statystyki

Jaka będzie polityczna przyszłość Donalda Tuska

autor: Grzegorz Osiecki16.10.2016, 19:00
Gdyby Tusk faktycznie chciał znów wejść do krajowej polityki, oznaczałoby to wielkie przetasowanie na opozycyjnej scenie politycznej

Gdyby Tusk faktycznie chciał znów wejść do krajowej polityki, oznaczałoby to wielkie przetasowanie na opozycyjnej scenie politycznejźródło: ShutterStock

Jeśli ktoś myślał, że przeprowadzka Donalda Tuska do Brukseli zakończy największy konflikt w polskiej polityce, to się mylił. Pojedynek z Jarosławem Kaczyńskim trwa i wiele wskazuje na to, że jego koniec będzie możliwy dopiero wtedy, gdy jeden z nich poniesie kompletną polityczną klęskę

O dalszych losach Donalda Tuska przesądzi to, czy zostanie na drugą kadencję w Brukseli na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Pierwsze sygnały, że PiS może go nie poprzeć, pojawiły się już w ubiegłym roku. Wtedy wywoływały po prostu konsternację: czy naprawdę PiS jest gotowe zrezygnować z „posiadania” przez nasz kraj tak wysokiej funkcji w UE? Coraz częstsze powtarzanie tych słów przez Jarosława Kaczyńskiego pokazuje, że ten konsekwentnie dąży, by przebić się z tym komunikatem. Oswaja nas z myślą, że poparcia dla Tuska nie będzie.

Na dodatek lider PiS robi to w sposób, który ma poniżyć byłego szefa PO. – Sądzę, że przewodniczącym RE nie powinien być człowiek, wobec którego być może stawiane będą poważne zarzuty. To nie będzie wzmacniało Wspólnoty – mówił „Gazecie Polskiej”. W jeszcze ostrzejszy sposób odpowiedział na pytanie, czy jest gotów na debatę z szefem Rady. – Nie jestem w stanie debatować z panem Tuskiem. Ani o tym, by został świadkiem koronnym małym albo dużym. Albo o zgodzie na karę. Krótko mówiąc, nie ma o czym rozmawiać. On nie jest partnerem politycznym – wyjaśniał. Nawet jak na standardy trwającej lata wojny PO z PiS to wypowiedź niesłychanie ostra. Nic dziwnego, że Tusk poczuł się zagrożony. – Obecny rząd traktuje mnie personalnie jako wroga publicznego numer jeden. Osobiście staram się tym nie przejmować – komentował.

Na ile głosy o braku poparcia dla Tuska to zapowiedź działań, a na ile gra? – To ciężkie pytanie, sam je zadaję i nie mam odpowiedzi. Ale to faktycznie może być zemsta. Kaczyński dąży do wsadzenia Tuska do więzienia. Chce zniszczenia kogoś, kogo oskarża o współudział w śmierci brata. Jest z półtora tysiąca wypowiedzi Kaczyńskiego, które na to wskazują i z półtora tysiąca zachowań, które pokazują, że robi to na zimno, że podgrzewa nastroje, by nakarmić wyborców – mówi politolog i były europoseł PiS Marek Migalski.

Z punktu widzenia czysto partyjnych interesów PiS usunięcie Tuska z funkcji szefa Rady to znaczące osłabienie pozycji politycznej kogoś, kto pod koniec kadencji (w połowie przyszłego roku) może stać się liderem opozycji w Polsce. – PiS obawia się powrotu Tuska do kraju, lecz paradoksalnie nie na tyle, żeby mu umożliwić dalsze przebywanie w Brukseli – zauważa politolog prof. Antoni Dudek. W tym sensie wątki emocjonalne i zimna kalkulacja polityczna mogą się pokrywać. Dlatego wiele wskazuje na to, że bez względu na motywy PiS fatycznie będzie dążył do tego, by Tusk nie został na kolejną kadencję szefem Rady Europejskiej. Na ile te zabiegi okażą się skuteczne?

Artykuł 16 pkt 5 Traktatu o UE stanowi, że „Rada Europejska wybiera przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres 2,5 roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny. W przypadku przeszkody lub poważnego uchybienia Rada Europejska może pozbawić przewodniczącego mandatu zgodnie z tą samą procedurą”. Teoretycznie może dojść do sytuacji, w której odnowienie kadencji Tuska nastąpi wbrew stanowisku polskiego rządu, bo rekomendacja władz macierzystego kraju nie jest wymagana. Ale to wariant mało prawdopodobny. – Istnieje zasada, że władz Wspólnoty nie wybiera się w atmosferze sprzeciwu. Gdyby więc Tusk został wybrany na następną kadencję w opozycji do własnego rządu, byłaby to wielka kompromitacja PiS. Myślę, że polityka rządu Beaty Szydło będzie grą na osłabienie Tuska i jego pozycji – mówi polityk PO Tomasz Siemoniak.

Obsada takich funkcji jak szef Rady Europejskiej, Komisji Europejskiej czy przewodniczący Parlamentu Europejskiego to element misternej układanki, która przypomina opisaną przez Bronisława Malinowskiego, zaobserwowaną przez niego na wyspach Pacyfiku, zasadę „do ut des”: daję, abyś ty dał. Na zasadzie wzajemności każdy powinien coś otrzymać. Dlatego w rozdziale unijnych funkcji ma być zachowany balans między dużymi a małymi państwami, Północą a Południem czy krajami starymi i nowymi w EU, na co na końcu nakładana jest jeszcze siatka polityczna. Na samym szczycie oznacza to rozdział najważniejszych stanowisk między chadeków a socjalistów. W tak misternej plątaninie zignorowanie głosu dużego unijnego kraju, jakim jest Polska, musiałoby być czym nadzwyczajnym, a politycznie oznaczałoby, że rząd w Warszawie jest na kompletnym politycznym marginesie. Dlatego politycy PiS przekonują, że Tusk nie ma szans na reelekcję. – I tak odjedzie, to wynika z parytetów. Szef komisji ma kadencję 5-letnią, a szefowie Rady i Parlamentu 2,5-letnie. Gdy Schultz odejdzie, zastąpi go zapewne ktoś z EPL, a wówczas na trzech głównych stanowiskach byłoby trzech chadeków. W takim momencie rotacja obejmie raczej Tuska – przekonuje wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.


Pozostało 67% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (11)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie