Jak powiedział rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Wojciech Jaros, jest to zamknięcie pewnego ważnego etapu - etapu, który pokazał, że upór i determinacja się opłaca. "Zawsze w górnictwie mówi się, że ratownicy idą po ludzi, że te ciała można wydobyć. I zostało to zrobione" - dodał.

Jaros zaznaczył jednak, że to jeszcze nie koniec akcji. Wstrząs zniszczył system przewietrzania w tym rejonie kopalni, więc trzeba będzie ustawić specjalne tamy. Wszystko to może zająć kilka dni. Trzeba też wydobyć na powierzchnię całą infrastrukturę ratowniczą, w tym kolejkę podwieszaną, taśmociąg i specjalny kombajn. Jest to najtrudniejsza i najdłuższa akcja ratownicza w historii polskiego górnictwa.

Do bardzo silnego wstrząsu doszło 18 kwietnia - miał ponad cztery stopnie w skali Richtera. Mężczyźni zostali uwiezieni ponad 1050 metrów pod ziemią. Ratownicy próbowali do nich dotrzeć zarówno drążąc chodnik pod ziemią, jak i wykonując odwiert z powierzchni.