Perły Samorządu 2021. Zwycięzcy włodarze / Dziennik Gazeta Prawna

Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. Zarządzanie miastem to szukanie rozwiązań, by ludziom żyło się w nim lepiej

Wojciech Szczurek / Materiały prasowe / Dawid Linkowski

Gdyby miał pan jednym słowem określić Gdynię, to jakie byłoby to słowo?

Innowacyjność, ale pojmowana jako nowoczesność.

Co się pod tym kryje?

Mówi się, że Gdynia to miasto tradycyjnie nowoczesne, bo była nowoczesna, kiedy powstawała, i choć lata mijają, wciąż taka pozostaje. Transformacja gospodarcza, która dokonała się na przełomie wieków, zmieniła rzeczywistość gospodarczą miasta, ale załamanie przemysłu stoczniowego zmobilizowało samorząd, który uruchomił cały pakiet działań, by odbudować aktywność gospodarczą mieszkańców. Postawiono na dywersyfikację i innowacje w biznesie. To właśnie wtedy powstał park naukowo-technologiczny, który stał się tkanką biznesową miasta i symbolem przemian gospodarczych w Gdyni.

Z punktu widzenia samorządu myślenie o wprowadzaniu innowacyjnych narzędzi, dzięki którym można w sposób nowoczesny zarządzać miastem, nie jest sztuką dla sztuki. Jest odpowiedzią na rzeczywiste potrzeby. Nie chodzi przecież o to, by wymyślać sztuczki technologiczne, lecz by wymyślać rozwiązania, których podstawowym celem jest podnoszenie jakości życia.

Czy pandemia nie zatrzymała tego procesu?

Pandemia też jest czasem, który wymuszał na samorządzie szukanie w wielu obszarach nowoczesnych narzędzi i rozwiązań. Bo z jednej strony ograniczenia pandemiczne, z drugiej strony potrzeba uruchomienia działań wspierających różne grupy w tym niełatwym czasie, modyfikacja pracy administracji samorządowej, by odpowiadała na potrzeby mieszkańców.

Jesienią ubiegłego roku uruchomiliśmy nową aplikację – Konto mieszkańca, która integruje takie usługi, jak Karta mieszkańca, Asystent mieszkańca czy ważny dla rodziców i uczniów e-dziennik. Umożliwia również internetową rezerwację wizyt w urzędzie, korzystanie z kalendarza wydarzeń miejskich, ale też sprawdzenie prognozy pogody czy jakości powietrza.

Kolejnym takim rozwiązaniem jest Voicebot, unikatowy, pierwszy w Polsce system automatycznej rezerwacji wizyt w strukturach urzędu miejskiego. O ile Konto mieszkańca to narzędzie dostępne dla osób, które dość swobodnie poruszają się w świecie komputerów i smartfonów, to Voicebot jest dla tych, którzy od komputera wciąż wolą rozmowę telefoniczną.

Fundusz sąsiedzki „Gdynia odnowa”, dzięki któremu miasto finansuje inicjatywy mieszkańców pięciu rewitalizowanych obszarów Gdyni, świadczy o tym, że zależy wam także na aktywności gdynian.

Z funduszu sąsiedzkiego powstają drobne rzeczy, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych: ławki, płotki, organizowane są małe turnieje piłkarskie dla dzieci. To jedno z wielu narzędzi pobudzenia aktywności mieszkańców, która jest dla nas bardzo ważna.

Aktywność jako droga do poprawy jakości życia?

Tak, jesteśmy o tym głęboko przekonani. Dlatego staramy się wzbudzić ją na wielu płaszczyznach. Na przykład jednym z naszych haseł jest mobilność. Staramy się namówić mieszkańców do zmiany sposobu przemieszczania się: zachęcamy do korzystania z nowoczesnej komunikacji miejskiej, która w dużej części składa się z autobusów elektrycznych i jest dostosowana do potrzeb niepełnosprawnych. Namawiamy też do korzystania z rowerów, budując nowe ścieżki rowerowe.

