestyną zginęło pół tysiąca Żydów, 5 tys. Arabów i ok. 200 Brytyjczyków. W Londynie coraz poważniej rozważano opcję wycofania się Wielkiej Brytanii z Ziemi Świętej. Co oznaczało, że Żydzi musieliby stanąć oko w oko z całym światem arabskim.
Mimo to od wiosny 1936 r. Arabowie, pod wpływem wielkiego muftiego Jerozolimy, zaczęli traktować Zjednoczone Królestwo jako największego z wrogów. Muhammad Amin al-Husajni podsycał religijne uniesienie i fanatyzm tłumów, kierując je przeciwko Anglikom, żeby tak zademonstrować Hitlerowi, iż warto na niego stawiać. Powodowało to jednak skutki uboczne. Kiedy podczas kolejnych starć z rąk islamistów zginęło 28 Brytyjczyków, przedstawiciele Jego Królewskiej Mości przestali brać na siebie rolę rozjemców i odpowiedzieli brutalną pacyfikacją arabskiej rebelii. W Palestynie zgromadzono siły zbrojne liczące ok. 30 tys. żołnierzy. Do jesieni 1936 r. stłumili oni muzułmańskie powstanie. Jednak po tym sukcesie Londyn zaczął szukać ugody z Arabami. Ogromne znaczenie miała tu osoba nowego premiera Arthura Neville’a Chamberlaina, zwolennika pokoju ze wszystkimi, niemal za każdą cenę.
„W sytuacji, gdy Niemcy i Włochy kwestionowały ich kontrolę nad Morzem Śródziemnym i Bliskim Wschodem, Brytyjczycy byli gotowi na daleko idące ustępstwa, byle tylko Arabowie nie przyłączyli się do ich wrogów” – piszą Barry Rubin i Wolfgang G. Schwanitz w książce „Hitlerowcy, islamiści i narodziny nowożytnego Bliskiego Wschodu”. Temu miała służyć Królewska Komisja lorda Peela opracowująca swój plan pokojowy dla Ziemi Świętej. Pierwotnie zakładał on, że arabska Palestyna zostanie połączona z Transjordanią (dziś Jordania), a na czele królestwa stanie emir Abd Allah ibn al-Husajn. Zapracował on sobie w Londynie na renomę umiarkowanego i przewidywalnego polityka, który godził się, by Wielka Brytania sprawowała protektorat nad jego państwem. Co więcej, nie protestował przeciw utworzeniu państwa żydowskiego.
Zresztą wedle propozycji lorda Peela miało ono obejmować ledwie 20 proc. obszaru Palestyny. Do tego jeszcze postanowiono zredukować pozwolenia na osiedlanie się emigrantów żydowskich w Ziemi Świętej do jedynie 12 tys. osób rocznie. Co oznaczało, że po okrzepnięciu państwo arabskie miałoby znaczącą przewagę. Mimo to plan Peela oprotestowały rządy Egiptu i Iraku oraz władca Arabii Saudyjskiej. Wszystko za sprawą nacisków Al-Husajniego, który założył, iż konflikt Arabów z Wielką Brytanią przyniesie im więcej korzyści.
Imigranci pod bronią
Składane przez Ze’ewa Żabotyńskiego obietnice, że nakłoni milion polskich Żydów, by wyemigrowali do Palestyny, pobudziły wyobraźnię nie tylko Józefa Becka, ale też innych członków rządu II RP. Narastające od początku lat 30. nastroje antysemickie w Polsce psuły szyki obozowi sanacyjnemu. Narodowcy spod znaku ONR byli nie do przebicia, a demonstracyjna wrogość wobec Żydów zyskiwała coraz większe przyzwolenie społeczne. Rządzące elity starały się więc nadążać za nastrojami mas i wykazać skutecznością. Zorganizowanie wyjazdu sporej części nielubianej mniejszości zostałoby uznane za sukces sanacji.
Niestety Wielka Brytania coraz dokładniej uszczelniała palestyńskie granice. Warszawie zaczęło więc mocno zależeć, by ugoda arabsko-brytyjska nigdy nie stała się faktem. Polskie MSZ przekazało Żabotyńskiemu i jego organizacji zbrojnej Irgun kolejne duże sumy oraz 126 karabinów maszynowych. Wkrótce, latem 1937 r., Świętym Miastem wstrząsnęły zamachy przeprowadzane przez żydowskich terrorystów. Zginęła w nich prawie setka Arabów, a stał za nimi najbliższy współpracownik Żabotyńskiego, pochodzący z Suwałk Abraham Sztern. Tak pogłębione zostały podziały między Irgunem a Dawidem Ben Gurionem i jego organizacją Hagan, która starała się wspierać Brytyjczyków w szukaniu pokojowego rozwiązania konfliktu.
Z drugiej strony Al-Husajni dużo łatwiej mógł podburzyć przywódców krajów muzułmańskich przeciwko planowi lorda Peela. W końcu osoba wielkiego muftiego okazała się nie do zniesienia nawet dla rządu Chamberlaina i w lipcu 1937 r. brytyjskie władze wydały nakaz jego aresztowania. W porę ostrzeżony Al-Husajni zdołał zbiec do Bejrutu. Tam rządzący Libanem Francuzi zapewnili mu bezpieczne schronienie, krótkowzrocznie licząc na to, iż będzie szkodził tylko Brytyjczykom. Londynowi w tym momencie pozostało już tylko siłą wymusić wprowadzenie w życie planu lorda Peela. Ale Chamberlainowi jak zwykle nie starczyło determinacji.
Niemcy, Arabowie i polscy Żydzi
2 października 1937 r. w porcie w Hajfie zszedł z pokładu statku pasażerskiego Adolf Eichmann. Ów niepozorny urzędnik był jednym z czołowych specjalistów od kwestii żydowskiej, którego Hitler obarczył zadaniem jej rozwiązania. O tym, czym Eichmann się para, wiedzieli też Brytyjczycy. Choć posiadał wizę turystyczną, to i tak otrzymał nakaz opuszczenia Palestyny w ciągu 48 godzin. Zamiast spotkać się z Al-Husajnim, wsiadł na statek płynący do Kairu. Dopiero tam mógł porozmawiać z przedstawicielami wielkiego muftiego, uzgadniając szczegóły współpracy. Nadzór nad nią objął szef Abwehry admirał Wilhelm Canaris, a pośrednikami byli ludzie króla Arabii Saudyjskiej.
Na początku Niemcy unikali rozrzutności, bo inaczej nie można powiedzieć o przekazaniu islamistom zaledwie tysiąca funtów szterlingów i 4 tys. karabinów. Tymczasem chętnych do przyjaźnienia się z Berlinem było na Bliskim Wschodzie coraz więcej. W Iraku wojskowi skontaktowali się z niemieckim ambasadorem, prosząc o to samo, co wielki mufti. Wprawdzie ich krajem nominalnie władał król Fajsal (brat emira Transjordanii Abd Allaha), lecz faktycznie o wszystkim decydowali brytyjscy urzędnicy. Na mocy traktatu z 1930 r. Londyn zachował nad Tygrysem i Eufratem swoje bazy wojskowe, a brytyjska Iraq Petroleum Company otrzymała wyłączność na eksploatowanie złóż naftowych. Irakijscy oficerowie bardzo liczyli na wsparcie III Rzeszy w walce z kolonizatorami.
Po drugiej stronie barykady Józef Beck przekonał marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, że polska armia powinna pomóc żydowskim organizacjom bojowym w szkoleniu nowych członków, zwłaszcza kadry dowódczej. Specjalne kursy pod egidą Ministerstwa Spraw Wojskowych rozpoczęły się jesienią 1937 r. w szkole oficerskiej w Rembertowie. Prowadzący je instruktorzy z Oddziału II Sztabu Generalnego (wywiadu wojskowego) uczyli bojowców Irgunu taktyki walk miejskich, partyzanckich oraz przeprowadzania zamachów terrorystycznych. Potem zdobytą wiedzę absolwenci kursów doskonalili na podkarpackim poligonie w okolicach Andrychowa. Wielkie potrzeby Irgunu sprawiły, że pozwolono tej organizacji na założenie w Polsce dwóch własnych ośrodków szkoleniowych: w Zofiówce na Wołyniu i w Poddębiu pod Łodzią. Co wywołało spore zaniepokojenie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które Beck musiał pacyfikować.
„Zasadniczo Ministerstwo (MSZ – aut.) uważa przeszkolenie strzeleckie młodego elementu żydowskiego, który udaje się do Palestyny, za korzystne, gdyż powiększa ono siłę odporną w Palestynie w stosunku do Arabów” – głosiła rekomendacja dla MSW sporządzona przez MSZ 7 października 1938 r.
Wszystkie kapitulacje Chamberlaina
Gdy Polacy i Niemcy pomagali Żydom i Arabom w przygotowaniach do przyszłej wojny, rząd Chamberlaina uparcie starał się zakończyć konflikt destabilizujący Bliski Wschód. Pod koniec 1938 r. brytyjska dyplomacja zainicjowała rozmowy z przywódcami Iraku i Egiptu. Dotyczyły one oddania w ręce arabskie całej Palestyny. Żyjących tam Żydów zamierzano pozostawić na łasce wyznawców Proroka. Jednak w zamian Brytyjczycy oczekiwali usunięcia z życia politycznego proniemieckiego Al-Husajniego i jego zwolenników.
Konferencja pokojowa rozpoczęła się w lutym 1939 r. w Londynie. Przy czym zaproszono na nią też przedstawicieli ruchu syjonistycznego: Mosze Szareta i Ben Guriona, licząc na arabsko-żydowski kompromis. Tymczasem w Europie już żaden kraj nie chciał przyjmować żydowskich uchodźców z Niemiec. Ich jedyną nadzieją stawała się Palestyna. Jednak w Londynie delegacje krajów arabskich zajęły twarde stanowisko, żądając zakazu żydowskiej emigracji oraz nabywania ziemi przez przedstawicieli tej nacji. Choć najważniejszym postulatem arabskich przywódców stało się ustanowienie niepodległego państwa palestyńskiego, rządzonego przez wielkiego muftiego Jerozolimy. Konferencja zakończyła się więc fiaskiem, lecz brytyjska dyplomacja nadal szukała dróg do porozumienia.
„Jeśli musimy obrazić jedną ze stron, niech to będą raczej Żydzi niż Arabowie” – powiedział podczas narady w marcu 1939 r. Chamberlain. Tak palestyńskim Żydom pozostał tylko jeden cichy sojusznik, stale udzielający im wsparcia. Wedle wyliczeń sporządzonych przez Jerzego Łazora w monografii „Brama na Bliski Wschód. Polsko-palestyńskie stosunki gospodarcze w okresie międzywojennym” jedynie broń przekazywana izraelskim organizacjom bojowym przez II RP warta była 1,5 mln zł. Wiosną 1939 r. polskie Ministerstwo Spraw Wojskowych przygotowywało 20 tys. karabinów, 250 ckm-ów i 20 mln naboi, które miały zostać przerzucone do Palestyny. Jednocześnie po przeszkoleniu na poligonie pod Andrychowem kolejne grupy bojowców wysyłano do Ziemi Świętej. Ukrywano ich wśród Żydów transportowanych specjalnymi pociągami PKP z polskich miast do rumuńskiego portu w Konstancji. Tam zabierały ich statki przemytników lub liniowiec pasażerki „Polonia”, wiozący wycieczkowiczów po portach Bliskiego Wschodu. Przez granicę palestyńską musieli przedostawać się już sami. Jedynie kluczowych dowódców dowoziły wprost na lotnisko w Tel Awiwie maszyny LOT-u.
„Dwójce” (wywiadowi wojskowemu) udało się dostarczyć żydowskim bojowcom nawet kilka samolotów RWD-8, które posłużyły wyszkoleniu pierwszych pilotów izraelskiego lotnictwa. Kiedy Brytyjczycy planowali zostawienie dawnych, żydowskich przyjaciół na łasce Arabów, ci mieli już czym się bronić. Choć z 20 tys. karabinów jedynie niewielka część dotarła do Ziemi Świętej. Większość znajdowała się jeszcze w warszawskim magazynie, gdy III Rzesza najechała na Polskę.
Powrót Oppenheima
To, jak szybko III Rzesza do spółki ze ZSRR poradziły sobie z Polską, utwierdziło Al-Husajniego w przekonaniu, że Francję i Wielką Brytanię czeka nieuchronna klęska. A wówczas to on stanie na czele 100 mln Arabów. Przyjazd wielkiego muftiego w październiku 1939 r. do Bagdadu, gdzie miejscowy rząd zaoferował mu status uchodźcy (Brytyjczycy nigdy nie wycofali nakazu aresztowania), zamienił się w triumfalne powitanie. „Każdy polityk, począwszy od samego premiera, a także wszelkie polityczne kluby i ugrupowania wydawały na jego cześć przyjęcia, które przeradzały się w panarabskie, antybrytyjskie demonstracje” – opisują Rubin i Schwanitz. Następnie iracki parlament ustanowił dla wielkiego muftiego pensję w wysokości 18 tys. funtów miesięcznie, dorzucił tysiąc funtów na potrzeby organizacyjne oraz nakazał, by dostojnicy rządowi oddawali 2 proc. swoich poborów Al-Husajniemu.
Nie tylko te poczynania mogły spodobać się Berlinowi. Irak błyskawicznie stawał się najwierniejszym sojusznikiem III Rzeszy na Bliskim Wschodzie. Kadra oficerska miejscowej armii naśladowała niemieckie wzorce, młodzieżowy ruch Al-Futuwa wysyłał najgorliwszych działaczy do Niemiec na obozy organizowane przez NSDAP. Irakijczycy wracali do domu zachwyceni III Rzeszą. Podobnie rzecz się miała z irakijskimi studentami, którym naziści zaczęli fundować studia w Berlinie. W zamian Abwehra miała do dyspozycji coraz gęstszą sieć agentów na całym Bliskim Wschodzie. Nad wszystkim zaś pieczę sprawował Al-Husajni marzący, żeby w końcu osobiście poznać Hitlera. W tym celu skontaktował się z admirałem Canarisem, prosząc o zorganizowanie mu wizyty w Berlinie. Przez następne pół roku nie otrzymał wiążącej odpowiedzi. Ponowił zatem postulat w czerwcu 1940 r., gdy kapitulowała Francja. Z Führerem chciał rozmawiać o wielkim, arabskim państwie przyszłości, obejmującym: Palestynę, Syrię, Liban, Jordanię i Irak.
Rzecz stawała się bardzo pilna, bo po tym, jak Chamberlaina na stanowisku premiera zastąpił Winston Churchill, administracja imperium przestała patyczkować się z Arabami okazującymi sympatię nazistom. W Egipcie i Iraku wymuszono na lokalnych władcach wielką czystkę w rządzie, administracji i armii. Usuwano osoby podejrzane o współpracę z Niemcami. Obecność brytyjskich jednostek wojskowych ułatwiała tłumienie oporu. Dzięki temu Londyn zapobiegł przejściu krajów muzułmańskich na stronę III Rzeszy. Dopiero wówczas na to, co pisał Al-Husajni, zaczęto zwracać baczniej uwagę w Berlinie. Przypomniano sobie też o kontaktach Maxa von Oppenheima. Szef Biura Informacji dla Orientu (NfO) z czasów I wojny światowej znów miał się zająć wznieceniem dżihadu przeciwko niewiernym na Bliskim Wschodzie. Latem 1940 r. odwiedził Syrię, zarządzaną przez kolaborujący z III Rzeszą rząd Vichy, oraz Irak. Potem wspólnie z Joachimem von Ribbentropem, Franzem von Papenem Ernstem von Weizsäckerem opracowali plan pobudzenia wyznawców Proroka do działania. Na początek 14 stycznia 1941 r. Radio Berlin ogłosiło, że Niemcy i Włochy popierają arabskie aspiracje niepodległościowe. Następnie założony przez Al-Husajniego Arabski Komitet Kooperacyjny został zaproszony do współpracy z Państwami Osi. Rząd III Rzeszy przekazał mu dotację w wysokości 100 tys. marek oraz zapewnił stałe dofinansowanie w kwocie 20 tys. marek miesięcznie. Wiosną 1941 r. pod egidą Niemiec rozpoczęto formowanie Legionu Arabskiego z zamiarem rozbudowania go do całej armii. Kolejne takie gesty przyniosły w końcu pożądany efekt.
