Kryzys migracyjny można było zakończyć już po pierwszym tygodniu. Zabrakło polityka, który wziąłby na siebie całą odpowiedzialność



W kuluary niemieckich sporów o migrantów sprzed dwóch lat zajrzał Robin Alexander w książce „Die Getriebenen. Merkel und die Flüchtlingspolitik. Report aus dem Innern der Macht” (Zapędzeni. Merkel i polityka wobec uchodźców. Raport z wnętrza władzy). Wszystko zaczęło się 4 września 2015 r. Węgierski premier Viktor Orbán upoważnia tego dnia służby miejskie w Budapeszcie, aby pozwoliły tysiącom uchodźców opuścić plac przed dworcem kolejowym. Piesza kolumna rusza w kierunku granicy z Austrią. Nikt nie chce zostać na Węgrzech, gdzie dominuje wrogość wobec obcych i coraz częściej dochodzi do starć z policją.