Pod koniec grudnia ubiegłego roku w irańskich miastach wybuchły bardzo krwawo stłumione protesty, których powodem były rosnące koszty życia. To, co początkowo wyglądało na niezadowolenie na tle społeczno-ekonomicznym, szybko przekształciło się w demonstracje na tle politycznym – manifestanci kierowali gniew przeciwko ajatollahom oraz Korpusowi Strażników Rewolucji.

Mimo istnienia wielu grup opozycyjnych dało się zauważyć, że tym, wokół czego najchętniej gromadzili się demonstranci, były monarchistyczne symbole i liberalna retoryka. Powstaje pytanie: czy ta symboliczna jedność przekłada się na rzeczywistą zdolność do zmiany reżimu, czy też jest chwilową reakcją na presję ekonomiczną?

Twór obcych mediów społecznościowych

Jak to się stało, że żyjący na emigracji w USA niezbyt zręczny politycznie Cyrus Reza Pahlawi, najstarszy syn ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, pozostaje główną postacią opozycji zagrażającą rządowi? Przecież spuścizna Ameryki w Iranie jest, mówiąc oględnie, problematyczna – od wyzyskiwania miejscowego przemysłu naftowego przez wsparcie Iraku podczas wojny z Iranem w latach 80. XX w., w tym przyzwolenie na użycie przez Bagdad broni chemicznej, po kolejne rundy sankcji po 2006 r., które utrwaliły postrzeganie Waszyngtonu jako wrogiej potęgi stosującej przymus zamiast dialogu.

Według dziennikarki Al-Dżaziry Sarah Shamim za wzrost popularności Pahlawiego odpowiada zorganizowana akcja w internecie przeprowadzona poza granicami Iranu. To działanie, jak donosi z kolei izraelski dziennik „Haaretz”, było wspierane przez proizraelskie sieci medialne. Sukces akcji w społecznościówkach był połowiczny – Pahlawiego udało się wykreować na symbol wyidealizowanej przeszłości, jednak nie zdołano przedstawić go jako lidera opozycji mogącego porwać tłumy. Dodatkowo stanowiska Rezy Pahlawiego II (takie królewskie imię przyjął) dotyczące zakończenia programu nuklearnego Iranu oraz uznania Izraela sprawiają, że jest on postrzegany w kraju jako figura oderwana od irańskich realiów i zbyt bliska interesom zachodnich mocarstw.

Chiny: pragmatyczny sojusznik

Iran zajmuje kluczową pozycję w chińskiej Inicjatywie Pasa i Szlaku, zwanej nowym Szlakiem Jedwabnym, a cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najbardziej strategicznie istotnych wąskich gardeł energetycznych świata. Przy dziennym przepływie przez nią 17–20 mln baryłek ropy (prawie 20 proc. globalnej podaży), ok. 85 proc. surowca jest przeznaczone na rynki azjatyckie. Utrata przez Teheran kontroli nad cieśniną znacząco zwiększyłaby wpływ USA na bezpieczeństwo energetyczne Chin. To nie tylko abstrakcyjna groźba – dla Pekinu dostęp do taniej irańskiej ropy stanowi bardzo ważny element dywersyfikacji źródeł energii, zmniejsza bowiem zależność od innych dostawców, takich jak Rosja czy pozostająca w sojuszu z USA Arabia Saudyjska.

Analitycy think tanku Brookings Institution wskazują, że dla Chin relacja z Teheranem jest ważna z trzech powodów: irański eksport ropy i gazu wspiera bezpieczeństwo energetyczne Pekinu; wrogie stosunki Iranu z USA odwracają amerykańską uwagę i angażują zasoby, które w przeciwnym razie mogłyby zostać skierowane na zwalczanie wpływów Chin na świecie. Tak więc pośrednio dzięki Iranowi Państwo Środka może zwiększać swoje wpływy w Azji Południowo-Zachodniej.

W 2021 r., podczas wizyty szefa chińskiej dyplomacji w Iranie, oba kraje podpisały 25-letnią umowę o współpracy, w ramach której Pekin ma zainwestować 400 mld dol. w zamian za dostęp do ropy. Warto dodać, że struktura tej dwustronnej wymiany handlowej pozostaje niezwykle asymetryczna – Teheran eksportuje ponad 80 proc. ropy do Chin, podczas gdy chiński import irańskiej ropy stanowi zaledwie 13,4 proc. całkowitego importu ropy drogą morską tego kraju.

Można więc śmiało założyć, że Pekin będzie priorytetowo traktować stabilność reżimu i otwarcie wspierać irański rząd, zamiast tolerować polityczną transformację. I rzeczywiście, 5 lutego przedstawiciel chińskiego MSZ potwierdził wsparcie dla „uzasadnionego prawa Iranu do pokojowego wykorzystania energii jądrowej”.

Nowe Sarajewo czy nowa zimna wojna?

W czerwcu 2025 r., po tym jak USA uderzyły w irańskie obiekty nuklearne, reakcja Pekinu była w dużej mierze retoryczna. Chiński ambasador przy ONZ potępił atak, zaś rzecznik MSZ powtórzył, że Pekin jest gotowy wspierać działania pokojowe między Iranem a „innymi zainteresowanymi stronami”. Nie oznacza to, że Państwo Środka pozostanie bierne w dłuższej perspektywie. Już w styczniu rosyjskie, chińskie oraz irańskie okręty wzięły udział we wspólnych manewrach w ramach BRICS Plus. Dodatkowo chińska marynarka jest obecna w Zatoce Omańskiej, która poprzez cieśninę Ormuz łączy się z Zatoką Perską.

Możliwe są więc zasadniczo trzy scenariusze rozwoju sytuacji. Pierwszy – wzrost wsparcia przez Pekin dla ajatollahów poprzez dostawy zaawansowanych technologii wojskowych, m.in. systemów przeciwlotniczych HQ-9B, manewrujących pocisków przeciwokrętowych oraz komponentów do systemów balistycznych. Pekin mógłby również zwiększyć inwestycje w irańską infrastrukturę energetyczną i transportową, szczególnie w projekty kolejowe łączące Iran z Azją Centralną, jak niedawno uruchomiony szlak Kom-Yiwu.

Drugi scenariusz zakłada ograniczenie relacji do minimum handlowego – w razie zbyt wysokiego ryzyka. Gdyby Pekin uznał, że bliskie więzi z Iranem zagrażają relacjom z państwami Zatoki Perskiej czy Izraelem, mógłby ostrożnie dystansować się do Teheranu, nadal jednak kupując tanią ropę i przetwarzając ją w rafineriach typu teapot w prowincji Szantung (małe, prywatne rafinerie, które nie są wpisywane na listę sankcyjną USA; jest ich ok. 150).

Najprawdopodobniejszy jest trzeci scenariusz – pragmatyczne balansowanie przez Pekin, czyli zabezpieczanie swoich interesów energetycznych przy jednoczesnym unikaniu bezpośredniej konfrontacji z Waszyngtonem. Chiny mają znaczne rezerwy ropy i mogłyby w razie potrzeby zastąpić irańskie dostawy surowcem z Rosji, Arabii Saudyjskiej, Iraku, Brazylii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Omanu. Utrata dostępu do taniej irańskiej nafty byłaby z pewnością kosztowna, ale nie byłaby dla Chin egzystencjalnym zagrożeniem.

Dla liderów KPCh większym zmartwieniem niż ostatnie wydarzenia w Iranie mogą być ich efekty wtórne wewnątrz samych Chin. Historia arabskiej wiosny stanowi dla Pekinu przestrogę – gdy w 2011 r. fala protestów przetoczyła się przez świat arabski, obalając autorytarne reżimy w Tunezji, Egipcie, Syrii oraz Libii, chińskie władze odpowiedziały zaostrzeniem wewnętrznej cenzury i zwiększeniem nadzoru nad internetem. Państwo Środka obawiało się efektu domina, który mógłby zainspirować chińskich obywateli do podobnych działań.

Podobnie ewentualny sukces powstania w Iranie mógłby obnażyć ograniczenia represji jako metody tłumienia żądań reform politycznych, szczególnie w kontekście rosnących napięć społecznych w samych Chinach – od protestów w Hongkongu przez niezadowolenie w zamieszkałej przez muzułmanów prowincji Sinciang po sporadyczne demonstracje przeciwko restrykcjom covidowym, które przetoczyły się przez chińskie miasta w 2022 r.

Partia Komunistyczna postrzega każdy przypadek masowego protestu jako potencjalny wzorzec, który mógłby być naśladowany przez chińskie społeczeństwo. Dlatego tamtejszy aparat propagandowy już wzmacnia narracje, które przedstawiają irańskie protesty jako rezultat amerykańskiej wojny poznawczej i zagranicznej ingerencji, starając się zdyskredytować legitymację ruchów oddolnych.

Jeśli obecna struktura władzy w Iranie upadnie, Pekin będzie działać, by chronić swoich ludzi, firmy i inwestycje. Będzie też dążył do zabezpieczenia nieprzerwanego przepływu ropy, zachęcać do szybkich wysiłków na rzecz wzmocnienia krajowej stabilności i ograniczenia zewnętrznych skutków ubocznych oraz będzie próbował utrzymać wpływ na rząd następców, aby zapobiec ponownemu zbliżeniu ze Stanami Zjednoczonymi.

Chiny mają także istotny interes w tym, by nie dopuścić do sytuacji, w której Iran stałby się punktem zapalnym w stosunkach z Waszyngtonem. Stabilne relacje z USA pozostają dla Pekinu sprawą priorytetową – tym bardziej że lider ChRL Xi Jinping zamierza wykorzystać kwietniową wizytę prezydenta Donalda Trumpa w Państwie Środka do uzyskania ekonomicznego i strategicznego odprężenia w dwustronnych warunkach.

Iran: cień nad światem

Historia pokazała, że gdy wielkie mocarstwa ścierają się o wpływy, to jedna iskra może wywołać wielki pożar. W 1914 r. zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie uruchomiło łańcuchy sojuszy i zobowiązań, co w ciągu kilku tygodni doprowadziło do wybuchu I wojny światowej. W 2026 r. miejscem wybuchu globalnego pożaru może stać się Iran, gdzie spotykają się interesy Waszyngtonu i Pekinu. Podobnie jak przed ponad stu laty wszyscy koncentrują wzrok na innym miejscu, nie dostrzegając prawdziwego zagrożenia. Tymczasem kontrola nad cieśniną Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowej ropy, losy irańskiego programu nuklearnego i przyszłość autorytarnych reżimów w erze mediów społecznościowych – wszystko to składa się na mieszankę wybuchową.

Różnica jest taka, że w 1914 r. żadna ze stron nie posiadała broni nuklearnej. Dziś zarówno USA, jak i Chiny są mocarstwami atomowymi, a Teheran może wkrótce do nich dołączyć. To czyni z Iranu nie tylko potencjalny punkt zapalny, lecz także być może najniebezpieczniejsze miejsce na planecie – tam, gdzie stare imperialne ambicje spotykają się z nowoczesnymi technologiami wojskowymi, a interesy dwóch największych gospodarek świata kolidują z aspiracjami regionalnego mocarstwa. ©Ⓟ