Ekspansja ekonomiczna Chin i traktowanie przez Donalda Trumpa taryf celnych jako najlepszego narzędzia do prowadzenia negocjacji zaowocowały zbliżeniem UE z Indiami. Nagle, po 20 latach bezowocnych negocjacji, w kilka miesięcy Unia dopięła z Nowym Delhi umowę o wolnym handlu. Jej podpisanie pod koniec stycznia zwiastuje nie tylko wzrost wymiany handlowej za sprawą radykalnej obniżki ceł, lecz także zacieśnianie więzi gospodarczych.
Europa ma nadzieję, że jej więdnący przemysł zyska perspektywiczny rynek zbytu. Indie zaś nie ukrywają ambicji, by z najludniejszego kraju świata przekształcić się w największą gospodarkę globu. Umowa z UE ma im zagwarantować dodatkowe środki na rozwój. Odwracając sytuację sprzed dwóch stuleci, kiedy to Indie gwarantowały bogacenie się Wielkiej Brytanii.
Indie: w poszukiwaniu zysków
„Aby rywalizować z europejskimi manufakturami, musimy szybko uniezależnić naszą produkcję od rynków europejskich. Zatem należy bezustannie dążyć do znalezienia nowych rynków zbytu dla naszego przemysłu w innych częściach świata” – taką wiadomość otrzymał gubernator Indii George Eden od ministra spraw zagranicznych Lorda Palmerstona.
Zjednoczone Królestwo dochodziło właśnie do siebie po kryzysie ekonomicznym, który wybuchł w 1836 r. Spowodowała go olbrzymia nadprodukcja przemysłowa, wzniecająca mordercze wojny cenowe pomiędzy firmami. „Koniunkturę próbowano ratować poprzez porozumienia kartelowe i eksport do Stanów Zjednoczonych” – zauważa w „Kronice kryzysów gospodarczych” Wojciech Morawski. Ale niewiele to pomogło i huty, stalownie, zakłady przędzalnicze i inne firmy – stale obniżające ceny wyrobów – zaczęły ogłaszać niewypłacalność. To uderzało w ich kredytodawców. „W grudniu 1836 r. doszło do paniki finansowej w Londynie. Upadły dwa duże banki: Agricultural and Commercial Bank of Ireland i Central Bank of England. Bank Anglii, wsparty finansowo przez Bank Francji i Bank Hamburski, zdołał ustabilizować sytuację. Druga fala bankructw przetoczyła się przez Wielką Brytanię w maju następnego roku” – uzupełnia Morawski. Wtedy też brytyjski kryzys dotarł do USA, Francji i państewek niemieckich.
Dopiero pod koniec dekady sytuacja ekonomiczna na Starym Kontynencie zaczęła się stabilizować. Jednak Lord Palmerston nie wątpił, że za kilka lat kryzys nadprodukcji powróci. Tymczasem w USA, Francji i krajach Rzeszy coraz prężniej rozwijały się firmy konkurujące z brytyjskimi. Zatem najlepszym gwarantem ekonomicznego rozwoju Zjednoczonego Królestwa stawały się nowe rynki zbytu. Najlepiej takie, które dawały przedsiębiorstwom z Wielkiej Brytanii pozycję monopolisty. Dlatego też Palmerston w 1839 r. poinformował gubernatora Indii, że „kraje nad Indusem i Pacyfikiem w niedługim czasie staną się ważnym rozszerzeniem dla naszego handlu”. Zaś zadaniem Edena było wcielenie wizji ministra spraw zagranicznych jak najszybciej w życie. To okazywało się nie takie trudne, bo sprawowanie kontroli nad Indiami przynosiło Zjednoczonemu Królestwu już pokaźne dochody. Musiał on jedynie je pomnażać. W czym mógł liczyć na wsparcie Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Kompania kolonizuje Indie
Anglicy podbój Indii zaczęli w 1600 r. od powołania do życia spółki handlowej. „Akcje Kompanii Wschodnioindyjskiej należące początkowo do 55 osób znalazły się w większości w rękach ok. 40 najbogatszych kupców londyńskich, którzy na handlu tym dorobili się stopniowo wielkich fortun” – opisuje Henryk Zins w „Historii Anglii”.
