statystyki

Pisarz i górnik o Donbasie: Pytałem, czy będę miał śmiertelny dzień

autor: Michał Potocki, Zbigniew Parafianowicz28.05.2016, 17:00
Maksym Butczenko drugi z prawej

Maksym Butczenko drugi z prawejźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Pisarz spod Ługańska i były górnik opowiada o pierwszej wojnie za ideę ludzi z Donbasu i o tym, dlaczego separatyści poparli radzieckość, a nie europejskość. Maksym Butczenko urodził się w 1977 r. w obwodzie ługańskim. 12 lat pracował w kopalni. Potem poszedł na zaoczne studia dziennikarskie i przeniósł się do Kijowa. Pracował w tygodnikach „Korrespondent”, „Fokus” i – obecnie – „Nowoje Wriemia Strany”. Autor powieści „Chudożnik wojny” (Artysta wojny) i „Tri czasa biez wojny” (Trzy godziny bez wojny) o trudnym życiu w Zagłębiu Donieckim czasów konfliktu.

Roweńky w obwodzie ługańskim. Jakie perspektywy ma chłopak, który z nich pochodzi?

Skończyłem szkołę w 1992 r., gdy rozpadał się ZSRR. Wtedy zaczynała się przemysłowa zapaść regionu. Od razu po technikum poszedłem do pracy. Dla wielu kolegów kopalnia była pierwszym miejscem pracy. Dla wielu ostatnim. Okoliczne ośrodki to miasta kopalnie. W Roweńkach było siedem, może osiem, w których pracowało 20 tys. ludzi. 80 proc. dorosłej populacji. Nawet teraz wielu idzie do opołczenija (pospolite ruszenie, tak separatyści określają swoje oddziały– red.) tylko dlatego, że nie mają gdzie pracować. W latach 90., gdy jeszcze nie było takiego upadku przemysłu, nie miałem alternatywy. Ludzie są przywiązani do miejsca pracy. Nigdzie nie wyjeżdżają. Pierwszy raz pojechałem do Kijowa w 2010 r. Miałem ponad 30 lat. Byłem pod ogromnym wrażeniem, gdy widziałem ludzi siedzących w kawiarniach, zamawiających drogie potrawy. Pomyślałem, że trafiłem do Europy. Donbas był i pozostaje czymś, co można nazwać podpaństwem. W sensie gospodarczym, politycznym – bo przez lata należał do Partii Regionów – i kulturowym.

Po technikum poszedłeś do kopalni.

Miałem 19 lat, dostałem dowód osobisty i poszedłem do pracy.

Tam wtedy była Ukraina?

Była i nie była. Kiedyś zadano mi pytanie, czy coś takiego jak na Ługańszczyźnie mogło się wydarzyć w innym regionie, np. w Odessie. Raczej nie. Splot sytuacji gospodarczej z koniecznością ciężkiej pracy fizycznej, brakiem ideologii plus mieszanka narodowościowa. Wystarczyło to zmiksować i skierować na tory separatyzmu. Ostatnio rozmawiałem z dziewczyną, która uciekła z Doniecka. Jej tata jest za Rosją, mama za Doniecką Republiką Ludową (DRL), a ona ma to wszystko gdzieś. Mój ojciec dziś jest za DRL, choć wcześniej poprawiał moje błędy, gdy ćwiczyłem z nim ukraiński. Kiedyś mi powiedział, że on „tak lubyw spiwuczu ukrajinśku mowu”, a tu takie coś się wydarzyło. Baza była ukraińska, ale nastroje już takie nie były.

Jest opinia, że Donbas stawia na dostatek lub wyobrażenie o nim, a nie na wolność.

Mieszkańcy codziennie widzieli wojnę. Od lat codziennie walczyli o przeżycie – w kopalni, w fabryce. Cały czas byli na granicy życia i śmierci. Nie to, że głodowali, ale poziom życia był tak niski, że jedyne, do czego mogli dojść, to jego poprawa. Nie kierowali się żadną ideą, bo Ukraina takiej nie stworzyła, a i dziś „russkij mir” nie stał się dla nich ideologią. Jak tylko wróci tam Ukraina i pozwoli im normalnie żyć, będą za nią.

W twojej książce jeden z bohaterów, Anton, skarży się na wysoką śmiertelność w kopalniach.

Rocznie ginęło 200–300 osób. To się na tyle często zdarzało, że schodząc na zmianę, pytaliśmy, czy mamy dziś śmiertelny dzień, czy nie. Część wypadków, które wynikały z winy kierownictwa, starych technologii, niedostatecznych zabezpieczeń itd., spisywało się na osobistą nieostrożność. Wszyscy wiedzieli, dlaczego ktoś zginął. Kierownik pospieszał, człowiek dotknął nagiego przewodu. Kopnął go prąd i tyle. Powiedzieli, że zrobił to sam z siebie. To, że takie rzeczy się codziennie zdarzały, wpłynęło na naszą mentalność. Ludzie przywykli do kłamstwa. W kopalni była ograniczona widoczność, a jak jeszcze zaczynał pracować kombajn, w powietrzu zaczynały krążyć drobinki pyłu. Zwykłe oddychanie stawało się wysiłkiem. Człowiek momentalnie pokrywa się potem. Jak po trzech wejściach do sauny. Ludzie wewnętrznie czuli, że to niesprawiedliwe. Tak być nie powinno. Mogli nie być wykształceni, ale rozumieli, że to nieludzkie. Bo tak ludzie nie żyją. Poczucie niesprawiedliwości było w nich już wtedy.

Na zdjęciu, które nam dałeś, jesteście w zwykłych ubraniach. Ktoś w podkoszulku, ktoś w marynarce. Nie dostawaliście roboczych katan?

Rzadko. Jak już dostaliśmy, szybko się darły. Ludzie chodzili do pracy, w czym popadło.

Ile lat tam pracowałeś?

Dwanaście. Przeszedłem kilka szczebli. Zaczynałem od prostego fizycznego. Tam jest taki przenośnik taśmowy, sypie się na niego węgiel i transportuje. Stara technologia. Ten węgiel zawsze się zsypywał z przenośnika. Zadaniem robotnika było stać całą sześciogodzinną zmianę i wsypywać węgiel z ziemi z powrotem na taśmę. Były przypadki, że wagoniki spadały z torów, trzeba było je podnieść i parę metrów przetransportować. Te wagoniki były strasznie ciężkie, więc trzeba było się nieźle zaprzeć, żeby je ruszyć. Między sobą nazywaliśmy to pierdzącym promem, bo nie dawało rady tego zrobić bez pierdzenia. Potem zostałem brygadzistą, który zarządza dziesięcioma ludźmi, następnie pomocnikiem naczelnika, a na koniec już pracowałem z dokumentacją. Moim zadaniem była technika bezpieczeństwa. Zajmowaliśmy się wentylacją. Stoją dwa wentylatory, jeden zasysa powietrze, drugi wydmuchuje. Wiele razy widziałem, jak wynoszą zabitego. Przychodzisz do pracy, a tam koło zniszczonego kombajnu leżą szczątki. W mojej książce młody Anton przychodzi do dziadka, a ten mu mówi, że w kopalni, jak na wojnie – jak nie zabije, to pokaleczy. Oni codziennie szli i nie wiedzieli, czy wrócą do domu.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie