Sytuacja, którą dziś opisujemy, może się zdarzyć w niejednej firmie: prezes płaci firmową kartą, ale nie dostarcza księgowości faktur, tylko składa oświadczenia, że kupował bez rachunku. Księgowe boją się o posadę, więc ewidencjonują wydatki na podstawie oświadczeń. Czy to dopuszczalne?

Formalnie nie. Ustawa z 29 września 1994 r. o rachunkowości (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 217; ost.zm. Dz.U. z 2022 r. poz. 1488) przewiduje tylko nieliczne wyjątki zezwalające na księgowanie wydatków na podstawie wewnętrznych dowodów księgowych. Sądy z reguły w takich sytuacjach orzekają, że doszło do naruszenia prawa, niezależnie oczywiście od najistotniejszej kwestii - wyrządzenia spółce (fundacji) przez jej prezesa szkody majątkowej. Najnowsze zarządzenie Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum - z 3 listopada 2022 r. (sygn. akt IX P 84/21) - odbiega od tej wykładni, co samo w sobie zasługuje na zainteresowanie. Nawet jeśli rozstrzygnięcie sądu (nieprawomocne) może wydawać się kontrowersyjne, to uświadamia inną istotną rzecz - jak ważne są wewnętrzne procedury w firmie.

Pół miliona złotych

Spór w tej sprawie był wielowątkowy, ale z punktu widzenia księgowych najważniejszy był wątek dotyczący dokumentowania wydatków. Chodziło o byłego już prezesa, który w czasie zatrudnienia w spółce korzystał ze służbowej karty płatniczej. Miał przyznany miesięczny limit wydatków na poziomie 50 tys. zł, a później 100 tys. zł. Ogółem przez trzy lata zapłacił kartą ponad 1,1 mln zł. W ten sposób opłacał m.in. usługi gastronomiczne podczas spotkań z kontrahentami, noclegi w hotelach, transport, parkowanie, zakup upominków. Spółka dopiero po rozstaniu z prezesem zaczęła bliżej przyglądać się jego wydatkom, ich celowości oraz sposobowi udokumentowania. Stwierdzono m.in., że na dowodach dokumentujących wizyty prezesa w restauracjach nie wskazano, z kim się on spotykał i po co. Podobnie było z zakupem upominków dla kontrahentów - nie wiadomo było, kto konkretnie je dostawał i w jakim celu. Ostatecznie spółka zażądała od byłego prezesa zwrotu ponad pół miliona złotych.

Wewnętrzne zarządzenie

W opisywanej sprawie na trzy lata przed rozstaniem z prezesem w spółce przyjęto zarządzenie, w którym uregulowano zasady wydawania pracownikom, w tym członkom zarządu, służbowych kart płatniczych. Zarządzenie wprowadzało miesięczne limity wydatków dla poszczególnych rodzajów stanowisk - dla prezesa wynosił on najpierw 50 tys. zł miesięcznie, potem wzrósł do 100 tys. zł. Ponadto zarządzono, że każda transakcja, czy to krajowa, czy zagraniczna, musi być udokumentowana fakturą lub innym dowodem potwierdzającym poniesione koszty. Brak udokumentowania wydatku miał oznaczać dla użytkownika karty obowiązek zwrotu pieniędzy. Spółka miała je potrącać z wynagrodzenia za pracę, zasiłku chorobowego i innych wypłacanych przez nią świadczeń.
W kwestii obiegu dokumentów zarządzenie odwoływało się do wewnętrznej firmowej instrukcji, a ta powtarzała w zasadzie (z niewielkimi wyjątkami) to, co wynika z ustawy o rachunkowości (art. 20 i 21). Stanowiła więc, że podstawą zapisów w księgach rachunkowych są dowody księgowe stwierdzające dokonanie operacji gospodarczej (dowody źródłowe). Uznawała za nie również dowody zastępcze - wystawione do czasu otrzymania zewnętrznego obcego dowodu źródłowego (np. faktury). Jednocześnie przewidywała, że jeżeli nie będzie można uzyskać zewnętrznych obcych dowodów źródłowych, to w uzasadnionych przypadkach członek zarządu (dyrektor departamentu lub innej jednostki biznesowej) może zezwolić na udokumentowanie operacji gospodarczej za pomocą księgowych dowodów zastępczych sporządzanych przez osoby dokonujące danej operacji.
Z instrukcji - analogicznie jak z ustawy o rachunkowości - wynikało, że dowód księgowy powinien zawierać co najmniej:
  • określenie rodzaju dowodu i jego numeru identyfikacyjnego;
  • określenie stron (nazwy, adresy) dokonujących operacji gospodarczej;
  • opis operacji oraz jej wartość, jeżeli to możliwe określoną także w jednostkach naturalnych;
  • datę dokonania operacji, a gdy dowód został sporządzony pod inną datą - również datę sporządzenia dokumentu;
  • podpis wystawcy dowodu oraz osoby, której wydano lub od której przyjęto składniki majątkowe;
  • stwierdzenie sprawdzenia i zakwalifikowania dowodu do ujęcia w księgach rachunkowych przez wskazanie miesiąca księgowania oraz sposobu ujęcia dowodu w księgach rachunkowych wraz z podpisem osoby odpowiedzialnej za te wskazania.