Kompania dzięki pośredniczeniu w handlu z Dalekim Wschodem wyrosła na najpotężniejszą spółkę ówczesnego świata. To pozwalało jej zakładać kolejne faktorie w Indiach, korzystając z przywilejów nadawanych przez lokalnych władców, formalnie podległych słabnącym Mogołom. Ale apetyt spółki rósł i za przyzwoleniem rządu Zjednoczonego Królestwa zaczęła ona podbijać kolejne ziemie dzięki własnej armii. Ekspansja w Indiach była łatwa, bo na olbrzymim terenie egzystowały setki słabych, śmiertelnie skłóconych państewek. Zaś Mogołowie utracili zdolność do utrzymywania nad nimi realnej władzy.
Jedyną siłą mogącą pokonać Kompanię byli Francuzi, także marzący o podboju Indii. Ale gdy w 1756 r. zaczęła się w Europie wojna siedmioletnia, król Ludwik XV musiał skupić się na walce o pozycję Francji na Starym Kontynencie. Wykorzystując tę okazję, Kompania przystąpiła do rozprawy z najbardziej dla niej niebezpiecznym nawabem Bengalu – decydującą bitwę stoczono 23 czerwca 1757 r. „Było to słynne zwycięstwo Roberta Clive’a, 32-letniego akademickiego wyrzutka, który wcześniej bez powodzenia uczył się na księgowego i nie miał ani odrobiny militarnego przeszkolenia. Nie przeszkadzało to Pittowi Starszemu, ówczesnemu brytyjskiemu premierowi, opisać bohatera jako «naszego wielkiego i zesłanego przez niebo generała»” – relacjonuje w monografii „Krótka historia opium” Thomas Dormandy. „Pitt Starszy miał rację. Jednak nie można było jeszcze wtedy przewidzieć, że bitwa ta położy fundamenty pod dwustuletnie panowanie Brytyjczyków w Indiach” – dodaje autor.
Zwycięstwo pozwoliło Kompanii przejąć kontrolę nad jednym z najbogatszych regionów Indii. W kolejnych dekadach Brytyjczycy rozszerzali swoje władztwo, wykorzystując konflikty między lokalnymi książętami. Przy tej okazji odkryli bogactwo kolonizowanego przez nich kraju – opium.
Narkobiznes w rozkwicie
„Przez całe wieki w Indiach obróbka uprawianego chałupniczo maku była zajęciem domowym, zazwyczaj zostawianym kobietom (podobnie jak inne prace domowe i większość niedomowych). Główną część produkcji przeznaczano na potrzeby rodziny – było to typowe lekarstwo na wszelkie codzienne dolegliwości, a także na wybuchającą sporadycznie cholerę. Mniejsze ilości przeznaczano na lokalny rynek” – opisuje Dormandy.
Dopiero za rządów Mogołów handel opium zaczął przynosić dochody władcom. Wyczuleni na zysk Anglicy zauważyli to. „Warren Hastings, następca Clive’a, był synem biednego urzędnika, a zarazem pierwszym brytyjskim gubernatorem generalnym i ostatnim, który zajął to stanowisko z awansu. Znał handel makowym towarem od podszewki” – pisze Dormandy.
Tymczasem opium robiło furorę w Wielkiej Brytanii i USA. Kompania mogła sprzedać każdą jego ilość – wystarczyło tylko zwiększyć produkcję. Jednak chłopi nie chcieli rezygnować z uprawy zbóż, bojąc się głodu. Zatem gubernator postanowił ich do tego zmusić, używając wojska. „By podnieść skuteczność kontroli, Hastings ograniczył uprawę maku do stanów Patna i Bihar. Sąsiednim rozkazał, żeby hodowcom maku dostarczały potrzebne im do przeżycia ryż i owoce. Wkrótce ludzie mieszkający w pasie od Patny do Benares (obecnie Waranasi) nie uprawiali nic innego niż mak. I byli zdani na łaskę sąsiadów” – relacjonuje Dormandy.
