Niemiecki historyk napisał „Przestrzenie przemocy” w 2015 r. (teraz książka ukazuje się u nas) - była to kontynuacja jego wieloletnich badań nad terrorem w Związku Radzieckim. W książkach „Czerwony terror” i „Stalin. Terror absolutny” (obie wyszły u nas kilka lat temu) Niemiec rozwinął koncepcję przemocy w państwach totalitarnych XX w. Jego zdaniem nie była ona wynikiem sytuacji ekstremalnej, nie wynikała także z bezduszności biurokratycznych procedur. Przemoc - powiada Baberowski - zawsze jest sposobem sprawowania władzy. Bez przemocy nie ma bowiem żadnej władzy.
Ta konkluzja wprowadziła Baberowskiego na kurs prowadzący do zderzenia z dominującym w socjologii i politologii drugiej połowy XX w. dążeniem do rozwiązania na zawsze problemu gwałtu. I uczynienia z ponowoczesności bezprzemocowego raju. Właśnie w książce „Przestrzenie przemocy” wyłożył Baberowski swoje najważniejsze argumenty za tym, dlaczego eliminacja przemocy z naszego życia nie jest możliwa. A głoszący „kres opresji” myśliciele, jak Johan Galtung, Zygmunt Bauman albo Steven Pinker, po prostu się mylą. To wadzenie się Niemca z głównym nurtem zachodniej filozofii politycznej uczyniło z niego głos tyleż ciekawy, co narażony na przeróżne próby gumkowania. Zwłaszcza w rodzinnych Niemczech.