Rozmawiał Dariusz Koźlenko

Jacek Jaśkowiak, przezydent Poznania. Najważniejsza jest praca nad zmianą mentalności mieszkańców

Jacek Jaśkowiak / Materiały prasowe / Materialy prasowe

Jest pan z urodzenia poznaniakiem, pyrą. Co jest dla pana ważniejsze – Poznań, Wielkopolska czy Polska?

Jestem bardzo mocno związany z Poznaniem, który jest stolicą Wielkopolski i jednym z największych miast w kraju. To są naczynia połączone. Można być lokalnym patriotą, tak jak mój dziadek, który był powstańcem wielkopolskim, nie tracąc z oczu tego, co jest dobre dla Polski.

Pan musi się przede wszystkim skupić się na potrzebach poznaniaków. Jakie grupy społeczne były dla pana najważniejsze w ciągu ostatniego, pandemicznego roku?

Dużą wagę przywiązuję do pomocy najsłabszym. Stąd działania takie jak stworzenie noclegowni, łaźni czy zapewnienie darmowych posiłków dla osób ubogich i w kryzysie bezdomności. Dziennie, wspólnie z Caritasem, wydajemy ich 1500.

Ale mam też jasność, że miasto musi wspierać tych najbardziej kreatywnych, którzy mają udział w zmienianiu go na lepsze. No i żeby mieć pieniądze na sprawy socjalne, trzeba też mieć tych zamożnych podatników, bo przychody miast są głównie z PIT.

Jaki był zeszłoroczny budżet Poznania i ile z niego poszło na pensje urzędników, ile na inwestycje, a ile na zadania własne?

Nasz budżet to ok. 5 mld zł. Na inwestycje przeznaczamy w tym roku 28 proc. tej kwoty, na zadania własne 88 proc. Wynagrodzenia osób zatrudnionych w urzędzie miasta to z kolei 2,6 proc. ogółu wydatków. Mówiąc o tych konkretnych składnikach budżetu, należy oczywiście zaznaczyć, że wydatki własne obejmują też m.in. zadania inwestycyjne, np. w oświacie.

Proszę wymienić najważniejsze rzeczy, jakie udało się panu zrobić przez siedem lat na stanowisku prezydenta Poznania.

Najważniejsza jest zmiana mentalności mieszkańców. Kiedy zaczynaliśmy zazieleniać historyczne dzielnice miasta, co się wiązało z likwidacją części miejsc parkingowych, kiedy wprowadzaliśmy ścieżki rowerowe, budziło to wielkie emocje. Kierowcy, wspierani przez opozycję, czyli PiS, uważali, że to się dzieje ich kosztem. Teraz poznaniacy doceniają, że w mieście jest bardziej zielono i bezpiecznie. Druga rzecz – postawiłem na to, co jest motorem dla inwestycji sektora prywatnego – czyli rewitalizację. Świetny przykład to Święty Marcin. Przez wiele lat była to ulica podupadła. Postanowiliśmy przywrócić jej dawną świetność oraz reprezentacyjny charakter i dzięki wsparciu ze środków unijnych całkowicie ją przebudowaliśmy. Zaowocowało to wieloma inwestycjami podmiotów sektora prywatnego o wartości trzykrotnie przewyższającej nakłady miasta na rewitalizację tej przestrzeni.

Największy problem to komunikacja z mieszkańcami?

Na pewno nie jest łatwa, musi się odbywać wieloma kanałami – w sieci, zarówno na stronach, jak i portalach społecznościowych, podczas bezpośrednich rozmów. Myślę, że zły przykład społeczeństwu dali politycy, którzy prowadzą debaty obok problemu, nie potrafią się nawzajem słuchać ani zrozumieć. Dają się ponieść emocjom. Tymczasem rozmowa to klucz. Niedawno na Jeżycach spotkałem mieszkanki ulicy Jackowskiego, którą w ostatnim czasie mocno zmieniliśmy. Na etapie konsultacji społecznych obie panie były bardzo na nie, ponieważ zmiany wiązały się ze zmniejszeniem liczby miejsc parkingowych. Teraz podziękowały, bo ta przestrzeń naprawdę wypiękniała i stała się bardziej przyjazna dla mieszkańców.

Rozmawiała Mira Suchodolska

Jarosław Górczyński, prezydent Ostrowca Świętokrzyskiego. Spłaciliśmy długi, nie podnosząc podatków lokalnych

Jarosław Górczyński / Materiały prasowe / Materialy prasowe

Duże wrażenie zrobiło na mnie to, że oddłużył pan miasto. To był długi proces?

Wiedzieliśmy, że tłuste lata kiedyś się skończą i trzeba się przygotować na te chude. Dlatego rok w rok, przy pełnej dyscyplinie budżetowej, określone kwoty zadłużenia były spłacane. Po sześciu latach, w marcu br. uiściliśmy ostatnią ratę z 57-milionowego długu i dziś Ostrowiec Świętokrzyski jest jednym z 79 miast na 2400 jednostek samorządu, które nie mają zadłużenia. A to pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Kiedy pojawią się środki zewnętrzne, będzie nas stać, by do nich dołożyć i prowadzić ważne dla miasta inwestycje. Co ważne, od sześciu lat nie podnieśliśmy miejskich podatków; dużo inwestując, nie sięgnęliśmy do kieszeni podatników. Czyni to nasze miasto wiarygodnym partnerem biznesowym i atrakcyjnym miejscem dla biznesu.

Gdzie szukaliście oszczędności?

Obcięliśmy koszty administracyjne. Ci, którzy odchodzą na emeryturę, nie zawsze są zastępowani. Zmniejszyliśmy zatrudnienie od 15 do 30 proc. w każdej podlegającej miastu jednostce. Największe zmiany były w MOPS-ie – przy zwiększonych zadaniach, wprowadzeniu 500 plus, zatrudnienie ze 181 osób zeszło do 124. I śmiem twierdzić, że poprawiła się jakość obsługi. W samym urzędzie miasta z 209 pracowników mamy dziś 177. Oczywiście wiąże się to z docenianiem tych, którzy pracują. Ale oprócz tego, że prowadziliśmy racjonalną politykę wydatków, staraliśmy się też zwiększyć przychody. Udało się nam przyciągnąć do Ostrowca Świętokrzyskiego kilka sporych firm, które pobudowały u nas zakłady. To duże powierzchnie do opodatkowania i wiele osób do zatrudnienia.

Pana hasło to Miasto OdNowa. Co w ostatnim roku zrobił pan od nowa?

By wspomóc gospodarkę, miasto wyasygnowało 54 mln zł, odbyło się 18 przetargów, m.in. na nowe drogi, tereny inwestycyjne i rekreacyjne oraz Centrum Tradycji Hutnictwa. Zaproponowaliśmy też wszystkim podmiotom, zarówno obywatelom, jak i firmom, stawkę złotówka za jeden 1 m sześc. wody. Zmniejszyliśmy też czynsze miejskie do złotówki za metr kwadratowy. Wsparliśmy lokalne zakłady, bo Ostrowiec to nie tylko przemysł ciężki, hutnictwo, lecz także lekki, np. szwalnie – w pierwszym okresie pandemii zleciliśmy im szycie maseczek – każdy mieszkaniec naszego miasta ją otrzymał. Przedsiębiorców zwolniliśmy od podatku od nieruchomości za II kw. 2020 r.

Wiele miast zmaga się dziś z demografią. Jak jest w Ostrowcu?

By zapobiec problemom demograficznym, odważnie kupujemy grunty – to już ponad 50 ha. Scalamy je, dzielimy na mniejsze działki, uzbrajamy i sprzedajemy – w szczególności pod inwestycje produkcyjne, lecz także pod zabudowę jednorodzinną. I w ostatnich sześciu latach wybudowało się u nas ponad 460 nowych domów. Dzięki temu przybywa nam mieszkańców, bo działki kupują młode rodziny z sąsiednich miejscowości. To wzmacnia tkankę społeczną w Ostrowcu.

Był pan posłem, jest prezydentem miasta. Spora różnica?

