Czy długość urlopu się liczy? Potoczna intuicja mogłaby nam podpowiadać, że i owszem: im dłużej ładujemy akumulatory, tym lepiej. Jednak tak nie jest.

Jesteśmy w szczycie sezonu wakacyjnego, jednak część z nas decyduje się nie brać wolnego. A to spory błąd, bo urlopy powodują, że nie tylko lepiej się czujemy, lecz jesteśmy też bardziej kreatywni. Ale istnieją również wakacje, które nieszczególnie nam służą. Co więc badania mówią o odpoczynku? A co o zgubnych skutkach przepracowywania się?
Według badania CBOS w 2021 r. 50 proc. Polaków wyjechało przynajmniej raz na co najmniej dwudniowy urlop. To o wiele lepszy wynik niż w naznaczonym lockdownami 2020 r., kiedy to na jakikolwiek wypoczynek udało się jedynie 39 proc. z nas. Był to zresztą najgorszy rok, jeśli chodzi o ten wskaźnik w ostatniej dekadzie. Od 2012 r. (tego momentu sięgają dane CBOS) najwięcej osób wyjechało na urlopy w przedcovidowym 2018 r. – 60 proc. respondentów.
Właśnie do 2018 r. widać powolny, ale wyraźny wzrost odsetka Polaków, którzy decydowali się na wypoczynek. Mało tego, wyjazdy stawały się coraz dłuższe. Skąd ten trend? Odpowiedź jest banalna – to dobry miernik zamożności. Do momentu uderzenia pandemii i wywołanej przez nią recesji, późniejszej agresji Rosji na Ukrainę, rosnącej inflacji oraz niepewności ekonomicznej Polacy mogli sobie pozwalać na coraz więcej.
Pośrednim dowodem na to są powody, dla których na urlopy nie wyjeżdżamy. 28 proc. osób, które w zeszłym roku nie były na wakacjach na pierwszym miejscu wskazało właśnie brak pieniędzy. Warto też zaznaczyć, że 14 proc. spośród tych, co na urlop nigdzie nie pojechali, spędziło wolne we własnych domach.

Praca non stop

To jednak, że Polacy (a przynajmniej część) wyjeżdżają na urlopy, nie oznacza, że się w ich czasie całkowicie odcinają od zawodowych zajęć. Według zeszłorocznego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) byliśmy w 2020 r. jednym z najbardziej zapracowanych europejskich narodów podczas dni wolnych: w kwietniu i maju wspomnianego roku dotyczyło to 23 proc. z nas. Tu zastrzeżenie – chodzi nie tylko o same urlopy, ale też np. o weekendy i święta. Jest też prawdopodobne, że na te statystyki wpływ miały lockdowny i praca zdalna – bo ta ma tendencje do „rozlewania się” na czas wolny. W okresie badania bardziej zajęci podczas wolnego byli od nas Portugalczycy, Chorwaci i Luksemburczycy – ok. 24–25 proc. Z kolei najmniej zapracowani na urlopach byli Szwedzi – tylko ok. 10 proc.
Tymczasem odłączenie (i dosłowne, i w przenośni) jest nam po prostu potrzebne. A im częstsze, tym lepiej. PIE w innym opracowaniu przytacza dane, z których wynika, że u osób korzystających regularnie z urlopu o 20 proc. spada ryzyko zawału. Są to dane korespondujące z opracowaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), według którego w 2016 r. przepracowanie przyczyniło się do niemal 750 tys. nadliczbowych zgonów na świecie. Głównymi ich przyczynami były udary oraz kłopoty z sercem.
Ale urlopy pracowników opłacają się także firmom, bo wolne dni zwiększają produktywność zatrudnionych. Psycholog Ron Friedman na łamach „Harvard Business Review” powołuje się na badania, które sugerują, że podróżowanie bardzo dobrze wpływa na kreatywność. A z badania przeprowadzonego przez Ruth Ann Atchley z wydziału psychologii Uniwersytetu Kansas wynika, że już cztery dni spędzone na łonie natury zwiększają zdolność do rozwiązywania problemów o 50 proc. W tym kontekście istotnym czynnikiem jest również odłączenie się od technologii. Według badaczy istotne są tutaj dwie kwestie: po pierwsze – naturalne bodźce (np. szum morza) są dla nas po prostu przyjemne, a po drugie – nie są pobudzające.
Urlop ma wiele innych zalet: jest nie tylko zapowiedzią dobrego samopoczucia, lecz także zaangażowania w pracę, a nawet satysfakcji małżeńskiej. Co ciekawe – wykazano również, że urlop zwiększa naszą odporność na wirusy.

Czarna skrzynka

Ale okazuje się, że pewne konfiguracje wakacji mogą zaprzepaścić ich dobroczynne efekty. Jak napisali Shawn Achor i Michelle Gielan w „Harvard Business Review”, chodzi o urlop źle zaplanowany oraz stresujący. Innymi słowy: spontaniczne wakacje, podczas których nie mamy zaplanowanych noclegów, a budżet ledwo co nam się dopina, mogą nie być najlepszym pomysłem.
A czy długość urlopu się liczy? Potoczna intuicja mogłaby nam podpowiadać, że i owszem: im dłużej ładujemy akumulatory, tym lepiej. Tak nie jest. Do takiego wniosku doszła Jessica de Bloom z Uniwersytetu im. Radbouda w Nijmegen. Razem z zespołem przebadała ona wpływ urlopów dwutygodniowych lub dłuższych na zdrowie oraz samopoczucie pracowników i porównała z efektami urlopów krótszych. Pozytywne efekty zarówno w przypadku dłuższych, jak i krótszych wakacji były na podobnym poziomie i utrzymywały się przez podobny czas. Badacze zbadali też wzrost odczuwanego dobrostanu podczas samego trwania urlopów. Okazuje się, że rośnie on gwałtownie po rozpoczęciu wolnego i – w przypadku dłuższych wakacji – osiąga punkt nasycenia średnio w okolicach ósmego dnia. Wtedy już się w pełni odcięliśmy od pracy, a na dodatek mamy przed sobą jeszcze trochę wolnego.
Ale jeśli nie długość urlopu się liczy, to co? Jego częstotliwość. Nieco krótsze, ale częstsze urlopy są dla naszego dobrostanu lepsze niż praca przez cały rok (lub dłużej) i wzięcie trzech tygodni wolnego ciągiem.
O tym, jak istotna jest częstotliwość brania urlopu, świadczyć może raport Gallupa. Okazuje się, że Amerykanie, którzy przyznają, że podróżują regularnie, mają znacznie wyższy deklarowany poziom dobrostanu niż ci, którzy twierdzą, że tego nie robią. I dzieje się tak również, jeżeli zrobimy korektę na dochody. Mało tego, osoby uboższe, które częściej podróżują, mają znacznie wyższy poziom dobrostanu niż ci, którzy są znacznie od nich zamożniejsi, za to podróżują rzadko.
Faktem jest – i zwracają na to uwagę eksperci Gallupa – że w tym opracowaniu mamy do czynienia z korelacją; nie mówi nam ono jednak o przyczynowości. Możliwe jest więc, że osoby, które są szczęśliwsze, po prostu częściej wyjeżdżają na wakacje, bez względu na to, ile zarabiają.
Ciekawe jest również to, co się dzieje w – jak to czasem nazywają badacze – urlopowej „czarnej skrzynce”. Dlaczego urlop nas regeneruje? Odpowiedzi wydają się oczywiste, ale wcale takimi nie muszą być. Jessica de Bloom wymienia kilka czynników, które wpływają na nasz dobrostan. Pierwsza kategoria to możliwość zdystansowania się do stawianych nam wymagań zawodowych. Właśnie dlatego podczas urlopu istotne jest oderwanie się od firmowych e-maili i telefonów. Druga sprawa to relaks, czyli redukcja napięcia emocjonalnego.
O ile te dwie kwestie nie wydają się szczególnie zaskakujące, kolejna rzecz nie jest czymś, co przychodzi do głowy, kiedy myślimy o pozytywnych aspektach urlopu: chodzi o odzyskiwanie kontroli. Wolne od pracy oznacza, że to my mamy władzę nad czasem i możemy go sobie (niemal) dowolnie planować. Kolejna sprawa to spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi. Wiele badań mówi, że to właśnie budowanie bliższych, serdecznych więzi jest jedną z najistotniejszych zmiennych nie tylko w budowaniu subiektywnego poczucia szczęścia, ma również niebagatelny wpływ na nasze zdrowie fizyczne.
Poza wszystkim urlop ma po prostu wartość samą w sobie: raz na jakiś czas dobrze jest się oderwać od obowiązków i kilka lub kilkanaście dni poświęcić tylko sobie lub przyjaciołom i rodzinie. Jeżeli więc zastanawiacie się państwo czy brać urlop, ale nie przekonuje was ten hedonistyczny aspekt (w co nie bardzo wierzę), to pomyślcie o swoim zdrowiu. Powiedziałbym, żebyście pomyśleli również o swojej większej kreatywności po powrocie do pracy, ale wolę tę kwestię pominąć, ponieważ wolne jest przede wszystkim dla was.