Ci zaś, gdy tylko mogli, wstrzymywali dostawy żywności. Zatem chłopi uprawiający mak przymierali głodem. Mimo to Hastings twardą ręką utrzymywał dyscyplinę i nie tylko nie pozwolił, aby uprawy zostały ograniczone, lecz stale powiększał ich areał. W latach 80. XVIII w. objęto nimi ziemię o powierzchni ponad 1 mln ha. Po zbiorach tony skrzyń z wysuszonym opium trafiały do portów, by wypłynąć w świat. „Wkrótce liczba skrzyń ekspediowanych rocznie z regionu Patny przekraczała 200 tys. Zysk netto z jednej skrzyni ocenia się na 80 funtów. Ogółem na produkcji i sprzedaży opium londyńscy inwestorzy przypuszczalnie zarabiali rocznie ponad 2 mln funtów” – wylicza Dormandy. „Stopniowo jednak schemat handlu ulegał zmianie. Coraz więcej statków opuszczających Kalkutę kierowało się na wschód, nie na zachód. Niebiańskie Królestwo Chin było blisko. Było ogromne. I podobno nieskończenie bogate” – uzupełnia.
Indie i bezwzględność imperium
Wielka Brytania importowała z Chin herbatę, jedwab i porcelanę, lecz nie posiadała towarów interesujących dla Chińczyków – płaciła więc srebrem i złotem za luksusowe dobra. To powodowało sukcesywny odpływ kruszców na Daleki Wschód. Tymczasem stabilność funta i zaufanie rynków do banków opierały się na odpowiednio wielkich rezerwach drogich metali.
Kierujący polityką zagraniczną Zjednoczonego Królestwa Lord Palmerston dostrzegł proste rozwiązanie. Produkowane w Indiach opium należało przekierować na rynek chiński, traktując je jako walutę, za którą kupowano by luksusowe towary z Państwa Środka. Jednocześnie Indusi dopuszczeni do zysków z handlu narkotykiem mieli się stać masowymi konsumentami wyrobów brytyjskiego przemysłu. Tym sposobem Londyn zapewniał sobie olbrzymią nadwyżkę handlową, odsuwając jednocześnie od siebie groźbę kryzysu nadprodukcji. Wszystko bez ponoszenia większych kosztów.
By tak się stało, konieczna okazała się ekspedycja militarna wysłana na Daleki Wschód w 1840 r. Cesarz Chin Daoguang postanowił zablokować import indyjskiego opium, w którym partycypowali na masową skalę chińscy kupcy. W odpowiedzi przybyła Royal Navy – brytyjska marynarka wojenna oraz armia szybko udowodniły Chińczykom swoją przewagę i po serii upokarzających klęsk Daoguang musiał w sierpniu 1842 r. prosić o pokój. Traktat, jaki podpisano na pokładzie HMS Cornwallis, znosił bariery handlowe, otwierając Państwo Środka na brytyjskie towary, włącznie z opium.
Wkrótce Chiny spróbowały ponownie stawiać opór, co przyniosło w latach 1856–1860 drugą wojnę opiumową, zakończoną kapitulacją i podpisaniem pokoju w Pekinie. Otworzył on cesarstwo na ekspansję europejskich mocarstw. „Cztery lata po podpisaniu traktatu pekińskiego siedem ósmych całego chińskiego importu pochodziło z samej Wielkiej Brytanii lub jej kolonii. W szczególności w latach 1859–1882 import opium z Indii do Chin wzrósł z 51 tys. skrzyń do bezprecedensowej liczby 112 tys.” – wylicza Dormandy.
Rozkwitowi wymiany handlowej towarzyszyła intensywna przebudowa indyjskiego rolnictwa. Brytyjscy kolonizatorzy parli do powiększania upraw maku, ale też dostrzegli, że poza nim induscy chłopi mogą zapewnić wiele innych, cennych surowców. Konsumenci na Wyspach Brytyjskich oraz w całej Europie i USA łaknęli herbaty i przypraw. Przemysł natomiast potrzebował każdej ilości bawełny, juty oraz barwnika indygo. Chińscy rolnicy uprawiali te rośliny od wieków, ale przecież mogli robić to i Indusi. Wprawdzie na początku nie bardzo chcieli, bo od pokoleń uprawiali ryż i jęczmień, aby wyżywić swoje rodziny.
Ale brytyjscy kolonizatorzy potrafili być morderczo skuteczni, zmuszając ich do uprawy bawełny, herbaty i innych roślin nienadających się do jedzenia. Jakie przynosiło to skutki, po raz pierwszy przekonano się w 1876 r. Słabe plony zbóż zaowocowały klęską głodu. Potem nadciągnął on jeszcze w latach 1896 i 1899 Mike Davis w książce „Late Victorian Holocausts” szacuje, iż z głodu zmarło od 12 mln do nawet 29 mln Indusów. Londyn, a także rządcy Indiami w imieniu brytyjskiej korony kolejni wicekrólowie masowy pomór ludności po prostu ignorowali.
