Zupełnie na chłodno: jako młoda partia przechodzimy turbulencje, ale to nie są pierwsze turbulencje w naszym ugrupowaniu. Dotychczas co nas nie zabiło, to nas wzmocniło. Wyjdziemy z tego, polecimy wyżej i dalej, niż ktokolwiek się dziś spodziewa.
O to, czy ekipa dezerterów umie sobie poradzić z wynikami wyborów. W wielu wywiadach, także w rozmowach z panem, poszczególni posłowie -dezerterzy zaklinali, że uznają rezultaty głosowania, jakie by one nie były. Ale gdy się okazało, że zagłosowała na mnie większość osób przy prawie stuprocentowej frekwencji, to zmienili zdanie. Czy to poważne? Mamy żywą demokrację, a partia – choć ma dziś mniejszy klub niż wcześniej – wie, czego chce i dokąd zmierza.
Demokracja ma swoje koszty. I, parafrazując klasyka, pewnie nie jest to najlepszy system polityczny, ale nikt niczego lepszego nie wymyślił.
Zdecydowaliśmy się w Polsce 2050 na demokrację. Jej koszty były duże: widoczna dla całej Polski debata, emocje, nerwy. Ale umówiliśmy się, że te wybory uznajemy. Kłopotem jest nielojalność wobec własnej partii, własnych wyborców. Mieliśmy po prostu sprawdzian, kto umie w demokrację, a kto nie. Odpowiedź znamy dziś wszyscy. Ale uczciwie mówiąc, nie chodziło tylko o wybory.
Od dłuższego czasu tlił się spór ideowy. Linia, którą reprezentuję i która wygrała, odnosi się do naszych rdzennych wartości i żółtego DNA Polski 2050: społeczna gospodarka rynkowa, która nie skupia się na interesach najbogatszych, żerujących na naszym systemie czy wykorzystujących furtki i furteczki, by zaoszczędzić kosztem innych obywateli. Nie od wczoraj linią, która skupia się na tych uprzywilejowanych, idą Ryszard Petru czy Michał Kobosko.
Socjalizmem ma być wizja wolnego rynku dla konsumentów i klientów, a nie dla wielkich korporacji? Rewolucja mieszkaniowa, która wyhamowała wzrost cen mieszkań i zwiększyła ich dostępność? Podatek bankowy? Nie róbmy sobie żartów. Przyklejanie lewicowych łatek nie zmienia istoty rzeczy: jesteśmy dziś w centrum. Wyrazistym centrum.
Prawda leży tam, gdzie leży, a nie po środku. I tak samo jest z centrum. Wyraziste centrum to nie jest miejsce, w którym wszyscy ze wszystkimi mają się spotkać i wszystko ma zostać uśrednione. To miejsce, gdzie reprezentowana jest większość przeciwko uprzywilejowanym grupom lobbystycznym, uprzywilejowanym grupom mniejszościowym. Ta większość ma swoją reprezentację w nas, w Polsce 2050.
Każda partia w Polsce musi się szczegółowo i skrupulatnie rozliczać, a później raportować swoje wydatki Państwowej Komisji Wyborczej. Są przecież ugrupowania, które ostatnio miały fundamentalny kłopot z przeskoczeniem tych rozliczeń. My przeszliśmy to bez żadnych uwag ze strony PKW. Wymyślać można sobie wiele, wrzucać niedopowiedzenia i brudne sugestie, ale są twarde fakty. Gdyby coś było nie tak, to myśli pan, że ktokolwiek w PKW by nam odpuścił? Nawet zakładając, że ktoś może mieć jakieś wątpliwości, to wychodzę im naprzeciw – mamy uchwałę o finansowym bilansie otwarcia partii, który zostanie przygotowany przez nowy zarząd partii. To oczywista oczywistość, że sprawa jest czysta.
Nie. Jesteśmy w koalicji rządzącej.
Rząd to nie jest kółko wzajemnej adoracji, tylko miejsce współodpowiedzialności za polskie państwo. Umówiliśmy się na współrządzenie i trudno mi się odnosić do tego, kto kogo lubi, gdzie jest chemia, a gdzie jej nie ma. Celem współpracy w rządzie nie jest sympatia tych czy innych ministrów albo nawet premiera, lecz załatwianie spraw ludzi. A prawdziwa zmiana często się nie podoba, bo łatwiej i wygodniej przypodobać się wpływowym lobby. Wszystko można o mnie mówić, nie mam zamiaru zabiegać o to, żeby być przez kogokolwiek głaskaną, w tym przez największego koalicjanta. Bronią mnie fakty: gdy postawiliśmy na kwestię mieszkalnictwa, pojawiły się realne zmiany. Cała opowieść o tym, kto kogo lubi, to didaskalia i podejście do polityki na poziomie magla.
W naturalny sposób je wycofujemy. Jeśli ktoś odchodzi z partii, to musi liczyć się z konsekwencjami tego, że nadużył zaufania swoich wyborców i kolegów z ugrupowania.
Nie widzę sensu renegocjowania umowy koalicyjnej. Na twardo podtrzymujemy rekomendacje dla wszystkich ministrów, którzy są w Polsce 2050. Oni w rządzie zostają. Reszta musi iść z pytaniami w sprawie swoich stanowisk do pana premiera.
Na pewno ciąg dalszy rewolucji mieszkaniowej. Nasza piąta ustawa ma uregulować najem krótkoterminowy. Ludzie mają zdecydować, czy chcą mieć za ścianą hotel na godziny. Kolejna sprawa to ustawa o asystencji dla osób z niepełnosprawnościami. Temat ciągnie się zbyt długo, a to wsparcie jest odpowiedzią na naturalną potrzebę rozumienia wspólnoty społecznej jako tej, która dba o najsłabszych. Będziemy podnosić też temat podwyżki akcyzy na alkohol, by całość pieniędzy z opłat przeszła do budżetu ochrony zdrowia. Wreszcie: gospodarka. Zaczęliśmy już debatę o podwyższeniu drugiego progu podatkowego i ograniczeniu ryczałtu: dziś ludzie dobrze zarabiający płacą często dwa razy mniejszy podatek niż klasa średnia. A nauczyciele czy pielęgniarki wpadają w drugi próg podatkowy. Ta niesprawiedliwość narasta i nikt nie ma odwagi zająć się tą sprawą. My to zrobimy, nawet jeśli usłyszę na początku, że to niemożliwe, że się nie da. Z podatkiem od banków też na początku się nie dało. Warto byłoby rozważyć na serio podatek od big techów czy poważny, skuteczny podatek od wielkich korporacji, które płacą w Polsce tyle, co kot napłakał.
Odpowiem inaczej: dużo dyskutowaliśmy, negocjowaliśmy, korygowaliśmy plan. Co dziesiąta złotówka z Krajowego Planu Odbudowy trafia dziś na Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. To taki mniejszy brat SAFE – 22,5 mld zł, które zostaną przeznaczone na technologie podwójnego zastosowania polskich firm i infrastrukturę podwójnego zastosowania dla polskich samorządów. Przeszło to bez większego echa, prezydent Karol Nawrocki podpisał tę ustawę, obyło się bez antagonizującej debaty, kontrowersji. Fundusz ruszył. Można? Można.
Odpowiedź jest prosta. SAFE stał się przedmiotem polaryzacyjnej młócki. Istota tematu zaczęła uciekać, najważniejsze stało się to, kto wygra spór i mocniej wypowie się przed kamerami telewizyjnymi. Polaryzacja to zabójca naszego dobra wspólnego.
Staram się opowiadać o unijnych funduszach i planach nie jako o przyjmowaniu czegoś, co wymyśli Komisja Europejska i inne kraje. Musimy przedstawiać swoje priorytety – opowiadać, jaki jest najważniejszy uzysk dla polskiego biznesu, konsumentów i rolników. A jest nim dodatni bilans z udziału we wspólnym rynku. Mamy nadwyżkę eksportową, nasz biznes i rolnicy zarabiają. Owszem, problemy są – nie wszystkie pomysły Brukseli czy innych stolic są dobre dla Polski. Bez siadania do tego stołu i twardego negocjowania rozwiązania zostaną przyjęte, a my będziemy się musieli do nich dostosować. Skuteczna opowieść o tym temacie jest równie istotna, co dyskusje w Brukseli. ©Ⓟ