- Tu nie chodzi o ustępstwa wobec samorządu aptekarskiego, bo to nie on jest władcą rynku aptecznego, lecz o wypracowanie rozwiązań przyjaznych pacjentom - mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET.
Główny inspektor farmaceutyczny podjął w końcu prace nad przygotowaniem nowelizacji Apteki dla aptekarza 2.0. To dobra wiadomość dla branży?
ikona lupy />
Marcin Piskorski, prezes zarządu, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET / Materiały prasowe / fot. Wojtek Górski

Tak, na potrzebę nowelizacji wskazujemy od początku kadencji nowego rządu. Cieszymy się, że w końcu, po wielu miesiącach zapowiedzi ze strony minister zdrowia Izabeli Leszczyny, rząd podjął realne działania. Liczymy, że tym razem prace nad tą regulacją przebiegną w atmosferze dialogu i współpracy ze wszystkimi stronami. Przypomnę, że w przypadku uchwalenia AdA 2.0 pominięto konsultacje społeczne.

Tymczasem prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej mówi, że jakiekolwiek majstrowanie przy tej regulacji to danie furtki zagranicznym sieciom z egzotycznych krajów, by te wykupiły polskie apteki i nie odprowadzały w Polsce podatków.

Samorząd aptekarski straszy, posługując się jak zwykle nieprawdziwymi danymi. W Polsce działają zaledwie trzy zagraniczne sieci apteczne, które kontrolują mniej niż 10 proc. rynku. Sieci to 320, głównie małych i średnich, firm z rodzimym kapitałem, mających po kilka–kilkadziesiąt aptek. Sieci mających powyżej 100 aptek (na 11,7 tys. placówek w całej Polsce) jest zaledwie 10. Walka z nimi trwa niestety od dawna, zawsze z pomocą nieprawdziwych, populistycznych argumentów. Przykładowo kilka lat temu samorząd aptekarski twierdził, że sieci monopolizują rynek – a jak może istnieć monopol, skoro chodzi o 320 przedsiębiorstw? Potem, że to sieci odpowiadają za nielegalny wywóz leków z kraju, jednak działania służb i policji pokazały, że w procederze uczestniczą głównie mali, indywidualni aptekarze, często aktywni działacze korporacji aptekarskiej. Dziś natomiast narracja samorządu aptekarskiego opiera się na rzekomym niepłaceniu podatków w Polsce przez sieci. Żadne dane tego nie potwierdzają. Raport PEX pokazał, że w 2021 r. sieci zapłaciły łącznie ponad 1,3 mld zł danin publicznych (w odniesieniu do pracowników – ZUS i PIT oraz podatków dochodowych właściciela apteki PIT lub CIT), natomiast apteki indywidualne niespełna 500 mln zł tych samych danin. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że polski rynek apteczny mniej więcej w połowie należy do sieci aptecznych, a w połowie do aptek indywidualnych, widać wyraźnie, kto zasila budżet podatkami. Warto pamiętać, że podatki dochodowe płaci się od dochodu, a nie od przychodu. Jeśli sieć apteczna inwestuje i na dodatek dobrze płaci pracownikom (według PEX kierownik apteki sieciowej zarabia o ok. 20 proc. więcej niż apteki indywidualnej), to osiąga niski dochód. Problemem branży – zarówno sieci, jak i aptek indywidualnych – nie jest unikanie opodatkowania, lecz niska dochodowość. Brak nieprawidłowości w płaceniu podatków przez właścicieli aptek został zresztą potwierdzony przez Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na interpelację poselską.

Na jakie ustępstwa wobec samorządu aptekarskiego jest pan w stanie się zgodzić?

Tu nie chodzi o ustępstwa wobec samorządu aptekarskiego, bo to nie on jest władcą rynku aptecznego, lecz o wypracowanie rozwiązań przyjaznych pacjentom – bo to dla nich te apteki działają. Osobiście liczę na merytoryczną dyskusję, bez przytaczania populistycznych, nieprawdziwych argumentów. Jeśli będziemy się posługiwać fejkiem i hejtem, to niczego nie naprawimy, a jeszcze bardziej zepsujemy, jak w przypadku AdA 2.0, czyli rozwiązania, które krzywdzi ludzi, jest niekorzystne dla pacjentów i naraża państwo na konieczność wypłaty odszkodowań – dlatego bezwzględnie musi zostać odrzucone. Od ponad 20 lat mamy do czynienia ze zjawiskiem zmieniania prawa ad hoc, na żądanie korporacji aptekarskiej. Najważniejszy powinien być interes pacjentów, którym zależy na dostępności aptek, niskich cenach, możliwości realizacji recepty od razu – bez konieczności domawiania leków na „za kilka dni z hurtowni” – i nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych. Tymczasem działania samorządu pchają nas w świat z XIX w. W tych krajach zachodniej Europy, w których wciąż obowiązują normy zbliżone do AdA, leki są drogie, aptek jest mało i nie ma w nich usług.

Co konkretnie stracili przedsiębiorcy na skutek ustawy AdA 2.0?

