Opinia

Zakarpacie wyróżnia się na tle Ukrainy. Ja sam pochodzę z Drohobycza, spoza obwodu, więc widzę te różnice bardzo wyraźnie. Miejscowi są bardzo przywiązani do swoich korzeni, wysyłają dzieci na miejscowe uniwersytety. Niechętnie wyjeżdżają, a jeśli już, to nawet w Kijowie trzymają się razem. A przy tym są całkowicie apolityczni. Z jednej strony w przeciwieństwie do Lwowa nie istnieje tu praktycznie nacjonalizm. Zbyt dużo narodowości i wyznań, żeby na hasłach nacjonalistycznych można było coś ugrać.

Co więcej, żadnego znaczenia nie mają tu barwy partyjne. Taki Mychajło Łanio był już i w Batkiwszczynie Julii Tymoszenko, i w Partii Regionów Wiktora Janukowycza. Obecnie jest uznawany po prostu za człowieka prorosyjskiego polityka Wiktora Medwedczuka. W wielu regionach Zakarpacia ludzie głosują na tego, kogo wskaże Wiktor Bałoha. Przed wyborami rozprowadza się ulotki z logo jego partii Zjednoczone Centrum: na mera Mukaczewa głosujemy na tego, do rady obwodowej na tych. I ludzie głosują. Zwłaszcza w rodzinnym Mukaczewie Bałoha jest niczym Bóg. Nie musi kupować głosów. Wystarczy, że o nie poprosi.

Bałoha jest przy tym niezrównanym taktykiem, poza swoim Zjednoczonym Centrum ma ludzi we wszystkich frakcjach zakarpackiej rady obwodowej. Obecnie w parlamencie w Kijowie poza Bałohą zasiadają jego dwaj bracia i kuzyn. Niewykluczone, że jesienne wybory lokalne posłużą mu do wprowadzenia do polityki kolejnego przedstawiciela rodziny. Mówi się, że o posadę mera Mukaczewa powalczy jego syn Andrij. Bałoha znakomicie czuje politykę, jest blisko każdej władzy. Pełnił wysokie funkcje państwowe przy wszystkich prezydentach. Potrafił porzucać kolejne ekipy, gdy czuł, że zmienia się wiatr historii. Z tego punktu widzenia nie bardzo rozumiem, dlaczego zdecydował się na konflikt z Petrem Poroszenką. Zwłaszcza że zbliżają się kolejne wybory.