Audyt w spółce

Po rozstaniu się spółki z prezesem jej nowy zarząd zlecił przeprowadzenie audytu wydatków opłaconych służbowymi kartami płatniczymi przez ostatnie trzy lata. Objęto nim 46 osób, w tym byłego prezesa, ale ten nie odbierał korespondencji i w efekcie nie złożył żadnych wyjaśnień. W raporcie z audytu wytknięto wiele wad w wewnętrznych regulacjach obowiązujących w spółce, mimo że te były w zasadzie niemal kalką przepisów ustawowych. Główną nieprawidłowością firmowego zarządzenia był - według audytorów - brak jednoznacznego zakazu używania kart w celach prywatnych. Nie określało ono również, jakiego rodzaju towary i usługi mogą być opłacane za pomocą kart. W rezultacie - jak stwierdzono - w spółce panowała dowolność w wydatkowaniu pieniędzy za pomocą służbowych kart płatniczych. Opisy zamieszczane na dowodach księgowych były tak lakoniczne, że nie zawsze można było ustalić związek danej transakcji z wykonywaniem obowiązków służbowych. Czasem budziło to podejrzenie, że takiego związku w ogóle nie ma. Dotyczyło to szczególnie upominków dla kontrahentów oraz spotkań z kontrahentami.
Źródłem problemu było to, że pod względem merytorycznym dowody księgowe badały osoby będące podwładnymi dysponentów kart, w tym i prezesa. Same potem przyznały, że nie czuły się władne kwestionować wydatków kierownictwa.

Na podstawie oświadczeń

Wiele ww. wydatków było udokumentowanych tylko oświadczeniem złożonym przez użytkownika służbowej karty. Takie oświadczenia były akceptowane przez księgowe w spółce, które uznawały je za księgowy dokument zastępczy. Z tego sposobu dokumentowania wydatków korzystał także prezes.
Jeśli na potwierdzenie wydatku nie miał rachunku ani faktury, to spisywał oświadczenie, że kupił bez rachunku. Audyt wykazał, że na ponad 1,1 mln zł transakcji opłaconych przez prezesa służbową kartą płatniczą (w badanym trzyletnim okresie) prawie 78 tys. zł było udokumentowanych tylko złożonym przez niego oświadczeniem. Księgowe to akceptowały, mało tego - bały się go spytać, komu został przekazany upominek albo z kim prezes spotkał się w restauracji.
Ostatecznie w wyniku wewnętrznego audytu zakwestionowano wydatki na:
  • prawie 78 tys. zł, ponieważ były one udokumentowane jedynie oświadczeniami prezesa o zakupie bez uzyskania rachunku;
  • zakup upominków na ponad 90 tys. zł z powodu braku wskazania, komu zostały one wręczone;
  • zakup usług gastronomicznych na kwotę prawie 454 tys. zł, ponieważ na dokumentach nie wskazano, z kim prezes się spotkał i po co;
  • ponad 19 tys. zł z tytułu wyjazdów poza siedzibę spółki (w przeważającej części zagranicznych), ponieważ albo nie wystawiono dokumentu polecenia wyjazdu służbowego, albo nie wskazano służbowego celu wyprawy.
Ostatecznie spółka podliczyła swoje roszczenia i zażądała od prezesa zwrotu prawie 560 tys. zł. W tym celu wystawiła notę obciążeniową. Nigdy jednak nie doczekała się spłaty, zaczęła więc sukcesywnie potrącać swoją wierzytelność z wierzytelności prezesa z tytułu wynagrodzenia za zakaz konkurencji. Przy czym za każdym razem przed potrąceniem za dany miesiąc obliczała, potrącała i wpłacała do urzędu skarbowego zaliczkę na podatek dochodowy.

