Ministerstwo Klimatu i Środowiska w czwartek skierowało do konsultacji projekt ustawy w sprawie nowego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Ma on wdrożyć unijne regulacje dotyczące odpowiedzialności producentów za wprowadzane na rynek opakowania. Chodzi o znowelizowaną dyrektywę odpadową i niektóre rozwiązania dyrektywy SUP (Single-use Plastics). Wejście ustawy w życie planowane jest na 1 stycznia 2023 r.
Operator i nadzór
Wśród zadań NFOŚiGW jako operatora systemu ma być m.in.: gromadzenie środków z tytułu opłaty opakowaniowej (pobieranej przez marszałków województw), a także ich podział i przekazywanie 80 proc. z nich do gmin oraz 2 proc. do nadzorujących system. Jak wskazuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, IOŚ będzie m.in. odpowiedzialny za analizy, na podstawie których minister określi wysokość opłat opakowaniowych. Te będą uiszczać firmy.
Reklama
– Stawki są kluczowe z punktu widzenia zasadności ekonomicznej systemu i jego wpływu na konkurencyjność przedsiębiorstw – zaznacza Gantner. Jak dodaje, w projekcie instytutowi przypisano również bardzo ważny monitoring rynku, w tym analizę kosztów zagospodarowania odpadów opakowaniowych ponoszonych przez uczestników tego rynku. Jego zdaniem są to kluczowe funkcje dla efektywnego funkcjonowania systemu i jego kosztów.
– Nie dziwi nas, że operatorem systemu będzie NFOŚiGW, a nadzór w tej sprawie sprawować mają IOŚ i minister klimatu. W polskich warunkach – przy nastawieniu biznesu tylko na minimalizację kosztów, bez uwzględnienia interesu ogólnego – może to być korzystne, szczególnie na początku – mówi natomiast Filip Piotrowski z organizacji Zero Waste.

Reklama
Opłata opakowaniowa
Według niego po wstępnej analizie trudno jednoznacznie ocenić ten projekt. – Na pierwszy rzut oka zaskakuje, wbrew temu, co mówił minister Ozdoba – że czeskie stawki uwzględnione we wpisie do wykazu prac rządu to „czeski błąd” – w OSR resort ciągle się nimi posługuje. Pozostaje nam liczyć na to, że faktyczne stawki, które określi rozporządzenie, będą adekwatne do potrzeb, czyli wyższe – podkreśla.
– Opłata opakowaniowa odpadów z gospodarstw domowych ma w 80 proc. być przekazywana do gmin. Recyklerzy wyrażają duże obawy w stosunku do tego zapisu, ponieważ gminy powinny skupiać się na realnym recyklingu, a nie tylko na przygotowywaniu odpadów do recyklingu – komentuje z kolei Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia Polski Recykling. Dlatego, jak zapowiada, branża będzie w toku konsultacji postulować ustalenie w ustawie, jaka część z tych 80 proc. będzie musiała być przekazana na recykling, by się on dokonał.
Cieszy go natomiast uwzględnienie takich postulatów recyklerów, jak ekomodulacja. – Firmy, które stosują recyklaty, powinny być mniej obciążone z tytułu opłaty opakowaniowej – argumentuje.
Jak dodaje, recyklerzy z zadowoleniem przyjmują natomiast zapis, że NFOŚiGW 18 proc. środków z opłaty opakowaniowej ma przekazywać na finansowanie inwestycji związanych z recyklingiem. – Luka inwestycyjna w branży odpadowej wynosi obecnie 9 mld zł, dlatego te środki są dla nas niezbędne do odbudowy potencjału polskiego recyklingu – wskazuje.
Organizacje odzysku
Projekt przewiduje też zmiany dotyczące organizacji odzysku opakowań. Zmienia ich nazwę na „organizacje odpowiedzialności producentów” – istniejące organizacje odzysku z mocy prawa staną się OOP. Będą mogły działać na podstawie zezwolenia wydawanego przez ministra klimatu na maksimum 4 lata. Dwukrotnie wzrosnąć ma ich kapitał zakładowy – z 2,5 mln zł do co najmniej 5 mln zł. Będą również musiały zlecać audyt swojej działalności.
– Jesteśmy zadowoleni ze zmiany charakteru i funkcji organizacji odzysku. Był to obszar, w którym dochodziło i dochodzi do nadużyć. OOP wreszcie będą miały konkretne zadania, a jednocześnie 95 proc. ich wpływów będzie przekazywane na sortowanie i recykling. To bardzo ważna deklaracja MKiŚ – uważa Szymon Dziak-Czekan.
Więcej produktów z udziałem recyklatu
Projekt wprowadza możliwość objęcia obowiązkiem udziału recyklatu – w drodze rozporządzenia – opakowań innych niż butelki PET. Dziak-Czekan ocenia to pozytywnie. – Pozwoli to na stworzenie rynku zbytu dla surowców, co jest kluczowe w gospodarce obiegu zamkniętego. Traktujemy to jako ukłon w kierunku recyklerów, pamiętajmy bowiem, że PET to tylko kilkanaście procent surowca wtórnego ze strumienia odpadów – tłumaczy.
Z kolei zdaniem Andrzeja Gantnera to wychodzi poza zakres dyrektywy i wymaga dodatkowej analizy pod względem wpływu na polską gospodarkę.
Co jeszcze niepokoi biznes, a co stronę społeczną?
Jak wskazuje dyrektor generalny PFPŻ, jego obawy to brak zapisów dotyczących mechanizmu kosztu netto, czyli zapisanego w dyrektywie rozwiązania, które umożliwiłoby uwzględnienie w opłatach wprowadzającego dochodów uzyskanych ze sprzedaży zebranego przez system surowca. – To kluczowy mechanizm dla sprawiedliwego rozliczenia kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców. W tej sprawie będziemy proponowali zmiany w ustawie – zapowiada.
Zastanawia go też zapis, że selektywną zbiórkę butelek PET do 3 l przedsiębiorcy będą mogli prowadzić dobrowolnie samodzielnie lub przez organizację odpowiedzialności producentów. – Rodzi to pytanie, czy ministerstwo zarzuciło poparcie dla stworzenia jednego ogólnopolskiego systemu depozytowego, który ma być obowiązkowy dla wszystkich wprowadzających? – zastanawia się ekspert. Jak przekonuje, istnienie na rynku wielu dobrowolnych systemów depozytowych to prosta droga do kompletnego chaosu dla konsumentów i handlu – gdy na jedne butelki będzie depozyt, a na inne nie. – Przestrzegamy przed tym. Będziemy to wyjaśniać z ministerstwem – zaznacza.
Z kolei Filipa Piotrowskiego dziwi zapis, że w opakowaniach z obowiązkowym udziałem recyklatu będzie mogło być go nie więcej niż 30 proc. – To bez sensu, czemu np. nie można użyć przy produkcji butelek 90 proc. surowca wtórnego?
– Niepokoi też zapis, który maksymalną stawkę opłaty opakowaniowej – w części, w której będzie ona trafiała z NFOŚiGW do samorządów – określa na 2 zł za 1 kg. Wydaje się to trochę mało jak na koszty odebrania i zagospodarowania odpadów. Mamy już sygnały ze strony samorządów, że nie są zadowolone z tak niskiej stawki – mówi.
Zapłacą konsumenci
Resort przyznaje, że można oczekiwać negatywnego finansowego wpływu nowych przepisów na obywateli. Według niego koszty wynikające z ROP zostaną zapewne wliczone do cen produktów w opakowaniach. Jednocześnie wskazuje jednak na to, że wnoszona przez przedsiębiorców opłata opakowaniowa dofinansuje koszty zagospodarowania odpadów w gminach, co spowoduje zmniejszenie opłat wnoszonych z tego tytułu przez mieszkańców.
Zdaniem Filipa Piotrowskiego w ostatecznym rozrachunku konsumenci poniosą koszty, ale nie będą one potężne, będzie to kilka, może kilkanaście groszy. – To jednak zachęta do stosowania bardziej ekologicznych, np. wielorazowych opakowań. Przy sensownie wprowadzonej ekomodulacji, która będzie promowała opakowania wielorazowe, koszty te mogą być nawet niezauważalne dla klientów – przekonuje.
W ocenie Andrzeja Gantnera skala wzrostów cen produktów zależeć ma od tego, czy system ten będzie ekonomicznie uzasadniony i efektywny środowiskowo. – Biorąc pod uwagę to, jak kluczowe są ceny żywności dla polskiego społeczeństwa, liczymy na konstruktywny dialog z MKIŚ nad niezbędnymi poprawkami do ustawy, które pozwolą spełnić ten cel – akcentuje. ©℗
opinia