Jako prezydent podejmuję decyzje jednoosobowo, są one wdrażane w życie i widać ich efekty. Odpowiedzialność kolegialna zaś się rozmywa. Z żalem też stwierdzam, że w Sejmie mało jest osób, które chciałyby się pochylić nad lokalnymi problemami. Wszyscy obiecują, a potem tłumaczą, dlaczego nie dało się tego zrobić. Na lokalnym gruncie nie da się tak funkcjonować – ludzie rozliczają prezydenta z konkretnych działań.

Rozmawiała Mira Suchodolska

Igor Bandrowicz, burmistrz gminy Prusice. Dofinansowujemy oświatę, by nasze dzieci miały dobry start w przyszłość

Igor Bandrowicz / Materiały prasowe / Materialy prasowe

Jest pan jednym z najlepiej wykształconych samorządowców w Polsce. Inżynier chemii, budowlaniec, informatyk, MBA z zarządzania. Nie szkoda tych talentów do burmistrzowania tak małą gminą jak Prusice?

Nie ma szkoły dla burmistrzów, ale żeby być skutecznym, trzeba mieć wiedzę z wielu dziedzin. Ta praca sprawia mi dużą satysfakcję, mogę realizować swoje pomysły i faktycznie wpływać na rzeczywistość, co w innych instytucjach nie jest takie oczywiste. Być może gdzie indziej mógłbym zarabiać lepiej, ale to co robię, jest moją misją.

Uważa pan, że matematyka to królowa wszystkich nauk?

Tak, a w dodatku jest najbardziej demokratyczną nauką, nie trzeba mieć tak zwanego zaplecza kulturowego, by jej się nauczyć. To matematyka wyniosła mnie na to stanowisko. Chcę, by dzieciaki się jej uczyły, rozumiały ją i lubiły. Dlatego prowadzimy w gminie projekt „Matematyka – wstęp do kariery wynalazcy”, wspólnie z Wydziałem Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Umie pan też liczyć pieniądze.

W samorządzie nie da się inaczej, trzeba się starać, aby budżet był z roku na rok coraz lepszy. Ostatnio skonsolidowaliśmy dług i mamy środki na inwestycje. W planach jest budowa ośrodka zdrowia w Prusicach i dużej, nowoczesnej szkoły w Skokowej, która zastąpi kilka mniejszych, nie najlepiej wyposażonych. W jednej z likwidowanych placówek powstanie centrum kultury, inna zaś zostanie przekształcona na cele mieszkaniowe.

Wielu samorządowców narzeka, że za dużo dokładają do oświaty, pan nie.

Nie żałuję pieniędzy na ten cel – to inwestycja w przyszłość naszej gminy. Staramy się, by nasze dzieci miały taki sam start, jak te z dużych ośrodków. Zachęcamy też do uprawiania sportu. Do tej pory wiodąca była piłka nożna, teraz stawiamy na sporty walki, mamy w gminie zawodników, którzy mogą i chcą przekazać swoje umiejętności. Nie chodzi o to, żeby nauczyć dzieci się bić, ale by zyskały pewność siebie i odwagę, które sprawiają, że w życiu łatwiej iść do przodu.

A lokalni przedsiębiorcy mogli mieć w pandemii pewność, że włodarz stoi po ich stronie?

Nie odczuliśmy skutków koronawirusa jakoś szczególnie mocno, ani jeśli chodzi o poziom zachorowań, ani gospodarczo, żadna firma nie zbankrutowała. Staraliśmy się pomagać przedsiębiorcom, np. umarzając podatek od nieruchomości tym, którzy mieli zablokowaną działalność.

Dużą wagę przywiązujecie też w Prusicach do ekologii – monitorujecie jakość powietrza, edukujecie w kwestiach segregacji odpadów. Mnie szczególnie ujęła akcja „Stop oKUPAcji Prusic”.

To była oddolna inicjatywa jednego z mieszkańców, która została z entuzjazmem przyjęta przez całą społeczność. W mieście stanęły dystrybutory z woreczkami na psie odchody oraz kosze, do których można je wyrzucać. Oprócz tego opiekunowie psów, którzy chcą zwierzaki zarejestrować, dostają wyprawkę dla swoich pupili: obrożę z adresownikiem, ekotorbę i zapas woreczków. Sam mam dwa psy, to są dla mnie ważne sprawy. I cieszę się, że nasi mieszkańcy są coraz bardziej świadomi i odpowiedzialni.

