Emmanuel Macron zachęca francuskie firmy do przenoszenia produkcji z powrotem do Francji, to samo robi administracja Donalda Trumpa. Premier Indii Narendra Modi liczy na przejęcie inwestorów do tej pory lokujących swoje przedsięwzięcia w Chinach. Widać więc, że wraz z wybuchem pandemii pojawił się nowy trend relokowania produkcji. Pandemia pokazała bowiem, że przy podejmowaniu decyzji o jej lokalizacji trzeba brać pod uwagę inne kryteria niż tylko te związane z płacami czy regulacjami w danym kraju. Czy to oznacza, że po latach deindustralizacji Europa weszła w nową erę przemysłową?

Eksperci mówią raczej o ewolucji niż rewolucji. Podkreślają bowiem, że przenoszenie fabryk z Azji na Stary Kontynent ma miejsce już od kilku lat. Powodem są rosnące koszty pracy w Chinach, ale też lepsza kontrola nad jakością w zakładach zlokalizowanych bliżej siedziby czy możliwość szybszego reagowania na zmieniające się potrzeby konsumentów. Niewątpliwie jednak pandemia ma szansę przyspieszyć decyzje wielu firm w tym zakresie. – W kolejnych latach wiele inwestycji może ominąć z tego powodu Chiny na rzecz Turcji, Meksyku, Europy Środkowej i Indii w zależności od kraju pochodzenia dużego inwestora – twierdzi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Na razie mamy do czynienia ze zmianami w łańcuchach dostaw, polegającymi na ich skróceniu czy dywersyfikacji geograficznej, jak i samej organizacji dostaw i produkcji. Niepewność skraca bowiem perspektywę, w której można racjonalnie planować.

– Skutkiem tego pojedyncze zamówienia u poddostawców są mniejsze, a zmiany planów bardziej gwałtowne, bo są reakcją na nagłe i niespodziewane zmiany koniunktury, głównie popytu konsumenckiego. Dla silnych odbiorców przemysłowych, mogących dyktować warunki współpracy swoim dostawcom, oznacza to uelastycznienie struktury dostaw. Z drugiej strony podnosi koszty, bo dywersyfikacja oznacza dopuszczenie dostawców z droższych krajów, zaś krótsze serie produkcyjne skutkują nieoptymalnym wykorzystaniem mocy produkcyjnych. Z kolei dla dostawców oznaczać to może znaczący wzrost niepewności, a w konsekwencji również utrudniony dostęp do finansowania – wyjaśnia Tomasz Starus, członek zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes.

NPBP2020

Producenci bez względu na branżę przyznają, że takie działania to obecnie priorytet. Szczególnie że podnoszą bezpieczeństwo produkcji, bez konieczności przeprowadzania dużych kosztownych inwestycji.

– W celu zabezpieczenia łańcucha dostaw rozpoznajemy możliwości dywersyfikacji krajów produkcji tak, żeby zwiększyć gotowość do ewentualnych przesunięć w razie potrzeby – wyjaśnia Michał Zgiep, dyrektor zarządzania kategorią produktową i zatowarowaniem CCC.

Zmiana w łańcuchach dostaw ma miejsce też wśród firm spożywczych, które w czasie lockdownu zmagały się z groźbą wstrzymania produkcji.

– Na bieżąco monitorujemy sytuację, poszerzyliśmy też listę dostawców, zabezpieczając alternatywy dla najważniejszych surowców i opakowań. Ponadto w przypadku wielu towarów zadbaliśmy o zwiększenie zapasów w naszych magazynach, jak również u naszych dostawców. Dotyczy to także wyrobów gotowych – informuje Dorota Liszka z Grupy Maspex.

Marek Moczulski, prezes Unitrop, podkreśla jednak, że zwiększanie zapasów ma swoje ograniczenia. Wiąże się bowiem z zamrożeniem znacznej części kapitału, a wszystko to w sytuacji ogromnej niepewności co do popytu.

– Dlatego o kilkadziesiąt procent zwiększyliśmy zapas surowców i komponentów, ale tych z długim terminem przydatności. W przypadku pozostałych zwiększamy bazę dostawców, dbając przy tym o to, by skrócić przy okazji łańcuch dostaw. To pozwoli nam szybko reagować w razie wystąpienia zawirowań na rynku – dodaje Marek Moczulski.

Z kolei firma Unilever poza rozbudową łańcucha dostaw za wzór postawiła sobie fabryki w Chinach, które zainspirowały ją do planowania działań metodą agile, sprawnego testowania i wdrażania efektywnych rozwiązań ad hoc. Obecnie plany podejmowane w firmie obejmują raczej dni i tygodnie. Przed pandemią perspektywa ta wynosiła od 18 do 24 miesięcy.

Wnioski z pierwszej fali wyciągnęła też firma LPP, która z kolei postawiła na większą dywersyfikację środków transportu. Firma dotychczas korzystała z drogi morskiej. Teraz stawia bardziej na kolei.

– Skraca to czas przewozu aż o połowę. Ogromne zainteresowanie zakupami online również wiązało się z dużymi wyzwaniami m.in. w sferze samych dostaw kurierskich bezpośrednio do klienta. W tym zakresie w większości przypadków staramy się korzystać na danym rynku z usług kilku firm, tak, aby wyeliminować ryzyko przeciążenia jednej liczbą zamówień – mówi Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes zarządu LPP.

Pojawia się pytanie, jak bardzo Polska ma szansę skorzystać na obecnej ewolucji w przemyśle. Zdaniem Piotra Araka, jeżeli korporacje z Europy podejmą decyzję, by wrócić z produkcją do swoich central, polscy poddostawcy powinni na tym zarobić.

– W naszym najbardziej optymistycznym scenariuszu do Polski mogłoby wtedy trafiać 8,3 mld euro wartości dodanej dzisiaj kreowanej w Chinach. Na tym procesie zarobią wszystkie gospodarki mające potencjał produkcyjny, więc także Niemcy, Węgry, Czechy czy Słowacja – twierdzi.

Z drugiej strony, jak podkreślają eksperci, ambicją Polski powinno być rozwijanie gospodarki w kierunku produkcji o coraz wyższej wartości dodanej, z większym udziałem rodzimego R&D.

– Tanich montowni mamy już w kraju wystarczająco dużo. Zresztą, jeśli bliżsi geograficznie poddostawcy mają być efektywni kosztowo, to i tak zainwestują w automatyzację i robotyzację produkcji, więc pozytywny wpływ na rynek pracy będzie minimalny. Z podatków za wiele również nie zobaczymy, bo wartość kreuje się na początku łańcucha poprzez R&D i na jego końcu, przez marketing, ewentualnie finansowanie konsumentom zakupów. Rentowność pojawia się w centrali, bo kapitał z całą pewnością ma narodowość. Jeśli więc taki dostawca to będzie polska firma, albo nawet niekoniecznie polska, ale w Polsce realizująca badania i rozwój i tu księgująca zyski z efektów tych badań, to wtedy powinniśmy się cieszyć – tłumaczy Tomasz Starus.

Pewne jest jedno – walka o inwestorów i kapitał. Jeśli chcemy ich przyciągnąć, powinniśmy stworzyć pakiet atrakcyjnych zachęt.

– Naszym zadaniem jest stworzyć konkurencyjne warunki, zawierające dodatkowe ułatwienia. Tak by zachęcić firmy Polaków na Zachodzie do powrotu do kraju, ale też i osoby, które zdążyły zgromadzić na Zachodzie kapitał. Bardziej korzystne mechanizmy podatkowe dotyczące cen transferowych, rozliczania w holdingach czy ułatwienia w znajdowaniu lokalizacji dla wchodzących na rynek. Do tego ulgi na innowacje, robotyzację i przede wszystkim estoński CIT. Do tych rozwiązań podatkowo-regulacyjnych należałoby dodać dalsze sprawne działanie PAIH i instytucji otoczenia biznesu, a wtedy mamy szansę na sukces – uważa Piotr Arak. 

OPINIA

Zachęcić do inwestowania

Kiejstut Żagun, szef zespołu ds. innowacji, ulg i dotacji w KPMG w Polsce

Już od wielu lat do przemysłu wkraczają rozwiązania związane z robotyzacją, digitalizacją czy sztuczną inteligencją. Jednym z głównych skutków tych rozwiązań jest przejmowanie zadań od ludzi, tam gdzie można je za pomocą technologii wykonać lepiej, szybciej i bezpieczniej. COVID-19 ten trend tylko wzmocni, choćby dlatego, że mniej osób na linii produkcyjnej oznacza mniejsze ryzyko związane z jej przestojem z powodu wykrycia wirusa u pracowników.

Wiele przedsiębiorstw dodatkowo rozważa reorganizację łańcucha dostaw, by być mniej podatnym na zamykające się granice i kanały dostaw. Jest to niewątpliwie szansa dla Polski, by – mimo dużej międzynarodowej konkurencji – przyciągnąć wartościowe projekty, szczególnie firm z korzeniami europejskimi. Nasz kraj ostatnimi laty mocno rozwinął paletę ulg i dotacji mających zachęcać do lokowania inwestycji w Polsce, szczególnie tych innowacyjnych. Ale chodzi też o zachęcanie do inwestycji firm krajowych. Warto tu wymienić nowe regulacje i zwolnienia podatkowe w Polskiej Strefie Inwestycji, ulgi na rozwój technologii czy też preferencyjne opodatkowanie dochodów z innowacyjnych produktów i usług (IP Box). Dodatkowo planowane jest wprowadzenie „estońskiego CIT” czy też ulg na robotyzację i automatyzację. Należy też pamiętać o nowych funduszach UE na lata 2021–2027, które mają wspierać takie inicjatywy.