Z pomocą ofiarom przyszli jedynie farmerzy z amerykańskiego stanu Kansas, którzy pod wpływem doniesień prasy zorganizowali zbiórkę i transport zboża do Indii. Jak opisuje Davis, cały kontyngent rząd Jej Królewskiej Mości obłożył cłem, co wywołało powszechne oburzenie w Stanach Zjednoczonych. Wówczas na początku 1900 r. również mieszkańcy Wysp Brytyjskich zaczęli zbierać fundusze na pomoc głodującym. Przesłano je wicekrólowi Indii Lordowi Curzonowi. Ten je przyjął i całą sumę wydał na odrestaurowanie świątyni Tadź Mahal oraz wybudowanie okazałego pomnika królowej Wiktorii w Kalkucie.
Miejsce w koronie
„Wykorzystując spory i walki lokalnych władców, niewielka liczba Anglików (ok. 100 tys.) potrafiła rządzić Indiami, krajem o blisko 200 mln mieszkańców” – opisuje Henryk Zins. Umiejętnie stosowana przez Brytyjczyków rzymska recepta divide et impera zawiodła tylko raz – i to z powodu przeoczenia drobiazgu.
W 1857 r. hinduskim żołnierzom służącym w brytyjskiej armii – sipajom – dostarczono ładunki prochowe do strzelb, zakonserwowane tłuszczem zwierzęcym. Sipajowie pochodzili ze wszystkich kast i wyznawali różne religie, byli wśród nich hinduiści, muzułmanie, buddyści, sikhowie etc. Jednak konieczność wzięcia do ust ładunku prochowego, by rozerwać zębami woreczek posmarowany czymś, co kiedyś było świnią lub krową, po raz pierwszy zjednoczyła ich ponad podziałami. Religia zakazywała muzułmanom jedzenia wieprzowiny, a dla reszty sipajów krowy były świętymi zwierzętami. Tak Brytyjczycy zafundowali sobie rebelię. Upokorzeni hinduscy żołnierze postanowili bowiem policzyć się z kolonizatorami za wszystkie krzywdy, jakich doznali mieszkańcy Indii.
Powstańcom udało się opanować Delhi i ogłosić Wielkim Mogołem spadkobiercę dawnych władców Bahadura Szaha II. Dni rządów Zjednoczonego Królestwa wydawały się policzone. Ale rebelianci wkrótce się podzielili, zaś liczni maharadżowie woleli trzymać z Londynem, bojąc się powrotu Mogołów. Liczący 45 tys. żołnierzy brytyjski korpus ekspedycyjny stłumił więc bez większych problemów rebelię, pokonując sześciokrotnie liczniejsze siły powstańcze.
Jednak bunt sipajów potraktowano jako ważny sygnał ostrzegawczy. Indie stały się dla Wielkiej Brytanii zbyt istotne, by ryzykować ich utratę. Jak zauważa w książce „Imperium: Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat” Niall Ferguson: „Indie były strategicznym rdzeniem Imperium Brytyjskiego” i Londyn potrzebował ich, „aby kontrolować całą półkulę, rozciągającą się od Malty aż po Hongkong”. A na dokładkę bogactwo subkontynentu poprawiło standard codziennego życia Brytyjczyków. Dlatego w 1858 r. rozwiązano Kompanię Wschodnioindyjską i kolonia przeszła pod bezpośrednią kontrolę rządu, który w imieniu monarchy wyznaczał wicekróla. Po czym w 1876 r. królowa Wiktoria przyjęła tytuł cesarzowej Indii.
Nie zmieniło to sposobu eksploatowania tamtejszych bogactw i ludności, ale przyniosło wielkie inwestycje w budowę linii kolejowych, sieci telegraficznych oraz edukację. Jak podkreśla Ferguson, zaczęto kształcić Indusów, zatrudnianych potem w administracji, w duchu europejskiego oświecenia i prawa anglosaskiego. Dając im też wzorowany na brytyjskim system sądowniczy. Tak zamierzano stworzyć grupę światłych tubylców wiernie służących Londynowi. Tymczasem po raz pierwszy kolonizatorzy zaoferowali wyzyskiwanej perle w koronie coś cennego od siebie. Wykształconą, nowoczesną elitę, zdolną do uczynienia z Indii niepodległego państwa. ©Ⓟ