Nazistowski kalif
W kwietniu 1941 r. Brytyjczycy postanowili przerzucić przez Irak swoje dywizje z Iranu na front w Afryce. Na wieść o tym w Bagdadzie wybuchło powstanie. Było nieprzygotowane, a irackie jednostki wojskowe działały bez planu. Zaskoczeni nim zostali nawet Niemcy. Dlatego jedyne, co udało się im zrobić, to przerzucić do Bagdadu eskadrę Me-110 i jeden bombowiec He-111. Na niewiele się to zdało, bo brytyjskie wojska bez trudu spacyfikowały rebelię.
Miesiąc później Państwa Osi rozpoczęły wojnę ze Związkiem Radzieckim i Bliski Wschód znów stał się dla Berlina trzeciorzędnym kierunkiem działań. Dla wielkiego muftiego Jerozolimy był to bolesny cios. Gdy Brytyjczycy wkraczali do Bagdadu, udało mu się ewakuować do Iranu. Tam agenci Abwehry ukryli go w ambasadzie Japonii. Potem, przebrany za lokaja ambasadora Włoch, zdołał wraz z misją dyplomatyczną Mussoliniego dojechać do Stambułu. Skąd wreszcie wyruszył w upragnioną podróż do Berlina. Na miejsce dotarł 28 listopada 1941 r. i w Kancelarii Rzeszy przyjął go osobiście Adolf Hitler. Dwaj fanatycy szybko znaleźli wspólny język. Wprawdzie nie sporządzono stenogramu rozmowy, lecz jej świadkowie relacjonowali, że mufti poprosił o wsparcie przy likwidowaniu wszystkich Żydów zamieszkujących Palestynę.
Wódz III Rzeszy nie chciał głośno mówić o tym, że bardzo podobał mu się ten pomysł, zwłaszcza w kontekście europejskim, i szybko zabrał się do działania. Wedle Rubina i Schwanitza „Eichmann, przygotowując materiały pomocnicze do dyskusji nad ludobójstwem w Wannsee, otrzymał rozkaz pokazania ich Al-Husajniemu, zanim jeszcze zapoznali się z nimi wysoko postawieni Niemcy”. Wkrótce wielki mufti stał się najlepiej poinformowaną osobą co do tego, jak III Rzesza ostatecznie rozwiąże kwestię żydowską. „Al-Husajni był pod takim wrażeniem, że poprosił o wysłanie po wojnie jednego z doradców Himmlera, prawdopodobnie Dietera Wislicenego, do Jerozolimy, aby tam przygotował podobny plan likwidacji Żydów na Bliskim Wschodzie” – dodają Rubin i Schwanitz.
Aby przyspieszyć spełnienie tego marzenia, wielki mufti został gwiazdą radia Głos Wolnych Arabów, w kolejnych audycjach wzywając wyznawców Proroka do walki z Brytyjczykami oraz Izraelitami. Wielki sen Al-Husajniego widzącego siebie w roli władcy państwa wszystkich Arabów miał szanse spełnić się w lipcu 1942 r. Wówczas to jednostki Afrika Korps dotarły pod egipskie El Alamein. „Zabijcie Żydów, którzy zabrali to, co wasze. Arabowie z Syrii, Iraku i Palestyny, na co czekacie?” – apelował do współbraci na antenie radia Głosu Wolnych Arabów Al-Husajni. Jednak Niemcy utknęli i nie potrafił się przebić do bliskiej Aleksandrii. A w październiku 1942 r. ruszyła aliancka kontrofensywa, przekreślając ostatecznie niemieckie szanse na zdobycie Kanału Sueskiego i wdarcia się na Bliski Wschód.
Od tego momentu Arabowie zupełnie stracili ochotę na wpieranie Państw Osi. Wbrew obietnicom Al-Husajniego składanym Hitlerowi nie wybuchło ich wielkie powstanie i w Berlinie słusznie dostrzeżono, że wpływy wielkiego muftiego zostały przecenione. Zwłaszcza że do sformowanego na terenie Niemiec Legionu Arabskiego, przemianowanego na Arabski Korpus Wolności, zgłosiło się ledwie 243 ochotników. Zamiast wziąć udział w dżihadzie, musieli oni wspierać Niemców w walce o Kaukaz.
