Kryzys migracyjny można było szybko zakończyć. Ale zabrakło odpowiedzialnego polityka

imigranci, uchodźcy
imigranci, uchodźcyShutterStock
12 lipca 2017

Kryzys migracyjny można było zakończyć już po pierwszym tygodniu. Zabrakło polityka, który wziąłby na siebie całą odpowiedzialność


W kuluary niemieckich sporów o migrantów sprzed dwóch lat zajrzał Robin Alexander w książce „Die Getriebenen. Merkel und die Flüchtlingspolitik. Report aus dem Innern der Macht” (Zapędzeni. Merkel i polityka wobec uchodźców. Raport z wnętrza władzy). Wszystko zaczęło się 4 września 2015 r. Węgierski premier Viktor Orbán upoważnia tego dnia służby miejskie w Budapeszcie, aby pozwoliły tysiącom uchodźców opuścić plac przed dworcem kolejowym. Piesza kolumna rusza w kierunku granicy z Austrią. Nikt nie chce zostać na Węgrzech, gdzie dominuje wrogość wobec obcych i coraz częściej dochodzi do starć z policją.

Orbán informuje o sytuacji kanclerza Austrii Wernera Faymanna. Ten, przestraszony wizją destabilizacji, zaczyna wydzwaniać do Angeli Merkel. Stara się przekonać niemiecką kanclerz do podzielenia się liczbą uchodźców. Mówi o braku alternatyw. Jeśli uchodźcy zostaną zablokowani na granicy austriacko-węgierskiej, dojdzie do zamieszek między rozwścieczonym tłumem a węgierską policją. Merkel wykonuje serię telefonów do swoich podwładnych. Minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere leży w łóżku z ostrym zapaleniem oskrzeli. Premier Bawarii Horst Seehofer, szef koalicyjnej CSU, jest zbyt zajęty partyjnym świętem, które akurat trwa w Monachium, i nie odbiera telefonów. Wieczorem szefowa rządu dodzwania się do wicekanclerza Sigmara Gabriela. Ten zgadza się, że należy działać. Nie zapadają jednak żadne konkretne ustalenia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.