Prawda jest jednak taka, że wprawdzie propaganda zaszkodzi Tuskowi, który jest w sumie fajnym facetem, chociaż politykiem, to jednak wizerunkowi Tuska, który ma pobić PiS, raczej pomoże. Wśród kierowników propagandy rządowej komuś rozum przyćmiła przesadnie zakrapiana kursokonferencja („W obronie prawdy i Narodu Polskiego! W obronie Polski naszych ojców i dziadów, z okazjonalnym udziałem niewiast!”?) – w efekcie ktoś uznał, że naród polski potrzebuje przekazu opartego na jasnym podziale: moralni/niemoralni. W siną dal poszły mądre nauki, że naród potrzebuje skutecznych, a nie uczciwych. Skutecznych, kiedy trzeba dawać, i skutecznych, kiedy trzeba nękać „tych drugich”. Moralność, by tak rzec delikatnie, nie kręci.
Rozumiem, że na pokładzie Zjednoczonej Prawicy panuje nerwowość. Rosja, Unia, Niemcy, Francja, węgiel, inflacja, gaz, OZE, zima (a potem, tak, tak, wiosna i roztopy) – wszędzie wrogowie. Skuteczność przestaje być oczywiście oczywista. Rozumiem też, że Donald z Europy jest kłopotliwym wrogiem PiS. Zapadła zatem decyzja, aby przedstawiać ten zasób opozycji jako jej antyzasób. Ale Tusk podły, bezwzględny, łapczywy etc. nie jest gorszym liderem opozycji, lecz właśnie takim na miarę naszych czasów. Jeśli PiS w czasie kryzysu tak zmęczy nas własną podłością, bezwzględnością, łapczywością, to wtedy ludzie wybiorą szefa PO tylko dlatego, że da PiS-owi popalić. A podły daje popalić więcej.