Stracili niemal wszystko – i to wszyscy – zarówno mali, jak i duzi aptekarze. Problemem jest sprzedaż posiadanych aptek np. w przypadku osób myślących o przejściu na emeryturę. Chcąc sprzedać swoje przedsiębiorstwo, aptekarz musi najpierw rozdrobnić je na mniejsze części – to w oczywisty sposób obniża jego wartość i jest ogromnie problematyczne. Wyliczenia ekonomistów mówią o spadku wartości nawet o połowę. Dodatkowo nabywca apteki musi być farmaceutą milionerem, a takich nie ma zbyt wielu. Wartość apteki i jej magazynu to kwota grubo przekraczająca 1 mln zł, a banki nie chcą kredytować tego biznesu, bo jest niesprzedawalny, i koło się zamyka. W praktyce możliwość sprzedaży apteki jest czysto teoretyczna, chyba że po nieuczciwej, bardzo zaniżonej cenie – ale może właśnie o to chodziło tym, którzy za tym rozwiązaniem lobbowali.

AdA 2.0 gwałci także prawa przedsiębiorców, którzy przez całe życie budowali swoje majątki i chcieliby przekazać przedsiębiorstwa dzieciom. To również jest praktycznie niewykonalne – muszą najpierw umrzeć, a jedyne, co za życia mogą zostawić dzieciom, to wizytówka do prawnika.

Samorząd aptekarski wskazuje, że obracanie lekami ma być przede wszystkim służbą pacjentowi i częścią systemu opieki zdrowotnej, a nie sposobem na mnożenie zysków. Według NRA sieci są nastawione na to drugie.

To kolejny z fałszywych argumentów przedstawianych przez członków farmaceutycznego establishmentu. Nie wolno dzielić farmaceutów na tych, którzy pracują w sieci i rzekomo są nastawieni tylko na zysk, i tych drugich, „wspaniałych”, służących pacjentowi. To absurd. Mamy ustawę o zawodzie farmaceuty, która przewiduje jasno, że farmaceuta wykonuje wolny zawód i jest niezależny. Proszę zwrócić także uwagę na to, gdzie powstają apteczne punkty szczepień – trzy czwarte tego rodzaju punktów powstało w aptekach sieciowych. Pacjenci głosują nogami – a dokąd chodzą częściej? Do aptek sieciowych, które są lepiej zorganizowane, tańsze i nie każą pacjentowi wracać po lek na drugi dzień, bo mają go w magazynie. Nie chcę w żaden sposób dewaluować wartości aptek indywidualnych. Poza tym one także mają do dyspozycji takie narzędzia jak: grupy zakupowe, programy franczyzowe czy uczestnictwo w sieciach wirtualnych, z których korzystają i dzięki temu świetnie konkurują z aptekami zwanymi sieciowymi. Niestety AdA 2.0 służy zniszczeniu tego stanu rzeczy. Stara się wypchnąć z rynku apteki należące do sieci, połączone jednym właścicielem. Dzieje się to na korzyść większych organizmów sieciowych, zorganizowanych np. przez hurtownie farmaceutyczne, nie wiadomo dlaczego nieuważanych za sieci apteczne. Myślę, że to był drugi ukryty cel lobbystów AdA 2.0.

Tydzień temu 16 przedsiębiorców posiadających ponad 170 aptek złożyło do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew zbiorowy o ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody, które ponieśli w związku z AdA 2.0. Czy, jeśli Sejm znowelizuje prawo, pozew zostanie wycofany?

Trzeba by o to pytać samych przedsiębiorców. Nie sądzę jednak, by ktokolwiek chciał iść do sądu dla kaprysu. To jasne, że tym ludziom zależy na sprawiedliwości i bezpieczeństwie prowadzonych przez nich przedsiębiorstw. Jeśli nowa ustawa wycofa AdA 2.0, to bardzo wątpię, by przedsiębiorcy nadal chcieli się procesować.

Podstawą prawną do złożenia tego pozwu jest nieopublikowany wyrok TK uchylający AdA 2.0. Wielu prawników uważa, że to bardzo wątpliwy prejudykat.

Nie jestem prawnikiem, nie mnie więc oceniać. Przy każdej tego typu sprawie znajdą się tacy, którzy nie będą widzieć jakichkolwiek podstaw prawnych. Przypomnę, że podobne argumenty padały kilka lat temu w odniesieniu do frankowiczów. Dziś wszyscy widzimy, jak to się skończyło. Wierzę w sprawiedliwość i liczę na mądre decyzje ze strony sądów. Ten pozew zbiorowy traktuję jak krzyk rozpaczy ze strony przedsiębiorców. Uważam, że nie może być tak, by kontrowersje wokół Trybunału Konstytucyjnego przesądzały o odebraniu tym ludziom prawa do sporu na drodze sądowej. Mam nadzieję, że jeszcze przed wyrokiem sądu sprawę rozwiążą ruchy ze strony rządu i parlamentu.

Przygotowanie propozycji legislacyjnej we współpracy z obiema stronami zapowiedział również rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

To prawda, uczestniczymy w pracach nad wspólną propozycją. Kilka dni temu przesłaliśmy do biura rzecznika nasze propozycje w tym zakresie. Mam nadzieję, że albo rzecznik, albo GIF, a najlepiej wspólnie, wypracują rozwiązania, które naprawią tę patologiczną sytuację, z jaką mierzy się branża apteczna. ©℗

Rozmawiał Adam Pantak