Wielki mufti okazał się bardziej pomocny w kontaktach z muzułmanami na terenie Jugosławii. Po jego namowach z tamtejszych ochotników udało się Niemcom sformować dwie dywizje SS. Przydały się one III Rzeszy podczas walk z partyzantami Tito oraz mordowania prawosławnych Serbów. Za co Al-Husajni otrzymał sowite wynagrodzenie, które lokował w szwajcarskich bankach.
Tymczasem dla przyszłości Bliskiego Wschodu o wiele ważniejszy był zgoła trzeciorzędny drobiazg. W lipcu 1942 r. rozlokowano w Palestynie korpus gen. Andersa. Jego dowódca przymknął oko na dezercję 2,5 tys. żołnierzy czujących się bardziej Żydami niż Polakami. Dołączyli oni do bojowców, którzy opuścili Polskę przed wrześniem 1939 r. Często znali się jeszcze z ośrodków szkoleniowych Irgunu lub jak kapral podchorąży Mieczysław Biegun, znany potem jako Menachem Begin, mieli za sobą przeszkolenie w Rembertowie. Ich umiejętności zaprocentowały tuż po II wojnie światowej, kiedy Ziemią Świętą wstrząsnęły nowe zamachy i starcia. Tym razem to Żydzi byli stroną atakującą, prąc za wszelką cenę do zdobycia własnego państwa.
W tym czasie Al-Husajni, choć Wielka Brytania chciała jego głowy, ocalił skórę znów dzięki Francuzom. Podobnie jak 10 lat wcześniej to oni udzielili mu gościny, kiedy w maju 1945 r. został wydalony ze Szwajcarii. Przez rok wielki mufti przebywał w willi pod Paryżem, pod opieką służb specjalnych, zanim wreszcie przerzucono go do Egiptu. Francuskie władze znów liczyły na to, że Al-Husajni poprowadzi dżihad tylko przeciwko Brytyjczykom. Ale czasy się zupełnie zmieniły. Za sprawą Stanów Zjednoczonych, które zdecydowały się wspierać Dawida Ben Guriona. W efekcie Organizacja Narodów Zjednoczonych, rezolucją nr 181 z 29 listopada 1947 r., postanowiła podzielić Palestynę na dwa państwa: żydowskie i arabskie. Przyniosło to wybuch wojny – w której przeciwko dopiero powstającemu Izraelowi swoje wojska wysłała większość krajów arabskich – by po roku zaciekłych walk ponieść sromotną klęskę.
Wyszkolone w Polsce kadry udowodniły swoją wyższość nad egipskimi, irackimi i jordańskimi dowódcami. Poza tym żydowscy osadnicy, wiedząc, co spotkało ich pobratymców w Europie, walczyli z niesamowitą determinacją. Przebywający w Egipcie Al-Husajni próbował po raz ostatni zrealizować marzenie pod koniec żydowsko-arabskiej wojny. Udało mu się powołać w październiku 1948 r. Palestyńską Radę Narodową, która proklamowała powstanie niepodległej Palestyny ze stolicą w Jerozolimie. Wobec zwycięstwa militarnego Izraela niewiele to w owym czasie zmieniało. A co więcej, tak mocno zaniepokoiło króla Jordanii, że wydał wojsku polecenie rozpędzenia oddziałów posłusznych wielkiemu muftiemu.
Przez następne dekady kolejni królowie Jordanii zwalczali Al-Husajniego, bojąc się jego aspiracji do władania ziemiami, które wchodziły w skład ich państwa. Osamotniony przyjaciel Hitlera zmarł na wygnaniu w Bejrucie. Wzniecona przez niego fala islamskiego fanatyzmu słabła. Do tego przyczynili się dyktatorzy i monarchowie rządzący w krajach arabskich zwalczający religijny radykalizm, promując zamiast niego lokalny nacjonalizm. Ale wysiłki wielkiego muftiego nie okazały się bezowocne. Wymyślone przez niego państwo palestyńskie stało się cierniem skutecznie podsycającym nienawiść między Żydami a Arabami. Religijny fanatyzm zaś okazał się dla Arabów atrakcyjną ideologią podważającą władzę rodzimych dyktatorów. Z czasem stał się ostoją przeciwko zarówno komunizmowi, jak i światowi Zachodu. Dając wyznawcom Proroka nadzieję na zwycięstwo nad każdą obcą im ideologią oraz kulturą.