Reklama
Śledzę rozwój Araka od wielu lat. Od czasu, gdy był bliskim współpracownikiem Michała Boniego - niegdysiejszego zausznika premiera Donalda Tuska, a potem wchodził w skład głośnej swego czasu grupy doradców Boniego budowanej na wzór modnych wówczas task force’ów, jakie miał prezydent Barack Obama. Takie grupy doradcze, składające się z ekspertów na wschodzącej, rzucały się na zadany im temat i miały dostarczać m.in. nowych rozwiązań problemów. Stare dzieje, bo od paru lat Piotr Arak kieruje Polskim Instytutem Ekonomicznym (PIE) - jednostką analityczną powołaną do życia i dowartościowaną przez obecną ekipę. Miarą tego dowartościowania jest fakt, że Arak zdaje się mieć dostęp do ucha samego premiera Mateusza Morawieckiego. Takie przynajmniej można było odnieść wrażenie, śledząc wymianę e-maili pomiędzy nimi, która stała się dostępna przy okazji niedawnego wycieku rządowej korespondencji.
Jak ktoś chce się oburzać na Araka, że wczoraj Boni, a dziś Morawiecki, to niech się oburza. Wolny kraj. Ja się pieklić o to nie zamierzam. Uważam, że zdobyte w ten sposób doświadczenie czyni z niego jednego z najciekawszych uczestników polskiej debaty ekonomicznej. I jeśli zależy nam na tym, żeby nasza rozmowa o gospodarce była fachowa i odpowiadała na realne wyzwania, przy okazji wyrywając ją z neoliberalnego kółka wzajemnej adoracji (Balcerowicz do Belki, Belka do Hausnera, Hausner do Balcerowicza, Balcerowicz do Belki itd.), to powinniśmy mieć takich Araków dziesięciu, piętnastu albo i więcej.
Cieszy, że prócz bieżących raportów trafiających (siłą rzeczy) jedynie do ludzi z branży Arak napisał książkę skierowaną do szerszego grona czytelników. Sam na łamach tej kolumny zajmuję się dokładnie tym samym, więc przybijam Arakowi koleżeńską piątkę z nadzieją, że tych „popularnych” ambicji nie porzuci.
Jego „Pandenomia” to poprowadzenie czytelnika przez gąszcz nowych badań i autorów, którzy codziennie publikują dziesiątki lepszych oraz gorszych książek i raportów, w których próbują podsumować obecny stan rzeczy w gospodarce. To zadanie potrzebne, bo zwykły czytelnik najnowszych tekstów Schmelzinga, książek Kelton czy publicznych wystąpień Summersa do poduszki nie czyta. Ale na szczęście nie jest tak, że Arak czytelnika z tym nadmiarem materiału tak po prostu zostawia. Mamy tu więc wnioski i próby zaprowadzenia w tym chaosie ładu.
Kluczowy wniosek Araka jest taki, że neoliberalizm już nie dominuje na świecie. Owszem - tu i ówdzie jeszcze są jego bastiony, ale generalnie nastały nowe czasy. Bo politycy wrócili do polityki ekonomicznej, banki centralne przestały być tylko technokratycznymi przesuwaczami stopy procentowej, a w debacie publicznej mamy dużo więcej głosów niż tylko „podatki w dół, wydatki w dół, inflacja koniecznie niska”. Neoliberalizm się kończy, ale - co ważne - nie kończy się kapitalizm. W takim jesteśmy momencie po pandemii. Co oznacza, że zabawa w ekonomię polityczną dopiero się zaczyna.