statystyki

Urok masowego mordercy, czyli historia bratania się celebrytów z mafiosami i terrorystami

autor: Mariusz Janik22.01.2016, 07:00; Aktualizacja: 22.01.2016, 07:26
Reżyser Oliver Stone i nieżyjący już prezydent Wenezueli Hugo Chavez na festiwalu filmowym w Wenecji

Reżyser Oliver Stone i nieżyjący już prezydent Wenezueli Hugo Chavez na festiwalu filmowym w Wenecjiźródło: Newspix
autor zdjęcia: Giuliano KorenLiverani

Sława, pieniądze, medialny szum – celebrytom nie brakuje motywacji do pchania się w dwuznaczne sytuacje. Ostatnio przekonał się o tym aktor Sean Penn, ale to jedynie kolejny rozdział długiej historii bratania się gwiazd z mafiosami, autokratami, nawet terrorystami.

Don Winslow nie przebiera w słowach. „To brutalnie upraszczający i niefortunnie współczujący portret masowego mordercy. Penn wyobrażał sobie, że trafił w dziennikarską dziesiątkę – zamiast tego jego wywiad stał się produktem ubocznym zauroczenia Guzmana aktoreczką z oper mydlanych. I opowiedział dokładnie tę historyjkę, jakiej chciał Guzman. Linijka po linijce zaaprobowaną przez Penna i magazyn »Rolling Stone«” – gorszy się pisarz, którego bestseller „The Cartel” to luźna wariacja na temat rzeczywistej historii narkotykowego kartelu Guzmana.

Echa sensacyjnego wywiadu przeprowadzonego przez hollywoodzkiego aktora z meksykańskim narkobaronem nie milkną. Joaquin Archivaldo Guzman Loera był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Meksyku. Po sąsiedzku, w Stanach Zjednoczonych, przez lata rywalizował z Osamą bin Ladenem o miano „wroga publicznego numer jeden” (magazyn „Forbes” umieszczał go mniej więcej w połowie listy stu najpotężniejszych osób na świecie). Dobiegający sześćdziesiątki gangster od połowy lat 80. kierował meksykańskim kartelem narkotykowym Sinaloa: „najpotężniejszą organizacją przemytniczą świata” (według amerykańskich służb wywiadowczych), „najpotężniejszą organizacją przestępczą w Meksyku” (według „Los Angeles Times”). Od lat 90. do końca poprzedniej dekady szmuglerzy z kartelu Sinaloa wprowadzili na amerykański rynek ok. 200 ton kokainy i pewnie drugie tyle heroiny. Z rąk podwładnych Guzmana zginęły najprawdopodobniej tysiące ludzi – rywale z innych gangów, policjanci, przypadkowi ludzie.

Wszystko za sprawą „El Chapo”. Ksywkę Guzmana można tłumaczyć jako „karzeł” czy „kurdupel”, ale nijak ma się ona do podszytego strachem szacunku, jaki budzi narkobaron w swojej ojczyźnie. Nie ulega za to wątpliwości, że 1,68 metra wzrostu to atut, gdy chodzi o ucieczki z więzienia: udało mu się to dwa razy, w 2001 i 2015 roku, pierwszy raz prawdopodobnie w wózku z brudną bielizną, za drugim razem dzięki liczącemu setki metrów podkopowi pod celę.

– Naprawdę chciałbyś spotkać „El Chapo”? Każdy chciałby go spotkać. Znaleźć go. Ty go nie spotkasz. Nikt go nie spotka – szydził w rozmowie z Malcolmem Beithem, autorem biografii gangstera „The Last Narco. Hunting El Chapo, The World’s Most-Wanted Drug Lord”, jeden z podwładnych Guzmana. Przez lata kartel trzymał się tej żelaznej zasady. Nic dziwnego, że dla Penna – jak i dla setek dziennikarzy z całego świata – możliwość rozmowy z najpotężniejszym gangsterem świata była niezwykłą gratką.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie