Zwykło się uważać, że prohibicja (oficjalnie ustawa Volsteada, od nazwiska wnioskodawcy, republikańskiego kongresmana z Minnesoty) nie tylko nie ograniczyła skali społecznego problemu, jakim była nadmierna konsumpcja alkoholu, lecz przeciwnie – sprawiła, że piło się w Ameryce szalonych lat 20. dużo więcej. W końcu wszyscy znamy obrazki kwitnących nielegalnych klubów nocnych, w których whisky lała się strumieniami, a zyski z jej sprzedaży wpadały do kieszeni gangsterów. To mit. Weźmy poziom spożycia alkoholu w 1910 r., który był punktem odniesienia dla osób forsujących prohibicję, i porównajmy go z tym z 1934 r. – gdy ustawa Volsteada została uchylona. Gdyby prawdą była teza o tym, że Amerykanie rozpili się na przekór prohibicji, to spożycie powinno wzrosnąć. Tymczasem maleje. I to solidnie, bo aż o 63 proc. Dopiero później Amerykanie zaczęli nadrabiać pijackie „straty”. Działo się tak do przystąpienia USA do II wojny światowej, gdy konsumpcja znów spadła. Poziom z roku 1910 w przeliczeniu na głowę mieszkańca amerykańskie spożycie osiągnęło dopiero w 1972 r. Dziś zaś znów jest nieco niższe niż przed I wojną światową. Choć tylko nieznacznie.
To nie koniec, bo ekonomiści odkryli jeszcze kilka interesujących faktów. Jednym z nich jest znaczący wzrost śmiertelności niemowląt, która nastąpiła po roku 1933, a więc po uchwaleniu ustawy Cullena-Harrisona, od której zaczęło się rozwadnianie prohibicji. Na początek poprzez zezwolenie na sprzedaż piwa o zawartości alkoholu do 3,2 proc. Wprawdzie do końca lat 30. niektóre stany USA pozostały w abstynencji, jednak kurs na pełną legalizację alkoholu został już wtedy jednoznacznie wyznaczony. Ekonomiści szacują, że w latach 1933–1939 w całym kraju śmiertelność niemowląt wzrosła o 4,5 tys. przypadków rocznie. Jakie były tego przyczyny? Ewidentną – picie alkoholu przez kobiety w ciąży oraz karmiące matki. Ale możliwe są też inne przyczyny, jak choćby nadużywanie alkoholu przez oboje rodziców i pogorszenie się z tego powodu poziomu opieki lub sytuacji finansowej części gospodarstw domowych. Oczywiście należy pamiętać, że lata 30. to również czas Wielkiego Kryzysu, co znacząco wpłynęło na wszystkie społeczne statystyki. W tym te dotyczące śmiertelności niemowląt.