Błąd za błędem

Pozew do sądu złożył prezes. Domagał się wypłaty umówionego wynagrodzenia za zakaz konkurencji. I wygrał. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum orzekł, że w świetle wewnętrznych regulacji obowiązujących w spółce nie było podstaw do obciążenia prezesa obowiązkiem zwrotu wydatków poczynionych przy użyciu służbowej karty płatniczej.
Sąd zwrócił uwagę na to, że choć zarządzenie nakazywało, by każda transakcja opłacana za pomocą służbowej karty była udokumentowana fakturą lub innym dowodem potwierdzającym poniesione koszty, to nie precyzowało, co rozumieć przez „inny dokument”. Nie odsyłało też w tym zakresie do innych regulacji wewnętrznych. Co prawda nawiązywało do wewnętrznej firmowej instrukcji, ale wyłącznie w kwestii obiegu faktur.
„Takie ujęcie sposobu dokumentowania transakcji płatniczych przy użyciu służbowej karty płatniczej nie obligowało użytkowników kart do wykazywania transakcji wyłącznie przy pomocy dokumentów księgowych. Dowód transakcji mogło stanowić zwykłe oświadczenie ustne lub pisemne użytkownika” - skonstatował sąd. Wytknął też, że w zarządzeniu pominięto, co powinno znaleźć się w treści „innego dowodu potwierdzającego poniesione koszty”. Mowa była tylko o dokumentowaniu wydatków, ale nie o ich uzasadnianiu, wyjaśnianiu celowości. Również przewidziany w zarządzeniu tryb weryfikacji obejmował wyłącznie rodzaj transakcji i jej kwotę. Użytkownicy karty nie mieli więc obowiązku uzasadniać celu skorzystania z usługi czy zakupu towaru - stwierdził sąd.
Wziął pod uwagę to, że w pewnym momencie główny księgowy i dyrektor departamentu wystosowali do wszystkich komórek organizacyjnych pismo, w którym odnieśli się do kwalifikowania wydatków na zakup usług gastronomicznych pod kątem podatkowym. Ale był to jedyny dowód, w którym mowa o opisywaniu celu spotkania z kontrahentem oraz jego danych - zauważył sąd. Poza tym - wytknął sąd - było to zwykłe pismo adresowane do wszystkich jednostek organizacyjnych spółki, nie miało ono charakteru normatywnego. Tak też zresztą ocenił je zespół audytowy.
Sąd zwrócił też uwagę na to, że w samej instrukcji zgodzono się na dowody zastępcze sporządzone przez osoby dokonujące operacji (w tym używające firmowej karty płatniczej). Co prawda ustawa o rachunkowości nie pozwala na dokumentowanie dowodami zastępczymi zakupów opodatkowanych VAT (oraz skupu metali nieżelaznych od ludności), ale - jak ocenił sąd - zakaz ten ma znaczenie wyłącznie podatkowe. „Zastosowanie dokumentu zastępczego niezgodnie z ustawą skutkuje wyłącznie tym, że wydatek nie może zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu. Natomiast żadne normy nie wiążą z tym dalej idących konsekwencji, w tym nieważności samej transakcji czy uznania jej za nieuzasadnioną” - stwierdził szczeciński sąd.
Ostatecznie orzeczono, że prezes dokumentował wydatki opłacone służbową kartą zarówno dokumentami źródłowymi, jak i dokumentami zastępczymi, czyli zgodnie z procedurami obowiązującymi w spółce.