Rozmawiała Mira Suchodolska

Krzysztof Harmaciński, wójt gminy Iława. Zarządzanie rajem wymusza działania proekologiczne

Krzysztof Harmaciński / Materiały prasowe / mat prasowe

Podobno do waszej gminy przyjeżdżają kapitanowie żeglugi wielkiej z całego świata. Po co?

Tak, to prawda. Szkolenie kapitanów i pilotów wielkich oceanicznych statków jest niezwykle kosztowne, więc wchodzenia do portów, przechodzenia przez śluzy czy przybijania do nabrzeży uczą się w śródlądowych ośrodkach, wykorzystując do tego miniatury prawdziwych jednostek. Specjalny system imituje prądy morskie i fale, by warunki były jak najbardziej zbliżone do rzeczywistych. W Kamionce nad jeziorem Silm, kilka kilometrów od centrum Iławy, mamy Badawczo-Rozwojowy Ośrodek Manewrowania Statkami, jeden z pięciu takich ośrodków na świecie. Podobne istnieją w Australii, USA, Francji i Anglii.

Ale to nie dlatego zostaliście uznani przez czytelników „National Geographic Traveler” za jeden z siedmiu nowych cudów Polski?

Czytelnicy magazynu uznali za cud nasz Jeziorak, czyli najdłuższe w kraju, bo liczące ponad 27 km, jezioro. Jest ono także trzecie co do wielkości, po Śniardwach i Mamrach. Ale jezior mamy tu znacznie więcej, tych o powierzchni powyżej 1 hektara jest aż 75, stąd nazwa „Kraina 75 Jezior”. Do tego Wielka Żuława, największa śródlądowa wyspa i cztery rezerwaty przyrody, w tym rezerwat „Jasne”, na terenie którego znajduje się jezioro, które charakteryzuje się wyjątkową przejrzystością wody – światło dociera tu na głębokość 14‒15 m. Wszystko to razem sprawia, że nasza gmina to raj dla żeglarzy, wędkarzy, rowerzystów, amatorów pieszych wycieczek i konnych przejażdżek. Wszystkich, którzy kochają przyrodę.

Cud to cud, trzeba o niego dbać.

I dbamy. Jeszcze 25 lat temu Iława była gminą rolniczą z elementami turystyki. Mniej więcej od 2000 r. rozpoczęły się u nas inwestycje w infrastrukturę turystyczną i dziś walory przyrodnicze gminy przeważają. A to wymusza działania proekologiczne. Możemy pochwalić się ekomariną w Siemianach, jednym z niewielu w Polsce statków, który odbiera na wodzie nieczystości. Inwestujemy w ścieżki rowerowe, żeby ograniczyć emisję spalin, w wymianę kotłów, usuwanie azbestu i selektywną zbiórkę odpadów.

Pandemia z pewnością pokrzyżowała wiele planów?

Oczywiście, że pokrzyżowała. Wiele imprez musieliśmy odwołać. Na przykład duży festiwal w Siemianach, wiele innych imprez odbyło się online. Z innej strony w sezonie przeżyliśmy prawdziwy najazd turystów. Patrząc na ilość śmieci, jakie po sobie pozostawili, musieliśmy zweryfikować gospodarkę odpadami. Postanowiliśmy, że od bieżącego roku zwiększymy kontrolę.

Przyroda jednak ogranicza…

Przyroda nie wyklucza rozwoju gospodarczego. Mamy tereny przeznaczone pod budowę hoteli, ale również tereny uzbrojone, przygotowane na przyjęcie inwestorów, którzy zbudują tu zakłady i fabryki. Liczymy, że tacy się pojawią, tym bardziej że Iława jest dobrze skomunikowana z resztą kraju – droga nr 16, węzeł PKP, dzięki któremu podróż pociągiem do stolicy trwa 1,5 godziny, a na wybrzeże godzinę. Można połączyć sprawy biznesowe z wypoczynkiem. Poza tym jesteśmy jedną z nielicznych gmin, które mają studium zagospodarowania przestrzennego i plan rozwoju gminy na 50 lat.

