Kilka dni temu szef Komisji Nadzoru Finansowego alarmował, że wart kilkadziesiąt milionów złotych majątek zlikwidowanej w 2010 roku fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych szefowanej przez Biereckiego wyprowadzono poza strukturę SKOK-ów. Media podały, że pieniądze trafiły do spółki będącej własnością kilku osób, w tym Grzegorza Biereckiego i jego brata, którzy mieli największe udziały. 

Zawieszony w klubie PiS senator stwierdził w TVP Info, że tylko fundator - którym była Światowa Rada Związków Kredytowych - mógł podjąć decyzję o przekazaniu środków, a w 2010 roku "nie było innych potrzeb", na które można było przeznaczyć pieniądze.
Grzegorz Bierecki mówił w TVP Info, że spółka nie należała do niego. "Nie było to spółka Biereckiego, tylko instytut naukowy, który prowadzi szeroką działalność. Jestem tylko powiernikiem tego majątku, wykonuje zlecone zadania, ten instytut jest prowadzony przez spółkę, którą ja reprezentuje." - oświadczył Grzegorz Bierecki. 

Tymczasem w Sejmie od 12.30 trwa tajne posiedzenie sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Posłowie dyskutują w spraiwe nieprawidłowości w spółdzielczych kasach. Grzegorz Bierecki twierdzi, że afera dotyczy tylko SKOK-u Wołomin. Zdaniem senatora, głos w tej sprawie powinien zabrać Bronisław Komorowski. Zdaniem senatora, w SKOK-u Wołomin działały Wojskowe Służby Informacyjne.
Grzegorz Bierecki powiedział, że sprawa SKOK-ów pojawia się przy okazji każdej kampanii "To ten sam odgrzewany kotlet, który ma mnie zranić, jestem dumny, że nie ma mnie czym innym zaatakować" - dodał senator.