Brak podstawy do potrącenia

Sąd wziął pod uwagę to, co w podobnej sprawie orzekł 10 czerwca 2021 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt III PSKP 19/21). SN stwierdził: „Powód, rozliczając się z powierzonego mu mienia w postaci pieniędzy pobranych z karty płatniczej, powinien wykazać, że zostały one wydatkowane zgodnie z ich przeznaczeniem, a więc na cele służbowe. Niewykazanie tego faktu oznacza nierozliczenie się z powierzonego mienia. Ciężaru dowodowego w tym zakresie nie można przerzucać na pracodawcę i żądać od niego wykazania, że pobrane z karty płatniczej pieniądze zostały wydatkowane na cele inne niż służbowe, skoro pracownik nie wykazał służbowego przeznaczenia owych wydatków”.
Szczeciński sąd podkreślił jednak, że w tamtej sprawie doszło do złożenia powodowi oświadczenia o potrąceniu. Natomiast w tej spółka tego nie zrobiła. Wystawiona przez nią nota nie zawiera oświadczenia o potrąceniu, a tylko wezwanie do uregulowania żądanej kwoty. Nie ma więc potrzeby rozważania, czy wierzytelność spółki istnieje - podsumował sąd.

Oświadczenie tylko przejściowo

Inny był finał sprawy zakończonej wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 6 października 2020 r. (sygn. akt I ACa 578/19). Sądy obu instancji, które się nią zajmowały, zakwestionowały 94 oświadczenia sporządzone przez prezesa fundacji, mimo że wymieniono w nich przeznaczenie środków, opatrzono datą i podpisem. Opisy były jednak na tyle lakoniczne, że nie można było sprawdzić, czy wydatek rzeczywiście został poczyniony na cel wskazany w oświadczeniu, a jeśli nawet, to czy faktycznie był to wydatek na cel statutowy fundacji. Prezes nie potrafił nawet wskazać, komu konkretnie były przekazywane sprzęt sportowy i odzież, kto korzystał z finansowanej przez fundację rehabilitacji, usług transportowych, kto był beneficjentem takich zakupów jak aplikacja do śledzenia meczów czy akcesoria do telefonu.
Sądy I i II instancji uznały, że co prawda art. 20 ust. 3 pkt 3 ustawy o rachunkowości dopuszcza księgowe dowody zastępcze, ale - jak podkreśliły - tylko do czasu otrzymania zewnętrznego obcego dowodu źródłowego. Zgodnie z art. 20 ust. 4 księgowe dowody zastępcze mogą potwierdzać dokonanie operacji gospodarczej tylko w razie uzasadnionego braku możliwości uzyskania zewnętrznych obcych dowodów źródłowych. W tej sprawie tak nie było, bo prezes mógł postarać się o zewnętrzne dowody źródłowe.
Mówiąc o tych dowodach, sądy najwyraźniej miały na myśli faktury, bo co do 37 paragonów dostarczonych przez prezesa wypowiedziały się jasno: paragon nie spełnia wymogów dokumentu księgowego, ponieważ z jego treści nie wynika chociażby, kto jest nabywcą towaru lub usługi. Prezes nie przedstawił natomiast żadnych innych dowodów, które potwierdzałyby, że złożone przez niego paragony rzeczywiście dotyczą zakupów związanych z prowadzeniem spraw fundacji i realizacją jej celów statutowych.

Polityka nie chroni

Sądów nie przekonał argument prezesa, że w obowiązującej w fundacji polityce rachunkowości nie było regulacji, które nakładałyby na członka zarządu obowiązek właściwego dokumentowania oraz opisywania poczynionych wydatków. Ani polityka rachunkowości, ani żaden inny akt prawny nie zwalnia z obowiązku prawidłowego prowadzenia zapisów księgowych - orzekły. Podkreśliły, że powinien o to zadbać sam prezes, bo to on kieruje działalnością fundacji i zarządza jej sprawami majątkowymi, w tym dysponuje pieniędzmi pozyskanymi przez fundację od osób trzecich. W rezultacie sądy obu instancji nie znalazły podstaw, aby przyjąć, że wydatki udokumentowane jedynie paragonami lub oświadczeniami zostały poczynione w związku z działalnością fundacji i realizacją jej celów statutowych. Co więcej, sąd apelacyjny nie zgodził się z sądem okręgowym nawet co do oceny wydatków udokumentowanych fakturami. Sąd I instancji był zdania, że skoro prezes przedstawił do rozliczenia faktury, to nie można zarzucać mu niewłaściwego rozliczenia się z tych wydatków. Sąd apelacyjny stwierdził jednak, że prezes w żaden sposób nie wykazał, iż galanteria skórzana (której zakup udokumentowano fakturami) w jakikolwiek sposób trafiła do osób, które fundacja miała wspomagać. W rezultacie również nie zaakceptował tych dowodów.
Oba sądy zgodnie orzekły: jeżeli członek zarządu fundacji w ramach prowadzenia jej spraw podejmuje należące do niej pieniądze, to ma obowiązek rozliczyć się z nich zgodnie z zasadami prowadzenia rachunkowości i wykazać, że przeznaczył je na cele fundacji. A jeśli pobrane przez niego kwoty są wyższe od kosztów związanych z działalnością fundacji, to musi je zwrócić, chyba że udowodni, iż zachodzą okoliczności uwalniające go od tej powinności.

