Choć napięcie narastało od dawna, Zachód przystąpił do nakładania sankcji ekonomicznych na Rosję dopiero po uznaniu przez Kreml niepodległości „republik donieckiej i ługańskiej”. Niemieckie ministerstwo gospodarki ogłosiło wstrzymanie certyfikacji Nord Stream 2, a USA obłożyły sankcjami operatora gazociągu. Niestety pozostałe działania Zachodu zrobiły już mniejsze wrażenie. Pierwsze amerykańskie obostrzenia, nie licząc tych personalnych, dotyczyły jedynie dwóch rosyjskich banków oraz obrotu rosyjskimi obligacjami. Wielka Brytania objęła restrykcjami pięć banków i trzech oligarchów, w tym Igora i Borisa Rotenbergów, którzy mają być ściśle powiązani finansowo z Putinem. UE wzięła na cel deputowanych do Dumy, którzy zagłosowali za „niepodległością” samozwańczych republik, a także nałożyła na nie embargo handlowe. Jak można było się domyślać, te selektywne i bardzo ograniczone restrykcje nie skłoniły Putina do zmiany polityki. Nawet teraz Zachód wciąż wstrzymuje się przed wykorzystaniem wszystkich możliwych sposobów nacisku gospodarczego na Rosję, np. wykluczenia jej z umożliwiającego dokonywanie międzynarodowych transakcji finansowych systemu SWIFT. Jak powiedział wczoraj wieczorem naszego czasu Joe Biden, USA nie znalazły poparcia dla tego rozwiązania wśród sojuszników. Natomiast według nieoficjalnych doniesień ze szczytu UE w Brukseli przeciw wykluczeniu Rosji ze SWIFT były Niemcy, Włochy, Węgry i Cypr.
Czemu nie zadziałało