Reklama
Weźmy gorący przykład pańszczyzny – raz coś się dzieje w średniowieczu, a raz w Polsce szlacheckiej, kiedy indziej w państwach zaborczych. W „normalnej” historii nie sposób ugryźć całości, w „hitowej” dałoby radę nawet uczynić zrozumiałym to, że ktoś wykłóca się o dawną pańszczyznę (i karczmę) w roku 2022. Jak się już państwo domyślili, nie będzie tak. HiT to po prostu kolejna linearna historia, bez zbędnych debat, równoległa do innej linearnej historii – i pewnie z tym samym nauczycielem. A więc HiT to nuda taka jak zawsze, z dodatkiem kilku tematów cenionych na prawicowych portalach: gender, papież i Smoleńsk. I neomarksizm, chociaż klasa nie zdążyła jeszcze dowiedzieć się niczego o Marksie, bo na „normalnej” historii toczy dopiero wojnę stuletnią.
Przytomny nauczyciel zrobi z tymi tematami to, co zawsze robiło się z tematami o budowaniu społeczeństwa socjalistycznego kiedyś, a społeczeństwa obywatelskiego potem – zrobi z tym, co zechce. Byle tylko wpisać do dziennika nakazany, urzędowy temat „Smoleńsk jako najważniejsze wydarzenie w dziejach Europy” – a już lekcje można poprowadzić po swojemu.
Zwalczam obyczaj porównywania PRL „z tym, co teraz” – niemal zawsze wybielamy w ten sposób PRL, a bywa że i ZSRR. Niemniej nawet u mnie ta nieudolność PiS we wprowadzaniu indoktrynacji historycznej kojarzy się, a jakże, z uwiądem komuny. Bo przyczyna niepowodzeń Tamtych i prawdopodobnego niepowodzenia Dzisiejszych jest ta sama – lęk przed samodzielnością szkoły, na niczym oparte przekonanie, że kiedy na lekcjach historii coś się nakaże powiedzieć, to będzie „dobrze”. Niby wszyscy wiedzą, że z niewolnika nie ma robotnika, lecz triumfuje wiara, że nie jest to przysłowie o nauczycielach. ©℗