W podatku dochodowym…

Konstatacje sądów potwierdzają również interpretacje wydawane przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Z reguły dotyczą one kwestii podatkowych, ale bywa, że punktem wyjścia są przepisy o rachunkowości. W jednej z takich interpretacji - z 20 kwietnia 2018 r. (nr 0113-KDIPT2-1.4011.132.2018.1.AP) - dyrektor KIS stwierdził: „w sytuacji zakupu na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej części samochodowych od osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, nie jest możliwe uznanie za samodzielny dowód księgowy, właściwy do wprowadzenia poniesionego kosztu do ksiąg rachunkowych, dowodu o nazwie «dowód zakupu części samochodowych» (sporządzony przez samego podatnika -red.). Nie można w tym przypadku uznać, że ww. dowód spełnia wymogi określone w art. 21 ust. 1 ustawy o rachunkowości, skoro nie zawiera on określenia obu stron, które transakcję zawarły.”
Dyrektor KIS dodał natomiast, że jeżeli przedsiębiorca będzie posiadał również inne dowody, w tym potwierdzenia przelewów na konta sprzedawców, i będą one stanowić załącznik do sporządzonego przez niego „dowodu zakupu części samochodowych”, to wszystkie te dokumenty łącznie mogą stanowić podstawę do wprowadzenia poniesionego wydatku do ksiąg rachunkowych. W konsekwencji - dodał organ - pozwolą na uznanie wydatku za koszt uzyskania przychodu. Ustawy o podatkach dochodowych nie wymagają bowiem, aby wydatek był koniecznie udokumentowany fakturą.

…i w VAT

Takiego wyboru nie ma w VAT. - Jedynie dokument w postaci faktury uprawnia do pomniejszenia podatku należnego o podatek naliczony na zasadach z art. 86 ust. 1 ustawy o VAT - zwraca uwagę Kinga Masilunas, doradca podatkowy, radca prawny w zespole ds. CIT w KPMG w Polsce.
Oczywiście - dodaje - skorzystanie z obniżenia VAT jest uprawnieniem podatnika, a nie jego obowiązkiem. Jeśli nie dojdzie do uszczuplenia zobowiązania podatkowego spółki, to nie zostaną wypełnione przesłanki odpowiedzialności karno-skarbowej prezesa. - Niemniej może się on w takiej sytuacji narazić na odpowiedzialność cywilną z powodu działania na szkodę spółki - zwraca uwagę ekspertka. Jako podstawę prawną przywołuje art. 293 i 483 ustawy z 15 września 2000 r. - Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1467; ost.zm. Dz.U. z 2022 r. poz. 2436). Oba te przepisy stanowią, że członek zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej oraz likwidator odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami umowy (statutu) spółki, chyba że nie ponosi winy.

Jak to zaksięgować

Po stwierdzeniu, że prezes spółki, płacąc służbową kartą, faktycznie działał na szkodę spółki, należy na podstawie decyzji kierownika jednostki o obciążeniu byłego prezesa zaksięgować to na kontach: Wn „Pozostałe rozrachunki z pracownikami”, Ma „Rozliczenie niedoborów i szkód”. A następnie, gdyby się okazało, że nie uiści ww. kwot, to trzeba zaksięgować je Wn „Pozostałe koszty operacyjne”, Ma „Pozostałe rozrachunki z pracownikami”.
Gdy były prezes uiści brakującą kwotę, powinno to znaleźć odzwierciedlenie na kontach: Wn „Rachunek bankowy”, Ma „Pozostałe rozrachunki z pracownikami”. ©℗

