statystyki

Igrzyska w Rio: Prawo sportowe dopinguje biznes

autor: Mira Suchodolska04.08.2016, 08:04; Aktualizacja: 04.08.2016, 11:14
brazylia-football-stadion

Sport to zabawa dla zainteresowanych.źródło: ShutterStock

Wykluczenia z organizacji mistrzostw świata FIFA nawet Władimir Putin by nie przeżył – mówi mec. Ludwik Żukowski.

Jeszcze się nie zaczęły na dobre letnie igrzyska, a już żyjemy aferą z wykluczeniem ekipy rosyjskich lekkoatletów z tej imprezy z powodu stosowania dopingu. Zastanawiam się, jakie skutki - oprócz wizerunkowych i politycznych - będzie to miało. Na przykład na biznes. Albo na prawo sportowe. Jest awantura.

Dyskusja jest gorąca. Wyeliminowanie reprezentacji narodowej Rosji w lekkiej atletyce przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOL) to jedna sprawa, ale towarzyszy temu pewna krytyka dotycząca jego decyzji o wydelegowaniu uprawnień o dopuszczeniu innych rosyjskich reprezentantów na poszczególne międzynarodowe federacje sportowe ( naprawdę to wskazanie przez te federacje, których zawodników nie dopuszczą do udziału w Igrzyskach. I już wiadomo, że niektóre z nich podjęły decyzje, że nie widzą przeciwwskazań, aby rosyjscy zawodnicy wzięli udział w zmaganiach olimpijskich. Są bowiem dyscypliny sportowe, gdzie ryzyko występowania dopingu jest mniejsze, niż w lekkiej atletyce. Np. w żeglarstwie. W dodatku sportowcy, także rosyjscy, są podporządkowani różnym, bardzo restrykcyjnym, systemom monitorowania zawodników. Polega to, mówiąc z grubsza, na tym, że zawodnicy muszą przedstawić swój kalendarz: w 2016 roku pierwszy miesiąc będę spędzać w Stanach, potem dwa tygodnie będę trenować w Hong Kongu, następne trzy zajmie mi zgrupowanie w Norwegii, a przez kolejne czternaście dni można mnie będzie znaleźć w Nowej Zelandii etc. I mając taki kalendarz zawodnika inspektorzy zajmujący się zwalczaniem dopingu będą go mogli znaleźć i poddać badaniom. Zwłaszcza, że mają w systemie wszelkie parametry dotyczące jego krwi czy moczu. Każda różnica w ich poziomie będzie powodem do tym dociekliwszych badań. A jeśli coś takiego się wydarzy, jeśli nawet okaże się, że wszystko było w porządku, to zdobycie któregoś z pierwszych sześciu miejsc na Igrzyskach byłoby powodem do tym bardziej dociekliwszych badań. O co tutaj chodzi: istota walki z dopingiem polega na tym, że międzynarodowa organizacja, której centrala mieści się w Kanadzie, nie jest w stanie monitorować wszystkiego, co się dzieje w poszczególnych krajach, sprawdzać, czy np. sportowcy na Syberii się nie szprycują. Dlatego deleguje swoje uprawnienia kontrolne na krajowe federacje. Oczywiście zdarza się, jak ostatnio w Rosji, że te są skorumpowane, dopuszczają się praktyk, których nie chcę nawet oceniać, bo musiałbym używać języka, którego mi użyć nie wypada. Ale w przypadku sportowców rosyjskich nie można używać jednej miary, choć akurat teraz wybuchnął ten skandal. Setki z nich, a może nawet tysiące, najlepszych na świecie, trenowało poza Rosją, poddawało się reżimowi antydopingowych badań. Więc traktowanie ich według jednej matrycy - wszyscy stosują doping jest po prostu niesprawiedliwe. Zresztą jako prawnik jestem przeciwnikiem odpowiedzialności zbiorowej.

Mówi pan o międzynarodowych badaniach dotyczących niedozwolonego dopingu, ale w przypadku Rosji okazało się, że jej laboratorium jest absolutnie niewiarygodne.


Pozostało 71% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie