Reforma sprzed 18 lat tak naprawdę zniszczyła ład przestrzenny w Polsce i jest najwyższy czas na zmianę tego stanu rzeczy – mówi DGP wiceminister rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka. Odnosi się też do, opisanych przez nas w lutym, zarzutów ze strony krytyków koncepcji.
– Reforma planowania przestrzennego to ogromny projekt. Zmiana w tym obszarze uznawana jest za konieczność przez każdego, z kim rozmawiam. Jednak za każdym razem, gdy przystępowano do prac w tej sprawie, pojawiały się głosy: „Po co cokolwiek zmieniać, już jesteśmy przyzwyczajeni do tej rzeczywistości. Reforma jest trudna, mamy problemy z infrastrukturą, ale jakoś to działa”. To wszystko powoduje, że mam jeszcze więcej determinacji do tego, by tę reformę wreszcie przeprowadzić. Niemal od początku wejścia w życie, w 2003 r., obecnie obowiązującej regulacji rozmawiamy o tym, jak niedoskonałe jest to prawo – zaznacza Anna Kornecka.
Czy gminy udźwigną finansowanie planów?
Przemysław Dziąg, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich, w lutowej rozmowie z DGP wyrażał wątpliwości co tego, czy gminy będzie stać na przygotowanie planów. Podobnie Agnieszka Hryniewiecka-Jachowicz, członkini zarządu Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych. Na naszych łamach wyraziła wtedy nadzieję, że rząd zapewni możliwość realizacji planów zagospodarowania przestrzennego, bo gdyby gminy miały przygotowywać plany z budżetów, którymi dysponują obecnie, to mamy duży znak zapytania.
– Sukces MRPiT w postaci wpisania finansowania zadań z zakresu planowania przestrzennego do Krajowego Planu Odbudowy i zapewnienia na ten cel prawie 1 mld zł jest bezprecedensowy. Reforma to bowiem nie tylko zmiana ustawy na poziomie krajowym, ale też wdrożenie tych zmian na poziomie gmin, którym powierzono władztwo planistyczne, jednak nie poszły za tym pieniądze. Dlatego dla nas niezwykle ważne jest zapewnienie samorządom środków na wdrożenie reformy planowania przestrzennego – zapewnia Anna Kornecka.
Jak wyjaśnia, z KPO wynika, że planowane jest przekształcenie obecnie obowiązujących planów w nowe dokumenty planistyczne jako osobną kategorię. Po to, by premiować te samorządy, które do tej pory podejmowały aktywność planistyczną.
Do tych argumentów odnosi się Joanna Sebzda-Załuska, radca prawny, partner GWW, opiekun praktyki Proces inwestycyjny. – Jeśli aktualnie udało się zabezpieczyć środki na wsparcie gmin na potrzeby wdrożenia przyszłej reformy w kwocie prawie 1 mld zł, to można zastanowić się, czy te środki przeznaczyć na bieżące wsparcie gmin w opracowywaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Wówczas udałoby się zmarginalizować tak przez wszystkich krytykowaną decyzję o warunkach zabudowy i zwiększyć rolę inwestowania w oparciu na miejscowych planach. Co przy tym kluczowe, uniknęlibyśmy kosztownej, wieloletniej reformy i znacznie szybciej osiągnęlibyśmy efekt w postaci kształtowania przestrzeni w oparciu na aktach prawa miejscowego, a nie decyzji administracyjnych. Inne natomiast niedoskonałości i braki ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym można byłoby usunąć poprzez nowelizację tej ustawy, gdyż rzeczywiście wiele zagadnień wymaga zmian. Pytanie też, czy rynek będzie w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na usługi urbanistyczne, które pojawi się wraz z koniecznością opracowywania planów ogólnych i planów zabudowy – komentuje prawniczka.
Obawy o likwidację WZ
Przemysław Dziąg mówił też, że w efekcie likwidacji WZ może dojść do istotnego ograniczenia podaży mieszkań. Przekonywał, że likwidacja ta z całą pewnością negatywnie odbije się na realizacji Narodowego Planu Mieszkaniowego, zakładającego budowę brakujących 2 mln mieszkań i osiągnięcie średniej europejskiej 435 mieszkań na 1000 osób. Likwidację decyzji o warunkach zabudowy krytykował też na naszych łamach Grzegorz A. Buczek, architekt, urbanista, ekspert rynku nieruchomości.
I na te zarzuty wiceminister Kornecka ma odpowiedź. – Nie obawiałabym się, że likwidacja decyzji o warunkach zabudowy zmniejszy podaż mieszkań i sprawi, że nie uda się zrealizować celów Narodowego Planu Mieszkaniowego. Zakładam, że reforma planowania przestrzennego zostanie uchwalona do końca 2022 r., jednak będzie ona wdrażana stopniowo, łagodnie. Stary system będzie płynnie przechodził w nowy. Istniejący dzisiaj system, oparty na planach miejscowych i decyzjach o warunkach zabudowy, jeszcze będzie nam przez jakiś czas towarzyszył, więc wszystkie inwestycje zaplanowane na podstawie starych przepisów będą mogły zostać zrealizowane – zaznacza.
Jak wskazuje, kolejny wniosek, który płynie z doświadczeń ustawy z 2003 r., to konieczność zapewnienia płynnego przejścia z jednego porządku na nowy. Poprzednio stare plany miejscowe utraciły obowiązującą moc. – Projektując nasze przepisy, mamy na uwadze to, by tego nie powtórzyć – podkreśla.
Na krytykę planów reformy odpowiada też Mariusz Ścisło, architekt, były prezes SARP, członek Głównej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. – Nie jest prawdą, że nowa ustawa likwiduje możliwość budowania na podstawie WZ. Po pierwsze dlatego, że będzie vacatio legis, a po drugie dlatego, że tam, gdzie nie będzie planów, dostępna będzie nowa formuła decyzji lokalizacyjnych, które eliminują wady decyzji o warunkach zabudowy, m.in. precyzują, w jakich warunkach można wydawać decyzje lokalizacyjne poza planem – wyjaśnia architekt.
Cel to zapobieganie rozlewaniu się miast
Jak dodaje ekspert SARP, nowe regulacje mają też wprowadzić jeszcze jedno narzędzie – zintegrowany projekt inwestycyjny, który będzie lepszym narzędziem do uwolnienia terenów pod zabudowę, np. na gruntach niemających statusu terenów poprodukcyjnych, jak np. zajezdnie komunikacji miejskiej czy składy magazynowe itp. Ścisło tłumaczy, że nie są to tereny poprodukcyjne, więc nie podlegają pod specustawę mieszkaniową, a częstokroć zajmują ogromne obszary w centrum miast i aż się prosi, by przeznaczyć je pod zabudowę mieszkalną. – Szukamy narzędzi, które pozwalają uwolnić tereny pod budownictwo mieszkaniowe w miastach, tam, gdzie jest infrastruktura techniczna, jako przeciwdziałanie rozlewaniu się zabudowy na tereny pozamiejskie – wskazuje.
Na ten aspekt zwraca też uwagę wiceminister Kornecka. – Spodziewam się, że efektem reformy będzie uporządkowanie przestrzeni. Pracując nad uwolnieniem gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, chcemy, by inwestorzy przenieśli swoją uwagę na tereny przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe, a przestali budować pod lasem, na obrzeżach miast, w miejscach do tego nieprzeznaczonych i generując ogromne korki oraz problemy z inną infrastrukturą – mówi przedstawicielka resortu rozwoju.
Reforma systemu planowania przestrzennego miała być przedmiotem wczorajszego posiedzenia Głównej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej z udziałem wiceminister Anny Korneckiej. Omawiane miały być wnioski z prowadzonych w ostatnich tygodniach konsultacji planów reformy. Dotyczyły one szczególnie standardów urbanistycznych i planu ogólnego. Do czasu zamknięcia tego wydania DGP konkluzje spotkania nie były jeszcze znane. ©℗
Mazowsze liderem