Gminy się cieszą, producenci – nie

Katarzyna Barańska partner, liderka działu Infrastruktura i Środowisko w kancelarii Kochański i Partnerzy
Po lekturze projektu można się zastanawiać, czemu ministerstwo tak długo zwlekało z jego publikacją, skoro główne założenia systemu były pokazane już 1,5 roku temu, a ostatnio powtórzone w założeniach do ustawy; od tego czasu niewiele się w koncepcji zmieniło.
Zaproponowane w projekcie rozwiązania mają w zasadzie charakter wyłącznie fiskalny i nie przewidują organizacyjnego angażowania producentów w działanie systemu, co branża od dawna postulowała. Wprowadzają obowiązek ponoszenia opłat. Projekt nie wskazuje jednak jasnych mechanizmów ich naliczania, te mają znaleźć się m.in. w rozporządzeniu. Przywołuje doświadczenia europejskie, nie wskazując uzasadnienia dla wybranych i omawianych przykładów Holandii, Szwecji czy Czech – demograficznych, statystycznych czy innych. Dość zaskakująco, przy lichych i mało precyzyjnych rozwiązaniach systemowych, projekt dokładnie akcentuje konieczność wprowadzenia ułatwień dla rozwoju rynku toreb na zakupy z tworzyw sztucznych ulegających biodegradacji. Nie wymaga tego dyrektywa odpadowa ani plastikowa, a zatem można się zastanawiać, dlaczego temu tematowi nadano teraz aż tak wysoką rangę.
Fundamentalnej zmianie ma także ulec dotychczasowy sposób działania organizacji odzysku, które mają się przekształcić w organizacje odpowiedzialności producentów oraz spełnić nowe, wyśrubowane mocno wymagania. Jest to grupa, która teraz będzie musiała mocno zawalczyć o utrzymanie status quo oraz jasno przypomnieć swoją niewątpliwie istotną rolę w systemie.
Niekwestionowanym beneficjentem proponowanych rozwiązań będą gminy, pozostaje tylko kluczowe pytanie, czy my konsumenci – także.
Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji