statystyki

Fantastyka w obronie demokracji i wolności. Co można zobaczyć, wracając z gwiazd

autor: Anna Wittenberg28.05.2016, 10:00
austronauta w kosmosie

Spełnione obietnice science fiction budzą podziw dla autorów.źródło: ShutterStock

Fantastyka w obronie demokracji i wolności? Tylko z niej dowiemy się, jak nie dać się betryzacji. W ubiegłym tygodniu ściągnęłam na czytnik „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema. Powieść opiera się na motywie powrotu z dalekiej podróży – astronauta Hal Bregg jako jeden z niewielu ocalałych wraca z podróży w odległe zakątki galaktyki. Choć z jego perspektywy misja trwała 10 lat, na Ziemi minęło ich 140. Aby pomóc im zredukować szok, dla astronautów przygotowano specjalny ośrodek adaptacyjny, który miał wdrożyć ich w nowy społeczny ład. Bregg przed adaptem jednak ucieka, by na własną rękę odnaleźć się w świecie.

Dotykając ekranu, by przerzucać elektroniczne strony, doczytałam do fragmentu, w którym Bregg wchodzi do księgarni. Chce jak najwięcej się dowiedzieć o minionym czasie. Tam jednak czeka go zdziwienie. Relacjonuje: „książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiły się na niej kolejne karty tekstu”.

W tym miejscu mój palec zatrzymał się nad czytnikiem. Zestawienie opisanego w 1961 roku urządzenia z nim samym, działającym 75 lat później wprawiło mnie w zdumienie. Moje spostrzeżenie zadziwiło też internautów – jako digital native natychmiast zrobiłam zdjęcie tego fragmentu tekstu wyświetlonego na czytniku. W ciągu kilku dni doczekało się tysięcy udostępnień w portalach społecznościowych i artykułów w mediach elektronicznych. „Geniusz Lem” – pisali internauci. Konfrontacja prognozy z rzeczywistością rozpaliła wyobraźnię.

Jego proza to kopalnia podobnych smaczków. W „Obłoku Magellana” pojawiły się wyszukiwarki internetowe, w „Dialogach” – połączenia komputerów w sieci, które byłyby bardziej wydajne obliczeniowo. Czy Lem był jasnowidzem? Raczej bacznym obserwatorem rzeczywistości, który potrafił syntetyzować dostępne dane i na ich podstawie przewidywać kierunki rozwoju ludzkości. Dyskusje naukowe przekuwał w opowiadania i powieści. Podobnie zresztą jak wielu innych kultowych pisarzy science fiction. Arthur C. Clarke (matematyk i fizyk) pisał o komunikacji satelitarnej, Herbert Wells (biolog) – o inżynierii genetycznej. Do klasyki należy też przecież Juliusz Verne, który już w połowie XIX wieku wysyłał swoich bohaterów w podróż na Księżyc.

Zafascynowani systemem

Spełnione obietnice science fiction budzą podziw dla autorów. Są namacalnym dowodem na to, że da się w logiczny sposób przewidzieć rozwój wypadków. O wielkości pisarzy SF przesądza jednak coś innego. Koncepcje wirtualnej rzeczywistości czy rozwoju cybernetyki były właściwie jedynie fabularnymi artefaktami. Zdecydowanie ważniejsze w tej prozie były próby zdiagnozowania kondycji nowoczesnego człowieka. Autorzy jak Janusz Zajdel czy Edmund Wnuk-Lipiński wymyślali równoległe światy, by tam krytycznie rozprawić się z tym, w którym żyli. Z jednej strony ułatwiało to obejście PRL-owskiej cenzury, z drugiej – ważniejszej – pozwalało potraktować literaturę jako laboratorium, w którym ocenie poddawano koncepcje ideowe. Ścierano człowieka z jego wytworami.

Te opisy niestety nie rozejdą się w internecie tak łatwo i szybko jak mój mem z optonem. Z jednej strony nie są tak łopatologiczne, a z drugiej – częstokroć są dla nas nieprzyjemne, wytrącają ze strefy komfortu. Wielkość pisarzy science fiction polegała na tym, że potrafili na dziesięciolecia wprzód ukazywać konsekwencje rozwoju myśli społecznej.

Skoro jesteśmy już przy Lemie – w „Powrocie z gwiazd” pokazuje on świat, w którym ludzie są doskonale równi, a w dodatku nie są zdolni do agresji, bo zostali poddani betryzacji – chemicznemu praniu mózgu, które ją wyplenia. Konsekwencje? Betryzowani stali się delikatni, pozbawieni skłonności do ryzyka, a nawet możliwości emocjonalnej reakcji. Nie ma więc ryzykownych zawodów, ryzykownych sportów. Nie ma nawet wypadków samochodowych, bo wszystko kontrolują automaty.


Pozostało 67% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie