W sytuacji kryzysowej apteki będą mogły przyjmować, przechowywać oraz wydawać pacjentom produkty wchodzące w skład rezerw strategicznych. Dotyczyć to może również produktów leczniczych, które nie są jeszcze dopuszczone do obrotu na terenie Polski.

Taką możliwość przewiduje rozporządzenie z 30 maja 2022 r. w sprawie dopuszczenia prowadzenia przez apteki dystrybucji produktów leczniczych, wyrobów medycznych i środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego, stanowiących asortyment rezerw strategicznych lub udostępnionych z tych rezerw, które wczoraj weszło w życie.
Autorzy zastrzegają, że rozwiązanie to będzie uruchamiane wyłącznie w sytuacjach kryzysowych. – Przykładem takiego zdarzenia może być incydent powodujący zagrożenie radiacyjne, wymagający podania produktu leczniczego zawierającego jodek potasu możliwe największej części społeczeństwa – wskazują.
Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, podkreśla, że jest to przejaw myślenia naprzód. – Te przepisy są jak guzik na ścianie, który uderza się w razie pożaru. On po prostu musi tam być, choć przez większość czasu jest nieużywany – komentuje.
Wskazuje, że poprzez wdrożenie takich przepisów tworzy się system prawny, który może mieć zastosowanie nie tylko w przypadku wspomnianej przez autorów radiacji. Na tej bazie można budować system dystrybucji np. leków, które byłyby niezbędne w sytuacji wystąpienia lokalnych ognisk zachorowań na choroby zakaźne i konieczności przeprowadzenia szybkich szczepień. – Bardzo cieszy to, że ministerstwo widzi rolę aptek inaczej, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. Pandemia pokazała, że potrafimy sprawnie działać – dodaje.
Co więcej, zdaniem wiceprezesa NIA można byłoby rozważyć, czy strategiczne leki albo wyroby medyczne z zasady nie powinny być przechowywane w aptekach, nie zaś w magazynach Agencji Rezerw Strategicznych. – Apteki są najłatwiej dostępnym dla pacjentów elementem systemu ochrony zdrowia. Do tego dochodzi gwarancja nadzoru farmaceutów nad takimi produktami, odpowiedniego przechowywania i zabezpieczenia (np. w postaci sejfów), co ograniczyłoby prawdopodobieństwo zmarnowania czy niewłaściwego rozdysponowania takich środków – zwraca uwagę ekspert. Zastrzega jednak, że wiązałoby się to z koniecznością pokrycia kosztów składowania. – Nie chodzi o to, że chcielibyśmy na tym zarabiać, ale by koszty choćby zakupu lodówki czy energii potrzebnej dla zabezpieczenia leków zostały zamortyzowane – kończy. ©℗