statystyki

Historia nuklearnych rozmów z Iranem: Zwroty akcji i zamachy na fizyków

autor: Mariusz Janik18.07.2015, 19:00
Szef MAEA Yukiya Amano oraz minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Javad Zarif podpisują porozumienie

Szef MAEA Yukiya Amano oraz minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Javad Zarif podpisują porozumienieźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: DEAN CALMA

Kilkanaście lat negocjacji, zwroty akcji, zamachy na fizyków – historia rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego mogłaby ułożyć się w krwawą sagę. Być może to już ostatnie takie przedstawienie.

Sukces – mówili politycy w Waszyngtonie i Teheranie po tym, jak prowadzone przez kilka ostatnich administracji negocjacje nuklearne zakończyły się wreszcie kompromisem. Jak można się było spodziewać, niemal natychmiast zaroiło się od analiz wieszczących powrót Irańczyków na scenę międzynarodową. – To porozumienie otwiera przed Iranem drogę do pozyskania arsenału nuklearnego – pomstował w Jerozolimie izraelski premier Beniamin Netanjahu. Sekundowali mu amerykańscy sojusznicy: republikanie i spora grupa demokratów zaniepokojonych tym, że ustępstwa na rzecz Iranu odbiorą im głosy izraelskiej diaspory za Atlantykiem.

Porozumienie przywitano z radością w Moskwie i Pekinie. Ciągnąca się od lat konfrontacja między Teheranem a Zachodem pozwalała co prawda stopniowo zajmować miejsce Amerykanów, Brytyjczyków czy Niemców na olbrzymim irańskim rynku, ale co z tego, skoro irańscy partnerzy nie mieli szans zarabiać tak, jak każde inne petropaństwo? Z perspektywy Rosji i Chin porozumienie ma zresztą wymiar geopolityczny: ci pierwsi sugerują, że Irańczycy są niezbędni do stworzenia realnej siły, która zniszczyłaby Państwo Islamskie w Iraku i Syrii. Ci drudzy z kolei apelują, by zachodni negocjatorzy zabrali się wreszcie do rozmów z Koreą Północną, podchodząc do sprawy w podobny sposób, jak podeszli do Irańczyków.

Tak czy inaczej porozumienie nuklearne wstrząsnęło globalną szachownicą – choć zamknęło jedno pole sporu, równie dobrze może otworzyć kilka kolejnych. Sami Irańczycy najprawdopodobniej kilka razy zmieniali zdanie co do tego, czy rzeczywiście chcieliby zbudować jakiś – choćby symboliczny – potencjał nuklearny, czy tylko wybudować sieć elektrowni nuklearnych. Nie jest zatem jasne, w jakim kierunku ich program będzie się rozwijać, zwłaszcza jeśli odejdzie koncyliacyjnie nastawiona administracja prezydenta Hasana Rouhaniego lub pragmatycznie nastawiony – mimo retorycznych wycieczek – najwyższy przywódca, ajatollah Ali Chamenei.

Kompromis wywołuje w regionie mieszane uczucia: nie jest jasne, jak zareaguje Izrael (w przypadku Iraku czy Syrii reagował lotniczym rajdem na obiekty nuklearne), a od dawna spekuluje się na temat tego, że państwa arabskie – zwłaszcza rywalizująca z Iranem o prymat w świecie islamu Arabia Saudyjska – będą chciały stworzyć własne programy nuklearne. Eskalacja napięcia jest możliwa, tym bardziej że wszystkie takie projekty przynajmniej początkowo będą sprzedawane opinii międzynarodowej jako „inicjatywy na rzecz uzyskania cywilnej energii atomowej”. O realnych, długoterminowych skutkach porozumienia będzie można zapewne mówić dopiero po upływie kilku lat.

Pokój pod egidą Thora

Pozostaje mieć nadzieję, że wieloletnia „nuklearna opera mydlana”, jaką odegrali na oczach świata negocjatorzy z Waszyngtonu i Teheranu. będzie ostatnim takim przedstawieniem. Naukowcy roztaczają już wizje kuszących alternatyw, które raz na zawsze mogłyby uciąć dyskusje na temat intencji państw budujących własne programy nuklearne – a przy okazji rozwiać obawy ekologów, futurystów i wszelkiej maści pesymistów.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • nie rób drugiemu co tobie......(2015-07-19 09:16) Zgłoś naruszenie 00

    Zabijali fizyków nuklearnych. Ciekawe jakby tak Iran albo innyc kraj zabijał naukowców, którzy się nie podobają jemu. Ciekawe co wtedy pisałąby prasa.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie