Uchwała SN ułatwi dochodzenie roszczeń wykonawcom, którzy powinni wygrać przetarg, ale stracili na to szansę z powodu bezprawnych decyzji zamawiających. Na etapie samego postępowania przysługuje im prawo wnoszenia odwołań do KIO. Zdarza się jednak, że z jakichś względów z niego nie mogą lub nie chcą skorzystać. Tak było też w sprawie, której dotyczyło zagadnienie prawne przedstawione SN. Chodziło o przetarg na szkolenia, w którym odrzucono najkorzystniejszą ofertę. Przedsiębiorca, który ją złożył, wniósł odwołanie, ale nie zostało ono rozpoznane, gdyż zamawiający sam uwzględnił zarzuty. Tyle że nie zawarł umowy. Po zmianie składu komisja przetargowa wybrała inną ofertę i zamówienie trafiło w ręce konkurencji. Przegrana firma złożyła kolejne odwołanie, ale ostatecznie je wycofała. Potem jednak postanowiła dochodzić sprawiedliwości przed sądem. W pierwszej instancji sąd oddalił pozew o odszkodowanie uznając, że wykonawca powinien wcześniej wyczerpać drogę odwoławczą, a więc wnieść odwołanie do KIO i ewentualnie skargę do sądu (wyrok z 17 października 2018 r., sygn. akt IC 1181/17).
Zdaniem dr Anety Wali, adwokat reprezentującej firmę domagającą się odszkodowania, taka wykładnia w praktyce pozbawia wykonawców drogi do sądu. Choćby ze względu na koszty. Jak wyliczyła prawniczka wpis od odwołania i opłacenie ewentualnej skargi kosztowałoby 90 tys. zł. Roszczenie opiewało na niewiele większą kwotę, bo 107 tys. zł. Argumentów było jednak więcej. Choćby taki, że czasem wniesienie odwołania jest po prostu niemożliwe. Na przykład, gdy zamawiający zwyczajnie zignorował przepisy, nie zorganizował przetargu i udzielił zamówienia poza ustawą – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1843 ze zm.) albo gdy wykonawca dowiedział się o naruszeniu po czasie, np. z wyników kontroli Urzędu Zamówień Publicznych.