Chodzi o to, by jeśli nie będzie można oddać pracownikowi wolnego dnia za pracę w sobotę, to pracodawca będzie musiał mu wypłacić mu ekwiwalent za sobotnie nadgodziny. Według obecnego ustawodawstwa, takie uprawnienie przysługuje pracownikowi tylko za pracę w niedzielę. 

Związki zawodowe podniosły alarm, że to droga do wprowadzenia 6-dniowego tygodnia pracy. Z opinią tą zgadza się Mariusz Błaszczak. Polityk Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że proponowane zmiany są dla pracowników szkodliwe. - Będzie pole do nadużyć, a pracownicy będą zmuszani do pracy przez 6 dni w tygodniu, a jak odmówią, stracą pracę - uważa Błaszczak. 

Podobnych argumentów używa Katarzyna Piekarska z SLD. Jej zdaniem, w wyniku nowelizacji prawa, straci słabsza strona, czyli pracownik. I tam - mówi - gdzie jest wysokie bezrobocie ludzie będą zmuszani do pracy przez 6 dni w tygodniu. Dodaje, że w tej chwili na świecie dyskutuje się raczej o skracaniu tygodnia pracy. Jak wyjaśnia, wypoczęta osoba ma lepsze wyniki w pracy. 

Posłowie PO bronią zaproponowanych zmian. Podczas konferencji prasowej przekonywali, że w nowelizacji kodeksu pracy chodzi przede wszystkim o wyeliminowania z prawa pracy błędu legislacyjnego, a przepisy są korzystne dla pracowników. Autorzy projektu wyliczyli, że przy pensji 4000 złotych brutto, dodatek za pracę w sobotę mógłby wynieść około 300 złotych brutto.