opinia eksperta

Księgowy musi być odporny na naciski
dr Katarzyna Trzpioła ekspertka z zakresu finansów i rachunkowości, Wydział Zarządzania UW / nieznane
Sytuacja, gdy koszty są dokumentowane w sposób niewłaściwy, niestety nie jest rzadka. Wynika to z wielu czynników. Moim zdaniem przede wszystkim obawy księgowych przed konsekwencjami niewykonania polecenia przełożonego. Odmowa ujęcia wydatków nieudokumentowanych w kosztach jednostki, brak rozliczenia osób zajmujących wyższe stanowiska rodzą obawy o utratę pracy czy inne konsekwencje służbowe. Pokutuje myślenie, że przecież to „spółka prezesa”, on jest też wspólnikiem. To prawda, czasem tak jest, ale przecież w sytuacji, gdy mamy odrębną formę organizacyjną prawną, poprzez naruszenie przepisów ktoś zawsze działa na szkodę - czy spółki, czy pozostałych wspólników, o Skarbie Państwa nie wspomnę.
Przyczyną takiego staniu są też niedoskonałe procedury kontroli wewnętrznej. Brak doprecyzowania tego, jak powinny być opisane dokumenty, akceptacja dokumentów niezatwierdzanych przez osoby merytoryczne to najczęstsze uchybienia w tym zakresie. Niestety często też przykłada się wagę przede wszystkim do rozliczeń podatkowych i dba o to, aby nie zaliczyć takich niepewnych kwot do kosztów uzyskania przychodów. Jednocześnie - nie bacząc na wynik finansowy jednostki - ujmuje się te koszty jako koszty rachunkowe.
Pokutuje też podejście zakładające, iż są to zwykle niewielkie kwoty, wydatki, które są nieznaczące. Zapomina się tylko o skali i częstotliwości takich nieprawidłowości. Osoby zajmujące najważniejsze miejsca w spółce, dokonujące takich wydatków, często też nie mają świadomości, iż dokonywanie wydatków na cele prywatne jest postępowaniem nieetycznym. Często są to osoby, które wcześniej prowadziły działalność gospodarczą, a tam nie ma bezpośredniego rozgraniczenia między środkami pieniężnymi firmy a prywatnymi. Różnica jest w rozliczeniu kosztów z punktu widzenia podatkowego. Potem, gdy zajmują kierownicze stanowiska w różnych spółkach, trudno im zrozumieć, że w tym wypadku następuje rozdzielność miedzy zasobami jednostki a prywatnymi. Trudno im też zrozumieć, że w księgach rachunkowych - inaczej niż w podatkowej księdze przychodów i rozchodów - musi być ujęta każda operacja gospodarcza.
W przypadku gdy księgowy otrzyma dokumenty, z których wynika, iż wydatek ma charakter prywatny, albo trudno stwierdzić jego związek z działalnością firmy, należy ująć taką operację jako rozrachunki z osobą dokonującą takiego wydatku. Nie będzie to wtedy koszt dla jednostki w rachunkowości, nie będzie więc on w sposób nieuzasadniony obciążał wyniku finansowego jednostki. Ujęcie ww. wydatku jako należności od prezesa lub innej osoby realizującej tę operację pozwoli też zaobserwować skalę zjawiska. Przyrastająca kwota należności wynikająca z nierozliczonych zaliczek, pobrań gotówki z bankomatu czy płatności firmowymi kartami płatniczymi będzie sygnalizowała, iż w tym obszarze pojawia się potrzeba ściślejszej kontroli. Kwoty kumulujące się jako nierozliczone należności mogą być również zinterpretowane jako pożyczka udzielona (lub tzw. depozyt nieprawidłowy) przez spółkę prezesowi czy innej osobie, a to rodzi już obowiązki na gruncie podatku od czynności cywilnoprawnych. Sama wysokość podatku od czynności cywilnoprawnych - 0,5 proc. - nie jest wysoka, bardziej dolegliwe są konwencje w postaci obowiązku zgłaszania takich pożyczek fiskusowi i to przy każdorazowej wypłacie środków. Za zgłoszenie oraz rozliczenie podatku odpowiada pożyczkobiorca.
Od wielu lat przez organizacje zrzeszające księgowych są prowadzone działania mające na celu podniesienie poziomu świadomości dotyczących różnych obszarów nieprawidłowości oraz kształtowania postaw etycznych wśród osób zajmujących się szeroko rozumianymi zagadnieniami finansów i rachunkowości. Stowarzyszenie Księgowych w Polsce już wiele lat temu opracowało kodeks etyki, ponadto na kursach i zajęciach doszkalających dla księgowych podkreślana jest rola uczciwości i odporności tych osób na naciski. ©℗