Rozmawiał Dariusz Koźlenko

Marcin Skonieczka, wójt gminy Płużnica. Nie boimy się współpracy, bo to dobry sposób na rozwiązywanie problemów

Marcin Skonieczka / Materiały prasowe / Materialy prasowe

W gminie Płużnica jest 20 wsi i aż 14 klubów seniora, co czyni ją w tej kategorii liderem w województwie. Jak udało się tak skutecznie zmobilizować ludzi do działania?

Mieliśmy w gminie kilka organizacji seniorskich. Małe organizacje, więc i małe dotacje, za to duże problemy z załatwianiem formalności, by je dostać. Wymyśliliśmy, że możemy dać większą dotację dużej organizacji, która będzie pośrednikiem między urzędem a seniorami. W ten sposób Towarzystwo Rozwoju Gminy Płużnica przez kilka lat pozyskiwało fundusze i współpracowało z seniorami, a w rezultacie zrodził się projekt, by stworzyć Kluby Seniora. Najpierw powstało ich osiem. Gmina dała lokale, towarzystwo wiedzę, jak organizować i prowadzić w nich zajęcia. Były spotkania z psychologiem, prawnikiem, geriatrą, ćwiczenia, ale też wyjazdy rehabilitacyjne i integracyjne. Po trzech latach powstało jeszcze sześć klubów.

Bez współpracy z towarzystwem nie udałoby się tego zrobić?

My, pracownicy urzędu, nie mamy kompetencji we wszystkich obszarach, więc tam, gdzie to możliwie, szukamy partnerów do współpracy. Nie boimy się jej, bo uważamy, że to dobry sposób rozwiązywania problemów. Jesteśmy gotowi współpracować z każdym, kto ma podobne do naszych cele: instytucjami, firmami, organizacjami pozarządowymi. Wspólnie z innymi gminami realizowaliśmy np. kilka partnerskich projektów w zakresie informatyzacji, na którą pozyskiwaliśmy wspólnie dotacje. Dzięki jednemu z nich w 2015 r. stworzyliśmy, prawdopodobnie pierwszy w Polsce, system e-usług udostępniający automatycznie dane podatkowe mieszkańcom. W ramach innego ponad 250 komputerów trafiło do szkół, do świetlic, do rodzin, które korzystają z pomocy opieki społecznej, oraz do naszych seniorów. Do tego były szkolenia z obsługi komputera i korzystania z internetu.

W pandemii pewnie się to przydało.

Sprzętowo udało nam się przygotować do lockdownu, organizacyjnie nie, bo pierwsza fala zakażeń nas zaskoczyła. Ale zaraz po wakacjach poświęciliśmy wiele czasu, by się przygotować się do kolejnej. Nauczyciele już we wrześniu wybrali platformę do nauki, odbyły się szkolenia, sprawdziliśmy, czy wszyscy uczniowie mają konta, czy potrafią z nich korzystać i kiedy weszły w życie kolejne obostrzenia, byliśmy gotowi. Było to dla nas ważne, bo osobiście jestem przekonany, że dzięki edukacji można rozwiązać wiele innych problemów.

Na przykład?

Na przykład chronić środowisko, wpajając młodym ludziom zasady segregacji odpadów. Wprawdzie to proces długotrwały, ale skuteczny. Dlatego na edukację zwracamy w gminie szczególną uwagę. Choć, muszę przyznać, długo byłem przekonany, że samorząd niewiele może w tej materii zrobić – bo nie ma pieniędzy, bo podstawa programowa, bo Karta nauczyciela. W końcu jednak usiedliśmy z nauczycielami, rodzicami i uczniami, wspólnie zaczęliśmy zastanawiać się, po co jest szkoła, jaką funkcję ma pełnić. Z tej dyskusji narodziły się prowadzone przez nauczycieli w ramach godzin dyrektorskich warsztaty, które łączyły pasje z realizacją podstawy programowej. Bo przy okazji okazało się, że np. gotując, można uczyć matematyki.

Rozmawiał Dariusz Koźlenko